Piast Polski - Rzetelne źródło informacji i opinii.
Prezydentura Trumpa a sprawa polska

Niezależnie od jej rzeczywistych, całościowo wziętych kulis i głębszego podłoża, już dzisiaj można z całą pewnością stwierdzić, że elekcja Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA istotnie zmienia cały obraz polityki amerykańskiej i co za tym nieuchronnie idzie także i globalnej. Szkopuł jednak w tym, że tego prostego wniosku nie chce za nic w świecie przyjąć do wiadomości praktycznie cały establishment pewnego europejskiego kraju nad Wisłą, zachowujący się – oficjalnie przynajmniej – tak, jakby – wprost przeciwnie – wszytko pozostało i miało dalej pozostać dokładnie po staremu.

W szczególności tyczy się to znanej powszechnie ze skrajnego filoamerykanizmu partii rządzącej, która w pierwszym odruchu na wyborczy werdykt obywateli Stanów Zjednoczonych na pewien czas jakby wprost zaniemówiła, jakby wstrzymała oddech z zaskoczenia i niedowierzania, a następnie skupiła całą swoją energię na deklarowaniu i przekonywaniu wszem i wobec, że także i przy Trumpie relacje polsko-amerykańskie pozostaną w istocie kropka w kropkę takie same, jakie były dotąd. Tego rodzaju przekaz kierowany jest przede wszystkim na „rynek wewnętrzny”, do własnego partyjnego zaplecza i elektoratu, jak i w ogóle do całej opinii publicznej.



Czytaj dalej

Czego można się spodziewać po Donaldzie Trumpie?

Rezultat rozstrzygniętych kilka dni temu wyborów prezydenckich w USA wywołał – co zresztą zupełnie zrozumiałe – niespotykany wprost dotąd w przypadku właściwie wszystkich poprzednich elekcji głowy tego światowego supermocarstwa rezonans propagandowy – nie tylko na naszym krajowym podwórku, ale i w skali całego świata – oraz bardzo ożywioną dyskusję, co faktycznie oznacza i jakie skutki może pociągnąć za sobą ten wybór, co to faktycznie zmienia w amerykańskiej polityce, tak wewnętrznej, jak i zwłaszcza zewnętrznej – globalnej.

Przyznam się od razu, że nie czuję się zbyt mocno w temacie, dlatego rozsądniej będzie odwołać się tu do opinii osób bardziej biegłych i lepiej, swobodniej poruszających się w podniesionym zagadnieniu. I tak w trakcie lektury licznych artykułów roztrząsających je, nieraz na części drobne, moją szczególną uwagę przykuł tekst autorstwa p. red. Jana Engelgarda pod jakże znamiennym tytułem „Trumporealizm”, który można z ręką na sercu uznać za kwintesencję dziennikarskiej (publicystycznej) odpowiedzialności, godnej pochwały powściągliwości, realizmu i w ogóle zdrowego rozsądku. Pozwolę sobie zatem przytoczyć poniżej jego obszerne fragmenty:



Czytaj dalej

CETA wejdzie przez tylne drzwi?

photoKilka dni temu (6 października), unikając skrzętnie wszelkiego zbędnego rozgłosu i przy wypróbowanej medialnej zasłonie krzykliwego sporu o aborcję, Sejm III RP zapalił zielone światło dla wdrożenia w życie kompleksowej umowy gospodarczo-handlowej pomiędzy Unią Europejską a Kanadą CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement).

Ma się rozumieć, wedle oficjalnej interpretacji, serwowanej zwłaszcza na użytek patriotycznie nastawionych rzesz wyborców PiS, nic złego przez to się nie stało, ani też nie stanie się w przyszłości: Polska na tym nie tylko nie ucierpi, ale może nawet wręcz dużo zyskać. Nie ma więc absolutnie powodów do jakichkolwiek żalów czy pretensji. Wprost przeciwnie, możemy – ba, nawet wręcz powinniśmy – właściwie podziękować posłankom i posłom tej partii (i tak samo sekundującym im posłankom i posłom PO oraz częściowo innych klubów, m.in. Nowoczesnej (!!!), w łącznej liczbie 326), którzy zagłosowali „za”. Albowiem procedowano nie samą ratyfikację wspomnianego traktatu, lecz jedynie uchwałę w sprawie trybu jej ratyfikacji.



Czytaj dalej

Brexit – i co dalej?

z20294811Q,Leave-eu---pod-taim-haslem-imprezowali-zwolennicy-Już w czasie poprzedzającym bezpośrednio referendum ws. ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE polskojęzyczne media demoliberalne wszelakich odcieni poczęły zgodnie malować konsekwencje ewentualnego jego rozstrzygnięcia na „TAK” w kategoriach wszelakich możliwych nieszczęść – nieszczęść dla samych zainteresowanych, dla całej Europy (utożsamianej, ma się rozumieć, uparcie z eurokołchozem), i w końcu także i dla Polski. Oczywiście żaden ze światłych autorytetów, ekspertów, komentatorów itd. nie chciał dać wiary i wręcz nie dopuszczał do siebie myśli, że Brytyjczycy jednak poważą się na wyjście z „Europy”, niemniej należało porządnie postraszyć skołowaną opinię publiczną chociażby w ramach profilaktyki. Gdy ten, trudny do wyobrażenia i jeszcze trudniejszy do zaakceptowania, werdykt stał się jednakowoż faktem, zapanował z miejsca powszechny nastrój konsternacji, zdziwienia, niepokoju, a miejscami wprost nawet trwogi, jak byśmy mieli rzeczywiście do czynienia z wielką katastrofą dziejową. Od razu zaczęto szukać winnych Brexitu zarówno na zewnątrz (tu główną winną stała się, rzecz prosta, A. Merkel i dyktowana przez nią polityka), jak i szczególnie na wewnątrz (tu głównym winnym ogłoszono oczywiście Camerona z jego nieodpowiedzialnością, małodusznością, brakiem przezorności etc.), nie wchodząc jednak zbytnio w głębszą analizę jego przyczyn, a przypisując taki, a nie inny rezultat głównie nieco dziwacznym, nienowoczesnym upodobaniom i predylekcjom starszego angielskiego pokolenia – no i oczywiście wyjątkowo nieszczęśliwemu zbiegowi różnych niekorzystnych uwarunkowań.



Czytaj dalej

Maski opadły, ale czy do końca…

sellinKwestia formalno-prawnej kwalifikacji rzezi wołyńskiej i w ogóle całości straszliwych czystek etnicznych popełnionych przez ukraińskich szowinistów z OUN-B i UPA na polskiej ludności kresowej była od wielu już lat, ba prawie że od zarania istnienia „wolnej” Rzeczypospolitej, regularnie przedmiotem bardziej lub mniej wyrafinowanych i jednakowo cynicznych gier, a raczej gierek politycznych, ale pewne fakty, gesty i oświadczenia w tym przedmiocie, jakie mieliśmy wątpliwą przyjemność niedawno obserwować i słuchać, stanowią już chyba szczytowy przejaw czysto instrumentalnego stosunku do historii, otwartej pogardy dla polskiej pamięci historycznej, a zarazem politycznego kuglarstwa w niezwykle ordynarnej i zarazem prostackiej postaci. I to w wykonaniu  – przynajmniej nominalnie – obozu „patriotyczno- niepodległościowego”, ma się rozumieć.



Czytaj dalej