Piast Polski - Rzetelne źródło informacji i opinii.
„Międzymorze” – czy to naprawdę polska droga?

mapa-europyCała kwestia polityki zagranicznej była w uderzająco małym stopniu obecna w kampanii wyborczej poprzedzającej niedawne wybory parlamentarne – niewiele mieli o niej do powiedzenia reprezentanci praktycznie wszystkich konkurujących ze sobą i liczących się realnie w tej rozrywce formacji politycznych, zapewne przede wszystkim dlatego, że w istocie nie ma pomiędzy nimi w tym obszarze jakichkolwiek poważniejszych różnic, zresztą te sprawy są już od dawna w istocie determinowane i dyktowane Polsce z zewnątrz. Ta ocena dotyczy w całej rozciągłości również i kampanii wyborczej rządzącego obecnie PiS-u – zdominowanej prawie że niepodzielnie – zresztą za pełnym przyzwoleniem, a przynajmniej bez sprzeciwu jej elektoratu – przez postulaty pewnych ograniczonych reform społeczno-gospodarczych, podparte paroma skonkretyzowanymi obietnicami socjalnymi. Jeśli zaś chodzi o politykę zagraniczną, to zastosowano w tym wypadku– z oczekiwanym zresztą skutkiem – po prostu taktykę uników i celowego owijania drażliwych kwestii – zwłaszcza stosunku do Rosji, a jeszcze bardziej do pomajdanowej Ukrainy – w przysłowiową bawełnę. Dominowały w tym przekazie zdecydowanie terminy możliwie najbardziej oderwane i ogólnikowe: wiele mówiono, a jeszcze więcej pisano we wspierających PiS mediach elektronicznych i papierowych, że owa partia zdecydowanie odrzuca postawę bierności i bezwolnego, potulnego podporządkowywania się silniejszym, dokładniej politykę „płynięcia w głównym nurcie” (to w odniesieniu głównie do Niemiec), którą przypisywano, nie bez słuszności, PO, i będzie podejmować wysiłki na rzecz odbudowy międzynarodowego znaczenia naszego kraju, a nawet jego podmiotowości na arenie polityki europejskiej i światowej.


Czytaj dalej

Czy komuś coś się tu pomyliło?

54a639999dbf0_pKreowany usilnie na czołowe młode pióro obozu „niepodległościowego” wzięty felietonista, a ostatnio rasowy reporter objeżdżający najbardziej zapalne miejsca globu, p. Dawid Wildstein uznał wreszcie fakt wielkiego zagrożenia wynikającego dla Polski z rosnącego w szybkim tempie prawdopodobieństwa kompletnej destabilizacji Ukrainy, a nawet – co więcej – postanowił zaalarmować o tym niebezpieczeństwie rodzimą opinię publiczną w tekście podsumowującym główne problemy sytuacji międzynarodowej w 2015 r. i zawierającym prognozy na rok obecny:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Dawid-Wildstein-kazda-destabilizacja-Ukrainy-rykoszetem-trafi-tez-w-Polske,wid,18080867,wiadomosc.html?ticaid=11643c

Wysunięte przezeń w tymże podsumowaniu i zarazem prognozie spostrzeżenia, wnioski i konkluzje są wszelako – bardzo delikatnie rzecz ujmując – tak wysoce „oryginalne”, że doprawdy nie sposób przejść nad nimi obojętnie do porządku dziennego. P. Wildsten jr. stwierdza więc, m.in.: że: „Polsce nie na rękę jest coraz gorsza sytuacja na Wschodzie. Możliwe, że na Ukrainie zaczną wzrastać nastroje radykalne. Putin zapewne będzie prowokować antypolskie wystąpienia. Może się u nas znaleźć wielka fala uchodźców ukraińskich. Każda destabilizacja Ukrainy rykoszetem trafi też w nas… itd.”.


Czytaj dalej

Bitwa Warszawska w świetle faktów – cz. 6 (zakończenie i podsumowanie)

FotoB-matka-boza-laskawa-a-cud-nad-wisla_8457Historyczny spór o zasługi w bitwie warszawskiej – c.d.

W tym miejscu trzeba napisać przynajmniej kilka zdań o przyczynach i okolicznościach narodzenia się legendy gen. Weyganda jako rzekomo głównego autora polskiego zwycięstwa w bitwie warszawskiej. Jak już po części sygnalizowałem w poprzedniej części tych rozważań, legenda ta ma bodaj swe główne źródło w dość specyficznym pojmowaniu przez Francuzów, podobnie jak i zresztą przez inne zachodnioeuropejskie narody o silnych tradycjach kolonialnych, określenia – doradca. Dodatkową pożywką dla jej powstania i szerokiego rozpowszechnia się było z pewnością również całkiem oczywiste poczucie wyższości u francuskich elit wojskowych względem kadry dowódczej dopiero co odradzającego się Wojska Polskiego. Podsumowuje to bardzo zwięźle, a przy tym niezwykle trafnie i celnie przywoływany już tyle razy Jędrzej Giertych: „(…)Jest dzisiaj szeroko rozpowszechnionym poglądem na zachodzie – we Francji przyjętym niemal powszechnie – że istotnym zwycięzcą w Bitwie Warszawskiej i w całej wojnie polsko-bolszewickiej był generał Weygand: przyjechał, udzielał dobrych rad, rady te były skrupulatnie wykonywane i wojna została wygrana.


Czytaj dalej

O co tu naprawdę chodzi?

trybunal-konstytucyjny_25194216Nie widać końca krzykliwego, chwilami wprost karczemnego, a przede wszystkim w gruncie rzeczy niezrozumiałego dla dużej części, a zapewne nawet większości opinii publicznej sporu o Trybunał Konstytucyjny; sporu, który – całkiem niespodziewanie – zdominował prawie całą debatę publiczną już od dobrych kilkunastu dni. Nie zamierzam tu i wręcz nawet nie mogę – jako osoba zupełnie niekompetentna w kwestiach, które są rozbieżnie oceniane i interpretowane nawet przez rozmaite, większe i mniejsze, autorytety prawnicze – wchodzić głębiej w czysto prawny aspekt tej awantury. Chwilami nasuwa się zresztą przypuszczenie, że pewnie i sam król Salomon miałby niemałe trudności z rzetelnym rozstrzygnięciem tych do głębi „zamotanych” kazuistycznych sporów i przetargów i wydaniem jednoznacznego oraz definitywnego wyroku. Nawiasem mówiąc, nasuwa się też i kolejna, bardzo oczywista i prosta refleksja, a mianowicie ta, że to nie tyle sama mnogość i nawet daleko posunięta drobiazgowość spisanych i formalnie zadeklarowanych wszem i wobec regulacji prawno-ustrojowych, lecz przede wszystkim ogólny poziom kultury politycznej i prawnej – cechującej nie tylko wąskie elity, ale również i szerokie masy społeczne danego organizmu państwowego – kultury osadzonej zawsze w skrystalizowanych, mocno ugruntowanych i scementowanych, zazwyczaj wielowiekowych tradycjach politycznych, decyduje w ostatecznym rozrachunku o sprawności i efektywności funkcjonowania określonej formy ustrojowej.


Czytaj dalej

W ślepy zaułek

WebP. Witold Waszczykowski już od szeregu lat niezwykle wytrwale i konsekwentnie pracował na miano jednego z najgorętszych rodzimych NATO-manów i amerykanofilów a zarazem zdeklarowanych, pryncypialnych rusofobów, stąd też jego nominacja na stanowisko ministra spraw zagranicznych w rządzie p. Beaty Szydło poniekąd sama w sobie aż nadto jasno określiła i zamanifestowała główne pryncypia i – wyrażając się może nieco na wyrost – linię polityki zagranicznej tegoż gabinetu. Podobnie już na wstępie urzędowania świeżo upieczonego ministra było aż nadto jasne, że skupi on całą swoją energię i wysiłki przede wszystkim wokół – myślę, że można zaryzykować takie stwierdzenie – swego życiowego celu i projektu, jakim jest instalacja stałej natowskiej (w praktyce zaś amerykańskiej) infrastruktury wojskowej w Polsce w każdych warunkach i za wszelką cenę. Mając zaś w pamięci te wszystkie, wylewane na prawo i lewo, żale p. Waszczykowskiego z powodu nie doprowadzenia do skutku budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terytorium III RP (co było bezpośrednią konsekwencją nastania akurat polityki przejściowego zresztą „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, a w opinii samego zainteresowanego także i pewnej opieszałości ze strony rządzącej podówczas PO), łatwo było przewidzieć, że uczyni on teraz, co tylko leży w jego mocy, by zrekompensować sobie tamto niepowodzenie sprowadzeniem nad Wisłę przynajmniej jakiejś jednej porządnej bazy US Army (i ewentualnie wojsk sojuszniczych). Wszelkie inne cele i zagadnienia muszą w tej sytuacji zejść na plan dalszy – to całkiem jasne.


Czytaj dalej