Zawodowi „obrońcy praw człowieka” ponad prawem

Polecam gorąco czytelnikom lekturę zamieszczonego na portalu: www.konserwatyzm.pl artykułu autorstwa red. Jana Engelgarda pt. „Seremet poświecił swoich prokuratorów”.
(patrz: http://www.konserwatyzm.pl/artkul/1407/seremet-poswiecil-swoich-prokuratorow).

Tytułem krótkiej reklamy wspomnę, że sprawa zahacza o wspieranie przez III RP tzw. demokratycznej opozycji na Białorusi. Ściśle zaś biorąc, poszło o niejakiego Alesia Bialackiego, który założył na terenie naszego kraju ( równolegle także w Czechach i na Litwie) konto bankowe, na które wpływały datki od różnych „niezależnych” sponsorów walki o „prawa człowieka” na Białorusi. Nasz bohater zataił, rzecz jasna, ten fakt przed białoruską skarbówką i nie płacił jej z tego tytułu należnych podatków. Po odkryciu istnienia tego konta władze białoruskie zwróciły się do polskiej prokuratury o przekazanie im danych na temat tego konta na podstawie podpisanej miedzy obydwoma krajami umowy o pomocy prawnej. Prokuratura uczyniła zadość temu wnioskowi, czym rozpętała prawdziwą burzę. Rodzimi szerzyciele „demokracji” na Białorusi, skupieni w różnych środowiskach i stronnictwach, potraktowali to bowiem nie jako rutynową procedurę prawną, ale działanie na szkodę „polskiego interesu narodowego”. Warto przy okazji podkreślić, że szczególnie ostro i napastliwie zareagował nowo powstały komitet wyborczy „Prawica” pod przewodem p. Marka Jurka, który zakwalifikował postawę prokuratury jako „winę” i zażądał albo głów osób bezpośrednio za tą „winę” odpowiedzialnych, albo samego Prokuratora Generalnego III RP, p. Andrzeja Szeremeta (patrz: http://prawicarzeczypospolitej.org/aktualnosci,pokaz,1049).

Jakoż głowy szybko spadły. Oczywiście, głowa Prokuratora Generalnego została na swoim miejscu. Poleciały głowy dwóch szeregowych prokuratorów, których, pod zarzutem „udziału w działaniach skierowanych przeciwko białoruskiej opozycji ”, wyrzucono z pracy. Popełnili oni – z pewnością całkowicie nieświadomie – ten niewybaczalny grzech, mimo że wniosek strony białoruskiej był od strony prawnej jak najbardziej uzasadniony. Okazało się po raz kolejny, że w III RP prawo nie stosuje się do wszystkich, nawet w płaszczyźnie międzynarodowej. Można nie wpuścić białoruskich delegatów na pogrzeb Andrzeja Leppera, bo są na nich paragrafy unijne, ale tyknięcie się białoruskiego „obrońcy praw człowieka” to grzech niewybaczalny, nawet gdy również opiera się o konkretny paragraf, i to zawarty w umowie międzynarodowej. Nasuwa się więc proste pytanie, po co w ogóle tą umowę zawierano!

 

Andrzej Turek