Komu potrzebna ta burza w szklance wody?

Nocne wilkiZapowiedź przejazdu przez terytorium Polski członków rosyjskiego klubu motocyklowego „Nocne Wilki” wywołała z miejsca absolutnie nieproporcjonalny do skali wydarzenia rwetes establishmentu polityczno-medialnego III RP. Mówiąc zaś ściślej, wspomniane czynniki same ten rwetes wywołały, bo gdyby nie te ich alergiczne reakcje mało kto z przeciętnych Nowaków i Kowalskich o tym przedsięwzięciu w ogóle by słyszał. Oczywiście, formalnie jako pierwsi wkroczyli – niejako tradycyjnie – do akcji internauci: jak można przeczytać w rozmaitych artykułach na ten temat, zamieszczanych regularnie przez największe polskojęzyczne portale internetowe, pod facebookową petycją („Nie dla przejazdu bandytów z Rosji przez Polskę”) do ministra spraw zagranicznych o nie wpuszczanie „Nocnych Wilków” do Polski podpisało się kilka tysięcy „Polaków” (pierwotnie miało ich być 2,5 tysiące, w międzyczasie ta liczba ponoć kilkukrotnie wzrosła). Nie bez kozery piszę o owych „Polakach”, bo w rzeczywistości chodzi tu tak naprawdę o obywateli polskich, bez ścisłego i dokładnego określenia ich faktycznej narodowości – a to rzecz istotna dla klarowności tych rozważań.

No i się zaczęło – zaczęto sobie używać na owych „Nocnych Wilkach” na wszelkie dostępne sposoby. Reprezentatywnym przykładem takiej narracji może być choćby pomieszczony 16 kwietnia przez międzynarodowy portal „Blasting News” krótki tekst autorstwa niejakiej „AGNIESZKI” (Szepelak), w którym taż publicystka z wyraźną satysfakcją anonsuje czytelnikom, iż rosyjscy motocykliści i tak nie zostaną ostatecznie wpuszczeni do samego Berlina, a to wskutek braku zgody na wjazd do niemieckiej stolicy ze strony tamtejszej policji. Oto jego najbardziej dosadne, dobitne, a miejscami wprost kuriozalne fragmenty: „(…)W czasie swej „wycieczki” mają zamiar odwiedzić obóz pracy w Oświęcimiu (sic!!!). (…) „<<Nocne Wilki>> to raczej gang motocyklowy niż zwykli miłośnicy dwóch kółek. Ich przywódca o wdzięcznym pseudonimie <<Chirurg>> Aleksander Załdostanow ma zakaz wjazdu do USA. FBI porównuje ich działalność do karteli narkotykowych. Znani są ze swoich skrajnie nacjonalistycznych poglądów i podejrzewani o udział w aneksji Krymu oraz w walkach w Donbasie. Premier Ewa Kopacz publicznie wypowiedziała się, że cały rajd to rosyjska prowokacja. Ciężko się z tym nie zgodzić zwłaszcza, że pierwotna trasa przejazdu została zmieniona tak, żeby motocykliści mogli odwiedzić KL Auschwitz. Zmiana ta została spowodowana najprawdopodobniej wypowiedzią ministra Grzegorza Schetyny o tym, że obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau wyzwolili pierwsi Ukraińcy”.:

http://pl.blastingnews.com/polityka/2015/04/nocny-wilki-putina-nie-wjada-do-berlina-00351955.html

Jak to łagodnie, wręcz fajnie brzmi: „obóz pracy”. Ktoś będący całkowicie na bakier z historią mógłby wręcz pomyśleć, że osadzeni tam nieszczęśliwcy w zasadzie podlegali tylko zamknięciu za drutami połączonym z przymusem niewolniczej pracy– i nie było tam żadnej Ściany Śmierci, żadnych regularnych egzekucji, rozstrzeliwań, bunkrów głodowych, pierwszych prób uśmiercania gazem, straszliwych tortur, zbrodniczych eksperymentów medycznych na więźniach (głównie kobietach) itd. Nic, tylko pogratulować autorce historycznej „erudycji” i „prawdomówności”! Także i dociekliwości – ciekawe np. skąd wie, „że pierwotna trasa przejazdu została zmieniona”. Powód odwiedzin tego miejsca przez rosyjskich motocyklistów wydaje się być bowiem bardzo prozaiczny: otóż, to właśnie radzieccy jeńcy wojenni byli głównie, naturalnie obok Polaków, więźniami „obozu macierzystego” Auschwitz I, usytuowanego w samym Oświęcimiu. I tylko nieznaczna ich część przeżyła tę straszną gehennę. Jeśli jednak coś faktycznie leży na rzeczy, to mielibyśmy automatycznie i jakieś bardziej logiczne wytłumaczenie tej całej, rozpętanej do wielkich rozmiarów medialnej chryi.

W tym zaś zakresie wszystkich przebiła, ma się rozumieć, niezawodna „Gazeta Polska”, zamieszczając w nr 15 (1131) z 15 kwietnia br. obszerny artykuł pod nie pozostawiającym najmniejszych złudzeń tytułem „Nocne Wilki jak armia sowiecka”, Przytoczmy jego obszerny, a przy tym istotny fragment:

„(…)Czy rajd przez Polskę można uznać za oddziaływanie rosyjskiego soft power, a nawet cześć wojny hybrydowej, obliczonej na wywołanie incydentów i prowokacji? Złudzeń nie ma Stanisław Pięta, parlamentarzysta Prawa i Sprawiedliwości. W jego interpelacji, udostępnionej <<Gazecie Polskiej>>, którą skierował na ręce ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, czytamy: <<Rajd Nocnych Wilków służy propagowaniu antypolskiej wizji historii (wytł. –AT.), a gang motocyklistów jest narzędziem w rękach Władimira Putina do kreowania imperialnej polityki rosyjskiej. Zwycięstwo komunizmu nad faszyzmem nie jest niczym istotnym z punktu widzenia polskich interesów. Armia sowiecka nie wyzwoliła ani piędzi polskiej ziemi (wytł. –AT.). Wręcz przeciwnie, połowę terytorium Polski zostało przyłączone bezpośrednio do ZSRR, a na pozostałej części zainstalowano okupacyjny reżim komunistyczny. Polska nie powinna w żaden sposób uczestniczyć ani nawet tolerować kreowania rosyjskiej narracji historycznej, gdyż jest ona oparta na nieprawdziwych przesłankach i pomija ogrom cierpień przyniesionych przez ZSRR narodom Europy Środkowowschodniej>>. Zdaniem parlamentarzysty, Polska powinna wycofać wizy wjazdowe uczestnikom rajdu, ponieważ nie służy on w jakikolwiek sposób polskiej racji stanu. Pięta uważa wręcz, że <<istnieje realne niebezpieczeństwo prowokacji zorganizowanej przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa FR>>. Np. może to być atak na poruszający się po terytorium RP konwój motocyklowy, co zostanie wykorzystane przeciwko Polsce do organizacji antypolskich wystąpień i restrykcji wobec motocyklistów polskich udających się do Katynia (wytł. AT.)zauważa poseł…(s. 32)”.

I znowuż p. poseł Pięta wykazał się niespotykaną wprost „spostrzegawczością” i oryginalnością poglądów. Bardzo ciekawe jest zwłaszcza to sformułowanie: „nie wyzwoliła ani piędzi polskiej ziemi”. Ciekawe, co by się z Polską ostatecznie stało, gdyby nie było tego „zwycięstwa komunizmu nad faszyzmem” (bez żadnej ironii i podtekstów”) i gdyby Armia Czerwona nie wyzwoliła względnie nie zajęła – w gruncie rzeczy na jedno to wychodzi – w latach 1944-1945 obszaru obecnego terytorium III RP? Czy pozostał by tu jeszcze choćby jakiś ślad polskości? A może w takim wypadku wyzwolili byśmy się swoimi, własnymi siłami? A może wyzwolili by nas łaskawie Anglosasi? A może wreszcie Niemcy samorzutnie by się stąd ewakuowali, wynieśli? Zapiekła tendencyjność i zwykła głupota, zawarte w powyższych stwierdzeniach, aż biją po oczach. Jest oczywiste, że obchody zwycięstwa nad hitlerowską III Rzeszą mają wyraźnie inny wymiar dla Rosjan, a inny dla nas –Polaków. Ale czy ktokolwiek z tychże Rosjan, a przynajmniej wspomniany klub „Nocnych Wilków” na czele z Załdostanowem, chce zmusić nas do ślepego przyjęcia i wyznawania, trzymania się rosyjskiej narracji historycznej? Oczywiście, że nie. Oni chcą tylko przejechać po polskiej ziemi (także czeskiej, słowackiej , austriackiej i niemieckiej) do Berlina i w ten sposób uczcić swoje zwycięstwo i swoich bohaterów. Czy odwiedziny KL Oświęcim albo też składanie wieńców ma cmentarzach radzieckich żołnierzy poległych w walkach z Wehrmachtem i Waffen-SS, usytuowanych np. we Wrocławiu, mają i mogą rzeczywiście służyć „propagowaniu antypolskiej wizji historii”, zwłaszcza w kontekście tego, że w ogromnej mierze właśnie ofierze ich życia zawdzięczamy rekompensatę terytorialną na zachodzie i północy, przyłączenie tzw. Ziem Odzyskanych do powojennej „komunistycznej” Polski? Odpowiedzmy sobie sami na tak postawione pytanie, nie opuszczając się już na dalsze wykłady i interpretacje historii w wydaniu p. Pięty i jemu podobnych. Zresztą, przecież to nie pierwszy przejazd „Nocnych Wilków” przed Polskę. Przecież przejeżdżali naszymi drogami już kilka razy w latach poprzednich. I dlatego są już pewne praktyczne doświadczenia w tej materii – o jakichkolwiek antypolskich incydentach, a nawet drobnych akcentach z ich udziałem nikt dotąd nie słyszał.

A powracając jeszcze na moment do przerwanej myśli – jest rzeczą dość oczywistą, że nie należymy – jako naród i jako państwo – do rzeczywistych zwycięzców II Wojny Światowej. Wygraliśmy tę wojnę głównie w sferze symbolicznej i nominalnej. Niemniej nasuwa się nieodparte wrażenie, że rozmaici „ultrapatrioci” w rodzaju p. posła Pięty lansują uporczywie wizję historii zmierzającą do jawnego, ostentacyjnego zanegowania wyników tejże wojny i będącego ich konsekwencją powojennego ładu europejskiego. Jeszcze chwila, a ulegając tej wizji – sami postawimy się w obozie przegranych, razem z III Rzeszą i jej sojusznikami i satelitami! I to oczywiście w imię „polskiej racji stanu”! Nie trzeba chyba specjalnie tłumaczyć, kto będzie się z tego najbardziej cieszył…

Jeszcze większym kuriozum jest szermowanie argumentem „niebezpieczeństwa zorganizowania przez FSB antypolskiej prowokacji”. Doprawdy trudno pojąć, jaką to realną, konkretną korzyść mogłaby odnieść z tego strona rosyjska? Zresztą, nie wdając się dywagacje w tym temacie, jest chyba rzeczą jak najbardziej możliwą do wykonania zorganizowanie skutecznej i szczelnej eskorty i obstawy policyjnej dla garstki 30 czy 40 rosyjskich motocyklistów. A jeśliby nastręczało to nadmiernych kosztów, można przecież zawsze wystąpić do władz rosyjskich o ich pokrycie lub zwrot. Gdy chodzi zaś polskich motocyklistów udających się corocznie do Katynia, Tweru, Miednoje czy nawet w dalsze zakątki Rosji, to p. Pięta niech nawet nie próbuje tu wchodzić w skórę ich rzecznika prasowego i swego rodzaju rzecznika interesów. Oni sami bowiem już wypowiedzieli się w tej kwestii dostatecznie jasno, choćby ustami Wiktora Węgrzyna – komandora Międzynarodowego Rajdu Katyńskiego – i to w duchu jednoznacznie aprobatywnym i przychylnym dla „Nocnych Wilków”. Zapowiedzieli nawet towarzyszenie im w honorowej eskorcie. Zresztą, czy p. poseł Pięta nie ma tej krzty wyobraźni, by pojąć, że to właśnie ewentualne, postulowane przez niego zatrzymanie rosyjskich motocyklistów na granicy III RP może być najlepszym pretekstem do owych rosyjskich „restrykcji” wobec uczestników polskich wypraw motocyklowych do Katynia? A może – w gruncie rzeczy – właśnie o tu chodzi? Jest bowiem u nas w Polsce niezmiernie liczna, a przy tym bardzo wpływowa grupa ludzi, którzy na wieść o każdym nowym konflikcie, o dalszym zadrażnianiu relacji polsko-rosyjskich aż zacierają ręce z nieskrywanego zadowolenia.

Największym wszakże kuriozum we wspomnianej interpelacji posła Pięty jest postulat wycofania wiz, będący już objawem albo skrajnego zacietrzewienia, przesłaniającego całkiem zdrowy rozsądek, albo skrajnej ignorancji w temacie. Żadnych wiz nie da się bowiem wycofać z tego najprostszego powodu, że członkowie „Nocnych Wilków” wcale ich nie posiadają, nie występowali nigdy o nie, i, jak wszystko wskazuje, nie będą występować i teraz. Są one bowiem całkowicie im niepotrzebne: zgodnie z zasadami praktykowanymi w strefie Schengen wystarczą im w zupełności wizy wydane przez urzędy konsularne kraju docelowego, czyli Niemiec. Ponoć zresztą o takowe jeszcze nie wystąpili. Tak czy owak ostateczna decyzja leży w gestii Niemiec, dla których rajd „Nocnych Wilków” i jego zapowiedziany przebieg, zwłaszcza w samym Berlinie, jest ze zrozumiałych względów nieporównanie przykrzejszą „żabą” do przełknięcia niż dla nas. I nie ma żadnego powodu (z punktu widzenia polskiej racji stanu), by im ułatwiać wyjście z tej dość kłopotliwej, mało komfortowej dla nich sytuacji np. przez arbitralne zakazanie im wjazdu na polskie terytorium pod wydumanym pretekstem „zagrożenia polskiego porządku prawnego” (jak to proponuje m.in. inny pisowski „jastrząb” p. Waszczykowski). Niech same władze niemieckie zdecydują, czy w końcu wpuszczą rosyjskich motocyklistów do Berlina, czy też nie wpuszczą – my nie mamy – powtarzam to raz jeszcze – żadnego powodu, by ułatwiać im sytuację, uwalniać ich od tego dylematu i umożliwiać im dyplomatyczne umycie rak.

Warto zresztą zaproponować wszystkim nadmiernie ekscytującym i gorączkującym się całą sprawą nawet pobieżne spojrzenie na mapę Europy. Już na pierwszy rzut oka widać, że uczestnicy rosyjskiego rajdu motocyklowego zwyczajnie nie mają alternatywy – chcąc dotrzeć do Niemiec, są praktycznie zmuszeni jechać przez Polskę. No, mogą jeszcze oczywiście teoretycznie wyruszyć tam przez terytorium pomajdanowej Ukrainy i stąd prosto na Słowację, ale tu byłby chyba naprawdę olbrzymi problem z uzyskaniem absolutnie koniecznych ukraińskich wiz, po wtóre zaś – co znacznie ważniejsze – byłaby to już wyprawa iście dla prawdziwych ryzykantów-samobójców!

Na koniec jeszcze jeden cytat nawiązujący wprost do tytułu niniejszego artykułu: „(…)Sztucznie podsycana kampania ma na celu zablokowanie tego przejazdu, Biorąc pod uwagę ścisłe związki GW i GP ze środowiskami banderowskimi w Polsce i na Ukrainie, jest wysoce prawdopodobne, że całą akcję wymyślili Ukraińcy w Polsce, nazywani przez wielu internautów V kolumną. Banderowskie szczucie na Rosję, wciąganie Polaków do tej zabawy oraz ciągłe prowokacje – są widoczne gołym okiem. Zablokowanie „Nocnych Wilków” ma być też odwetem za nie wpuszczenie do Polski rowerowego rajdu szlakiem Stepana Bandery…”.:

http://mysl-polska.pl/436

Powiedziane mocno, ale bynajmniej nie wyssane z palca…

Andrzej Turek

fot. motovoyager.net