Ukraińskie perspektywy po ewentualnym stowarzyszeniu się z UE na warunkach brukselskich

Oto bardzo celna prognoza procesu szybkiego wzrostu „dobrobytu” i zarazem tempa krzewienia się obowiązujących kanonów unijnej poprawności na Ukrainie po jej ewentualnym stowarzyszeniu się z UE na warunkach zaproponowanych jej w imieniu brukselskich możnych przez pp. N.D.C. Bildta, R. Sikorskiego, M. Schulza, P. Coxa, A. Kwaśniewskiego i pomniejszych naganiaczy – wyrażona jednym satyrycznym rysunkiem.

Te trzy obrazki dzielnego ukraińskiego mołojca wytrwale prącego do bram UE są swego rodzaju graficznym podkreśleniem może trochę zbyt ostrego w treści i tonie, i cokolwiek surowego w ocenie ogółu współczesnych Ukraińców, ale jednak oddającego w sumie w ogólnych zarysach sedno sprawy artykułu pt. „Poszli won!” autorstwa p. Leszka Bubla – redaktora naczelnego tygodnika „Tylko Polska”.


Podajemy link do rzeczonego artykułu:
www.polskapartianarodowa.org/index.php?option=com_content&task=view&id=1755

Na szczęście dla samych Ukraińców, a przy okazji także i dla Polski, ta złowroga wizja jest już zasadniczo nieaktualna. Ukraińcy – choć może wielu z nich nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy – mają prawdziwe szczęście, mając za swego prezydenta tak krytykowanego u nas i tak kontestowanego u nich Wiktora Janukowycza. Gdyby „prezydentowała” im np. taka Julia T., to bez większych ceregieli zdążyła by już podpisać z Brukselą umowę w mniej więcej takim samym kształcie, jaką zawarła kilka lat temu z Moskwą. Gdyby natomiast przewodził im znany polityk-bokser z prezydenckimi ambicjami Witalij K., to już dawno sprzedał by ich za „czapkę gruszek”, albo nawet jeszcze do tego stowarzyszenia słono dopłacił z ich własnej (bo przecież nie swojej) i tak mocno chudej, ukraińskiej kieszeni.

Nie widzę tu specjalnych powodów i podstaw, by zachwycać się politycznym i dyplomatycznym geniuszem Wiktora Janukowycza, ale nie można mu tego odmówić, że swoją postawą na szczycie tzw. Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, jak i decyzjami podjętymi tuż przed nim, wprowadził zupełnie nową jakość w relacjach pomiędzy UE a potencjalnymi aspirantami do członkostwa w eurokołchozie. Dotąd, przynajmniej w odniesieniu do b. państw bloku wschodniego, praktycznie każda akcesja odbywała się na zasadzie całkowitego, jednostronnego dyktatu Brukseli, używającej tęgiego kija i chudziutkiej marchewki, a poszczególni kandydaci spełniali jej wszystkie życzenia w podskokach, i oddawali się do jej dyspozycji za „friko”, jakoś nie widząc innego życia i innego świata poza nią właśnie. Janukowycz z całą pewnością ten inny świat dostrzega, skoro postanowił się ostro z nią potargować, a nawet pobawić się w bardzo popularną gierkę „kotek i myszka”.

Bardzo celnie spuentował tą nową jakość red. Konrad Rękas w opublikowanym kilka dni temu na portalu konserwatyzm.pl tekście pt. „Cały ten Majdan”. Zacytujmy wymowny jego fragment: „(…)Jasne wystawienie przez Kijów rachunku (na razie opiewającego na 20 mld eu) i ciche przyjęcie tego żądania do wiadomości przez Brukselę – to zresztą fakt bez precedensu. W trwającym od przeszło 20 lat procesie stowarzyszania i przyjmowania nowych członków Wspólnot, którego kolejnym etapem były naciski na Ukraińców – obowiązywał ton prezentowania akcesji jako formy dobroczynności. Nikt nigdy nie przyznał, że wiązanie się z UE jest korzystne co najmniej dwustronnie (nie mówiąc o najbardziej brutalnie szczerych głosach w ogóle odmawiających zysków nowym krajom członkowskim i stowarzyszonym). Również Kijów traktowano przed Wilnem jako pokornego suplikanta, który musi zasłużyć na brukselką łaskę. Teraz doniecki Machiavelli jednym ruchem obalił tę propagandę mówiąc wprost: chcecie mieć nasz rynek zbytu – zapłaćcie i pozwólcie wzmocnić naszą gospodarkę. Gdybyśmy mieli takiego Janukowycza zamiast Olszewskiego w 1991 r.!…”.
Całość: www.konserwatyzm.pl/artykul/11338/caly-ten-majdan

Nie nazwałbym osobiście Janukowycza – mimo wszystko przyzwoitego i uczciwego (przynajmniej jak na standardy ukraińskie) polityka, może aż wprost Machiavellim (zwłaszcza widzianym z perspektywy pisarza politycznego, a nie czynnego polityka) , bo to brzmi mimo wszystko cokolwiek pejoratywnie. Nie można jednak zaprzeczyć, że z podziwu godną zręcznością lawiruje dalej pomiędzy UE a budowaną pod egidą Moskwy Unią Celną (z Pekinem w tle), choć wielu w III RP przyjmowało już niemal za pewnik, że ta gra jest już ostatecznie i definitywnie skończona…

Andrzej Turek