Piast Polski - Rzetelne źródło informacji i opinii.
Brexit – i co dalej?

z20294811Q,Leave-eu---pod-taim-haslem-imprezowali-zwolennicy-Już w czasie poprzedzającym bezpośrednio referendum ws. ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE polskojęzyczne media demoliberalne wszelakich odcieni poczęły zgodnie malować konsekwencje ewentualnego jego rozstrzygnięcia na „TAK” w kategoriach wszelakich możliwych nieszczęść – nieszczęść dla samych zainteresowanych, dla całej Europy (utożsamianej, ma się rozumieć, uparcie z eurokołchozem), i w końcu także i dla Polski. Oczywiście żaden ze światłych autorytetów, ekspertów, komentatorów itd. nie chciał dać wiary i wręcz nie dopuszczał do siebie myśli, że Brytyjczycy jednak poważą się na wyjście z „Europy”, niemniej należało porządnie postraszyć skołowaną opinię publiczną chociażby w ramach profilaktyki. Gdy ten, trudny do wyobrażenia i jeszcze trudniejszy do zaakceptowania, werdykt stał się jednakowoż faktem, zapanował z miejsca powszechny nastrój konsternacji, zdziwienia, niepokoju, a miejscami wprost nawet trwogi, jak byśmy mieli rzeczywiście do czynienia z wielką katastrofą dziejową. Od razu zaczęto szukać winnych Brexitu zarówno na zewnątrz (tu główną winną stała się, rzecz prosta, A. Merkel i dyktowana przez nią polityka), jak i szczególnie na wewnątrz (tu głównym winnym ogłoszono oczywiście Camerona z jego nieodpowiedzialnością, małodusznością, brakiem przezorności etc.), nie wchodząc jednak zbytnio w głębszą analizę jego przyczyn, a przypisując taki, a nie inny rezultat głównie nieco dziwacznym, nienowoczesnym upodobaniom i predylekcjom starszego angielskiego pokolenia – no i oczywiście wyjątkowo nieszczęśliwemu zbiegowi różnych niekorzystnych uwarunkowań.


Czytaj dalej

Maski opadły, ale czy do końca…

sellinKwestia formalno-prawnej kwalifikacji rzezi wołyńskiej i w ogóle całości straszliwych czystek etnicznych popełnionych przez ukraińskich szowinistów z OUN-B i UPA na polskiej ludności kresowej była od wielu już lat, ba prawie że od zarania istnienia „wolnej” Rzeczypospolitej, regularnie przedmiotem bardziej lub mniej wyrafinowanych i jednakowo cynicznych gier, a raczej gierek politycznych, ale pewne fakty, gesty i oświadczenia w tym przedmiocie, jakie mieliśmy wątpliwą przyjemność niedawno obserwować i słuchać, stanowią już chyba szczytowy przejaw czysto instrumentalnego stosunku do historii, otwartej pogardy dla polskiej pamięci historycznej, a zarazem politycznego kuglarstwa w niezwykle ordynarnej i zarazem prostackiej postaci. I to w wykonaniu  – przynajmniej nominalnie – obozu „patriotyczno- niepodległościowego”, ma się rozumieć.


Czytaj dalej

„Międzymorze” – czy to naprawdę polska droga?

mapa-europyCała kwestia polityki zagranicznej była w uderzająco małym stopniu obecna w kampanii wyborczej poprzedzającej niedawne wybory parlamentarne – niewiele mieli o niej do powiedzenia reprezentanci praktycznie wszystkich konkurujących ze sobą i liczących się realnie w tej rozrywce formacji politycznych, zapewne przede wszystkim dlatego, że w istocie nie ma pomiędzy nimi w tym obszarze jakichkolwiek poważniejszych różnic, zresztą te sprawy są już od dawna w istocie determinowane i dyktowane Polsce z zewnątrz. Ta ocena dotyczy w całej rozciągłości również i kampanii wyborczej rządzącego obecnie PiS-u – zdominowanej prawie że niepodzielnie – zresztą za pełnym przyzwoleniem, a przynajmniej bez sprzeciwu jej elektoratu – przez postulaty pewnych ograniczonych reform społeczno-gospodarczych, podparte paroma skonkretyzowanymi obietnicami socjalnymi. Jeśli zaś chodzi o politykę zagraniczną, to zastosowano w tym wypadku– z oczekiwanym zresztą skutkiem – po prostu taktykę uników i celowego owijania drażliwych kwestii – zwłaszcza stosunku do Rosji, a jeszcze bardziej do pomajdanowej Ukrainy – w przysłowiową bawełnę. Dominowały w tym przekazie zdecydowanie terminy możliwie najbardziej oderwane i ogólnikowe: wiele mówiono, a jeszcze więcej pisano we wspierających PiS mediach elektronicznych i papierowych, że owa partia zdecydowanie odrzuca postawę bierności i bezwolnego, potulnego podporządkowywania się silniejszym, dokładniej politykę „płynięcia w głównym nurcie” (to w odniesieniu głównie do Niemiec), którą przypisywano, nie bez słuszności, PO, i będzie podejmować wysiłki na rzecz odbudowy międzynarodowego znaczenia naszego kraju, a nawet jego podmiotowości na arenie polityki europejskiej i światowej.


Czytaj dalej

Czy komuś coś się tu pomyliło?

54a639999dbf0_pKreowany usilnie na czołowe młode pióro obozu „niepodległościowego” wzięty felietonista, a ostatnio rasowy reporter objeżdżający najbardziej zapalne miejsca globu, p. Dawid Wildstein uznał wreszcie fakt wielkiego zagrożenia wynikającego dla Polski z rosnącego w szybkim tempie prawdopodobieństwa kompletnej destabilizacji Ukrainy, a nawet – co więcej – postanowił zaalarmować o tym niebezpieczeństwie rodzimą opinię publiczną w tekście podsumowującym główne problemy sytuacji międzynarodowej w 2015 r. i zawierającym prognozy na rok obecny:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Dawid-Wildstein-kazda-destabilizacja-Ukrainy-rykoszetem-trafi-tez-w-Polske,wid,18080867,wiadomosc.html?ticaid=11643c

Wysunięte przezeń w tymże podsumowaniu i zarazem prognozie spostrzeżenia, wnioski i konkluzje są wszelako – bardzo delikatnie rzecz ujmując – tak wysoce „oryginalne”, że doprawdy nie sposób przejść nad nimi obojętnie do porządku dziennego. P. Wildsten jr. stwierdza więc, m.in.: że: „Polsce nie na rękę jest coraz gorsza sytuacja na Wschodzie. Możliwe, że na Ukrainie zaczną wzrastać nastroje radykalne. Putin zapewne będzie prowokować antypolskie wystąpienia. Może się u nas znaleźć wielka fala uchodźców ukraińskich. Każda destabilizacja Ukrainy rykoszetem trafi też w nas… itd.”.


Czytaj dalej

Bitwa Warszawska w świetle faktów – cz. 6 (zakończenie i podsumowanie)

FotoB-matka-boza-laskawa-a-cud-nad-wisla_8457Historyczny spór o zasługi w bitwie warszawskiej – c.d.

W tym miejscu trzeba napisać przynajmniej kilka zdań o przyczynach i okolicznościach narodzenia się legendy gen. Weyganda jako rzekomo głównego autora polskiego zwycięstwa w bitwie warszawskiej. Jak już po części sygnalizowałem w poprzedniej części tych rozważań, legenda ta ma bodaj swe główne źródło w dość specyficznym pojmowaniu przez Francuzów, podobnie jak i zresztą przez inne zachodnioeuropejskie narody o silnych tradycjach kolonialnych, określenia – doradca. Dodatkową pożywką dla jej powstania i szerokiego rozpowszechnia się było z pewnością również całkiem oczywiste poczucie wyższości u francuskich elit wojskowych względem kadry dowódczej dopiero co odradzającego się Wojska Polskiego. Podsumowuje to bardzo zwięźle, a przy tym niezwykle trafnie i celnie przywoływany już tyle razy Jędrzej Giertych: „(…)Jest dzisiaj szeroko rozpowszechnionym poglądem na zachodzie – we Francji przyjętym niemal powszechnie – że istotnym zwycięzcą w Bitwie Warszawskiej i w całej wojnie polsko-bolszewickiej był generał Weygand: przyjechał, udzielał dobrych rad, rady te były skrupulatnie wykonywane i wojna została wygrana.


Czytaj dalej