Piast Polski - Rzetelne źródło informacji i opinii.
Mitelleuropa w „patriotycznym” opakowaniu

Niedawna (7 lutego 2017 r.) wizyta kanclerz Angeli Merkel w Warszawie stała się przyczyną kolejnego intensywnego prania polskich mózgów, zwłaszcza tych lokujących swe sympatie, nadzieje i upodobania po tzw. prawej części sceny politycznej. Oczywiście w wymiarze polityki czysto praktycznej wizyta ta nie oznaczała bynajmniej żadnego autentycznego przełomu w relacjach na linii Warszawa-Berlin, nie stanowiła też wcale jakiegoś wielkiego wydarzenia politycznego, któremu – jak to starano się wmawiać z różnych stron Polakom – miała rzekomo przyglądać się z zapartym tchem prawie że cała Europa. Przyjazd p. Merkel do Warszawy oraz zgotowana jej nader okazała i huczna gościna przyniosły natomiast ze sobą istotny przełom propagandowy, obnażając jaskrawo to, co było skądinąd już uprzednio oczywiste dla osób nieco głębiej i poważniej interesujących się tematem, a mianowicie, że obecna partia rządząca, podobnie jak i cała reszta polskojęzycznego establishmentu, trzyma się w praktyce nadzwyczaj ściśle granic tzw. głównego europejskiego, tzn. unijnego nurtu, zaś deklarowany przez nią jeszcze od czasu do czasu „eurosceptycyzm” spełnia w rzeczywistości rolę li tylko typowej zasłony dymnej.



Czytaj dalej

Prezydentura Trumpa a sprawa polska – (cd. tekstu z 17 grudnia 2016 r.)

Wszystko to można by jeszcze jakoś – z wielką biedą – wytrzymać, ale już niektóre zachowania i „popisy” min. Waszczykowskiego zdecydowanie, skrajnie ostentacyjnie wykraczają poza wszelkie – pisane i niepisane – reguły i normy panujące w świecie dyplomacji.  Chodzi tu zwłaszcza o jego pośrednie przyznanie się – w dodatku już po fakcie, czyli już po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich w USA (sic!) – iż on sam, kierowany przez niego resort, i w ogóle cała obecna ekipa rządząca w zasadzie całkowicie bagatelizowały, a nawet w pewnym sensie bojkotowały kandydaturę Donalda Trumpa na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jakże bowiem inaczej można zinterpretować odpowiedź na postawione mu w trakcie jednego z telewizyjnych wywiadów (przez B. Rymanowskiego) pytanie, czy „Polska ma swojego człowieka w ekipie Trumpa”?



Czytaj dalej

Prezydentura Trumpa a sprawa polska

Niezależnie od jej rzeczywistych, całościowo wziętych kulis i głębszego podłoża, już dzisiaj można z całą pewnością stwierdzić, że elekcja Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA istotnie zmienia cały obraz polityki amerykańskiej i co za tym nieuchronnie idzie także i globalnej. Szkopuł jednak w tym, że tego prostego wniosku nie chce za nic w świecie przyjąć do wiadomości praktycznie cały establishment pewnego europejskiego kraju nad Wisłą, zachowujący się – oficjalnie przynajmniej – tak, jakby – wprost przeciwnie – wszytko pozostało i miało dalej pozostać dokładnie po staremu.

W szczególności tyczy się to znanej powszechnie ze skrajnego filoamerykanizmu partii rządzącej, która w pierwszym odruchu na wyborczy werdykt obywateli Stanów Zjednoczonych na pewien czas jakby wprost zaniemówiła, jakby wstrzymała oddech z zaskoczenia i niedowierzania, a następnie skupiła całą swoją energię na deklarowaniu i przekonywaniu wszem i wobec, że także i przy Trumpie relacje polsko-amerykańskie pozostaną w istocie kropka w kropkę takie same, jakie były dotąd. Tego rodzaju przekaz kierowany jest przede wszystkim na „rynek wewnętrzny”, do własnego partyjnego zaplecza i elektoratu, jak i w ogóle do całej opinii publicznej.



Czytaj dalej

Czego można się spodziewać po Donaldzie Trumpie?

Rezultat rozstrzygniętych kilka dni temu wyborów prezydenckich w USA wywołał – co zresztą zupełnie zrozumiałe – niespotykany wprost dotąd w przypadku właściwie wszystkich poprzednich elekcji głowy tego światowego supermocarstwa rezonans propagandowy – nie tylko na naszym krajowym podwórku, ale i w skali całego świata – oraz bardzo ożywioną dyskusję, co faktycznie oznacza i jakie skutki może pociągnąć za sobą ten wybór, co to faktycznie zmienia w amerykańskiej polityce, tak wewnętrznej, jak i zwłaszcza zewnętrznej – globalnej.

Przyznam się od razu, że nie czuję się zbyt mocno w temacie, dlatego rozsądniej będzie odwołać się tu do opinii osób bardziej biegłych i lepiej, swobodniej poruszających się w podniesionym zagadnieniu. I tak w trakcie lektury licznych artykułów roztrząsających je, nieraz na części drobne, moją szczególną uwagę przykuł tekst autorstwa p. red. Jana Engelgarda pod jakże znamiennym tytułem „Trumporealizm”, który można z ręką na sercu uznać za kwintesencję dziennikarskiej (publicystycznej) odpowiedzialności, godnej pochwały powściągliwości, realizmu i w ogóle zdrowego rozsądku. Pozwolę sobie zatem przytoczyć poniżej jego obszerne fragmenty:



Czytaj dalej

CETA wejdzie przez tylne drzwi?

photoKilka dni temu (6 października), unikając skrzętnie wszelkiego zbędnego rozgłosu i przy wypróbowanej medialnej zasłonie krzykliwego sporu o aborcję, Sejm III RP zapalił zielone światło dla wdrożenia w życie kompleksowej umowy gospodarczo-handlowej pomiędzy Unią Europejską a Kanadą CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement).

Ma się rozumieć, wedle oficjalnej interpretacji, serwowanej zwłaszcza na użytek patriotycznie nastawionych rzesz wyborców PiS, nic złego przez to się nie stało, ani też nie stanie się w przyszłości: Polska na tym nie tylko nie ucierpi, ale może nawet wręcz dużo zyskać. Nie ma więc absolutnie powodów do jakichkolwiek żalów czy pretensji. Wprost przeciwnie, możemy – ba, nawet wręcz powinniśmy – właściwie podziękować posłankom i posłom tej partii (i tak samo sekundującym im posłankom i posłom PO oraz częściowo innych klubów, m.in. Nowoczesnej (!!!), w łącznej liczbie 326), którzy zagłosowali „za”. Albowiem procedowano nie samą ratyfikację wspomnianego traktatu, lecz jedynie uchwałę w sprawie trybu jej ratyfikacji.



Czytaj dalej