Czy komuś coś się tu pomyliło?

54a639999dbf0_pKreowany usilnie na czołowe młode pióro obozu „niepodległościowego” wzięty felietonista, a ostatnio rasowy reporter objeżdżający najbardziej zapalne miejsca globu, p. Dawid Wildstein uznał wreszcie fakt wielkiego zagrożenia wynikającego dla Polski z rosnącego w szybkim tempie prawdopodobieństwa kompletnej destabilizacji Ukrainy, a nawet – co więcej – postanowił zaalarmować o tym niebezpieczeństwie rodzimą opinię publiczną w tekście podsumowującym główne problemy sytuacji międzynarodowej w 2015 r. i zawierającym prognozy na rok obecny:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Dawid-Wildstein-kazda-destabilizacja-Ukrainy-rykoszetem-trafi-tez-w-Polske,wid,18080867,wiadomosc.html?ticaid=11643c

Wysunięte przezeń w tymże podsumowaniu i zarazem prognozie spostrzeżenia, wnioski i konkluzje są wszelako – bardzo delikatnie rzecz ujmując – tak wysoce „oryginalne”, że doprawdy nie sposób przejść nad nimi obojętnie do porządku dziennego. P. Wildsten jr. stwierdza więc, m.in.: że: „Polsce nie na rękę jest coraz gorsza sytuacja na Wschodzie. Możliwe, że na Ukrainie zaczną wzrastać nastroje radykalne. Putin zapewne będzie prowokować antypolskie wystąpienia. Może się u nas znaleźć wielka fala uchodźców ukraińskich. Każda destabilizacja Ukrainy rykoszetem trafi też w nas… itd.”.

No cóż – doprawdy refleks żółwia! Felietonista-reporter zajmuje w tym miejscu i tekście najwyraźniej postawę człowieka, który się jakby właśnie z co najmniej kilkuletniego snu przebudził, względnie uleczył się z również co najmniej kilkuletniej całkowitej ślepoty – w najlżejszym zaś przypadku odkrył właśnie przysłowiową Amerykę. P. Dawidzie! – nastroje „radykalne” na Ukrainie to nie tylko perspektywiczna możliwość, ale realny, niezbity i konkretny fakt, widoczny gołym okiem już od co najmniej dobrych kilku lat.

Szkoda również, że nie piszesz Pan dokładnie, w jaki to konkretny sposób, za pomocą jakich to narzędzi, to właśnie ów straszny Putin ma niby kreować i podkręcać owe „nastroje radykalne”, które można śmiało utożsamić z niczym innym, jak tylko z gwałtownym, żywiołowym i powszechnym renesansem banderyzmu na dzisiejszej Ukrainie. Jest to kwestia – co prawda – mniej więcej już oczywista dla polskiej opinii publicznej, ale zapytajmy raz jeszcze, tak dla porządku, (siebie i także p. D. Wildsteina): Czy to Putin (Rosja) był(a) i pozostaje głównym sponsorem i patronem zorganizowanych struktur politycznych i paramilitarnych ruchu neobanderowskiego, na czele ze Swobodą, Prawym Sektorem i dziesiątkami pomniejszych? Czy to Putin (Rosja) stoi za budową coraz to nowych, coraz to piękniejszych i okazalszych pomników Bandery, Szuchewycza et cons. w kolejnych ukraińskich miastach, za robieniem z wymienionych honorowych obywateli tychże miast? Czy to Putin (Rosja) stał(a) lub choćby tylko miał(a) wpływ na wyniesienie Stepana Bandery do godności Bohatera Ukrainy i ustanawianie kolejnych, czczących tę formację „narodowowyzwoleńczą” świąt państwowych? Czy to Putin (Rosja) inspiruje te nocne uliczne przemarsze ku czci Bandery i jego kamratów, z pochodniami w rękach, z całym lasem czerwono-czarnych flag, nawiązujące często gęsto swoją symboliką i oprawą do ulicznych pochodów NSDAP i jej partyjnych bojówek w określonym kraju i określonej, a bardzo tragicznej epoce historycznej? Idąc dalej tym samym tropem, czy to może właśnie Putin (Rosja) zorganizował(a) takie właśnie ostatnie, masowe ogólnoukraińskie pochody uliczne w noc 1 stycznia br. z okazji 106. rocznicy urodzin Bandery? Czy to Putin (Rosja) stoi za konsekwentnym zatruwaniem już od dobrych kilkunastu lat umysłów kolejnych roczników ukraińskiej młodzieży trującymi wyziewami banderowskiej ideologii?

Czy to wreszcie to Putin (Rosja) stał(a) za ostatnim krwawym zamachem stanu w Kijowie, który stał się właśnie punktem wyjściowym do narastającej stopniowo coraz to większej destabilizacji całej Ukrainy, bo tak sobie z góry cynicznie i perfidnie zaplanował i udumał, że w następstwie zyska szansę położenia łapy na Krymie i na Donbasie, nawet kosztem życia i niewyobrażalnych cierpień kilkunastu tysięcy Rosjan i rosyjskojęzycznych Ukraińców, za cenę łożenia wielkich środków na tenże Donbas dla zapobieżenia kompletnej katastrofie humanitarnej, za cenę międzynarodowych sankcji i wojny handlowej itd.?

Kto przy zdrowych zmysłach w to uwierzy?

Owszem, już dawno rozpowszechniano, typową pocztą pantoflową, różnego plotki, pogłoski i po prostu bajki o tym, jak to Janukowycz (a za jego plecami pewnie także i sam Putin) wspiera po cichu rzeczoną Swobodę, by na jej tle uchodzić w oczach zachodnich elit politycznych za człowieka umiarkowanego i przewidywalnego, za szczerego demokratę i niemalże „Europejczyka” pełną gębą, a z drugiej strony kreować tym prostym sposobem przeszkody dla rzeczywistej, a nie tylko pozorowanej integracji Ukrainy z UE. Podobnie i dzisiaj można spotkać się z kategorycznymi sądami wielu Ukraińców, którzy potrafią zaciekle bronić poglądu (i zdają się, co gorsza, być do niego przekonani), że rzeź wołyńską przeprowadzili, względnie co najmniej ją zainspirowali … tak naprawdę agenci NKWD – aby skłócić obydwa „nasze narody”. Jak to ma się do prawdy – nawet większe dziecko zrozumie i odszyfruje, ale oczywiście nie na Ukrainie.

Jednakże – co bardzo możliwe i prawdopodobne – może p. Dawid Wildstein wcale nie w narastającej fali banderyzmu widzi główną przyczynę narastania owych „nastrojów radykalnych”. Może on je widzi w samym kształcie polityki Rosji względem pomajdanowej Ukrainy, a konkretnie w tym, że nie chce ona sprzedawać taniej gazu biedniejącemu ciągle sąsiadowi; że nie zgadza się ona na odroczenie spłaty, a najlepiej w ogóle na anulowanie pokaźnego długu, który ta Ukraina jej właśnie „wisi” – nawet pomimo narastającej tam cały czas radykalnej rusofobii; że utajnionymi kanałami i sposobami podsyca ona szalejącą dalej na Ukrainie korupcję itd. I z tym trzeba się liczyć, mimo że byłoby to wymaganie od Kremla prowadzenia polityki iście masochistycznej, jeśli nie wprost samobójczej. Bo przecież akurat właśnie od Rosji to można wymagać – co ja mówię, należy to czynić koniecznie– absolutnie wszystkiego! I tak samo zarzucać jej – dosłownie wszystko!

A schodząc na nasze, polskie podwórko, jedno wydaje mi się wysoce prawdopodobne: tego rodzaju wywody zakrawają na powolne, stopniowe oswajanie Polaków z tą wielce prawdopodobną falą ukraińskiej emigracji, z potrzebą życzliwego przyjęcia przybyszów i podzielenia się z nimi wszystkim, co tylko mamy. No bo skoro złowrogi Putin będzie tego nieszczęścia urzędowym sprawcą, to po prostu nie będzie innej rady i wyjścia…

Jan Matusiewicz