Szczyt zakłamania i nikczemności

Na fali usilnego, zmasowanego poszukiwania rosyjskich agentów gdzie tylko się da, na ziemi i pod ziemią, ze szczególnym uwzględnieniem całej blogosfery – która to operacja ma tak naprawdę odwrócić uwagę opinii publicznej od faktycznych, wymiernych skutków bezpośredniego zaangażowania się władz III RP w niedawną „majdanową” rewoltę na Ukrainie – czołowy działacz PiS i zarazem ulubieniec mediów „toruńskich”, p. Zbigniew Girzyński pozwolił sobie na następującą nikczemną insynuację:

„„To środowisko (Korwina) odwołuje się do przedwojennej endecji. I powiem to jako historyk … żadne środowisko nie było tak infiltrowane przez agenturę sowiecką wówczas jak endecja. I myślę, że w tej sprawie nie wiele się zmieniło”” – powiedział dzisiaj (12.03.2014 r.) w TVN24 polityk PiS, Zbigniew Girzyński.

Girzyński jest nielicznym politykiem, który dostrzega prorosyjską linię tego środowiska w sprawie rewolucji na Ukrainie. Większość dziennikarzy prawicowych w swoim stylu oskarża o agenturalność salon. A tymczasem to Korwin-Mikke mówi, że wspieranie rewolucjonistów z Majdanu jest antypolonizmem i twierdzi, że najmniej w całym tym konflikcie winna jest Rosja…”.

Powyższe cytaty pochodzą z tekstu pt. „Girzyński: Korwin-Mikke może być rosyjskim agentem”, sygnowanego nazwiskiem niejakiego Radosława Kowalskiego, którego całość jest dostępna TUTAJ:
http://wiadomosci24.pl/artykul/girzynski_korwin_mikke_moze_byc_
rosyjskim_agentem_298343.html

Cóż, wyrażę się wprost – z Girzyńskiego – pomimo, że posiada formalne wykształcenie, a nawet, zdaje się, i doktorat w tym zakresie – taki historyk, jak z koziej d… trąba! W kontekście powyższego kuriozum, aż trudno uwierzyć, że ten sam człowiek zdążył już napisać na tematy historyczne kilka książek i całe mnóstwo osobnych artykułów. Przyznaję, że ich dotąd nie czytałem, ale chyba zabiorę się – oczywiście w miarę możności – do tej czynności, bo żywo mnie interesuje, ile jeszcze jawnych kłamstw, półprawd, celowych zmyśleń, przeinaczeń i manipulacji zawierają owe „dzieła” historyczne toruńskiego historyka (wedle posiadanego cenzusu) i polityka w jednej osobie. Nie chodzi mi tu, rzecz jasna, o tematy błahe i drugorzędne, mniejszej skali gatunkowej, ale głównie o prace dotyczące najnowszej historii Polski, ze szczególnym uwzględnieniem dziejów polskiego ruchu narodowego. To, rzecz prosta, zajmie niemało czasu, a więc póki co mogę tylko biernie współczuć ich bezkrytycznym czytelnikom.

Powracając zaś do rzeczy – wielka szkoda, że p. Girzyński nie podpiera tej swojej, nie tylko, że do cna zakłamanej, ale do tego jeszcze iście groteskowej tezy jakimikolwiek konkretnymi dowodami, czy też personaliami. Bo niby konkretnie z przedwojennego obozu narodowego był objęty ową „sowiecką infiltracją”?

Może sam Dmowski – gdyż przecież w licznych swoich pracach w zasadzie całkowicie negował (z punktu widzenia polskiego interesu narodowego), wyrażając się w największym skrócie, jakikolwiek sens i celowość tworzenia osobnego państwa ukraińskiego, słusznie wskazując, iż cały praktycznie ukraiński ruch nacjonalistyczny był od samego swego zarania li tylko ślepym, bezwolnym narzędziem w rękach określonych czynników zewnętrznych, służącym im bezwolnie z jednej strony do ograniczania i tępienia żywiołu polskiego na b. Kresach Wschodnich I i II RP, a z drugiej do działań wymierzonych wprost w najżywotniejsze rosyjskie interesy państwowe? No – przecież to grzech wprost śmiertelny!

A może tym „infiltrantem” (czytaj: sowieckim agentem wpływu) był Jędrzej Giertych, w końcu lat trzydziestych czołowy ideolog i bodaj najpłodniejszy oraz najbłyskotliwszy publicysta SN tego okresu, inicjator nieudanej akcji politycznej z 1938 r., która miała na celu przyjście z pomocą przez Polskę śmiertelnie zagrożonej przez hitlerowskie Niemcy Czechosłowacji – tak się właśnie składa, że pozostającej wtedy przecież w bliskich stosunkach z ZSRR. Tak – to z pewnością konkretny trop! Mniejsza już o to, że Giertychowi chodziło w tym przypadku o zapobieżenie znalezienia się relatywnie słabej militarnie Polski oko w oko z krwiożerczą, skrajnie zaborczą III Rzeszą, a nie o żadne tam wspieranie Sowietów! Ważne, że Benesz był prosowiecki, więc wspierać go w jakikolwiek sposób, szukać z nim jakiegokolwiek porozumienia absolutnie nie było wolno – nawet kosztem rychłego unicestwienia polskiego państwa! Tak – to z pewnością jeden z najbardziej prawdopodobnych tropów, jako że tenże sam Jędrzej Giertych przez całe dziesięciolecia swojej, mozolnej pracy pisarskiej i publicystycznej na emigracji w Anglii konsekwentnie ostrzegał Polaków w kraju, jak i zresztą na emigracji, przez pokładaniem jakichkolwiek nadziei w obłudnych słówkach Anglosasów, że uznawał PRL (szczególnie po 1956 r.) za państwo polskie de iure, i że, przede wszystkim, stał na gruncie lojalnego trzymania się sojuszu z ZSRR, oczywiście na gruncie polityczno-wojskowym, a nie ideologicznym! To nic, że tyrał przez długie lata jako zwykły robotnik fizyczny; to nic, że z powodu swej intensywnej działalności wydawniczej ciągle był w długach; to nic, że w związku powyższym wiódł niezwykle skromne życie. Pewnie był to tylko kamuflaż, mający przykryć sowieckie subsydia! A tak już na marginesie polecam też link do tekstu opisującego podłoże i kulisy owej nieudanej akcji proczechosłowackiej:
http://npwmag.pl/archiwum/2012/10-11-12.pdf

A może wreszcie tym „infiltrantem” był np. taki Stanisław Grabski, stojący na czele polskiej delegacji negocjującej z Sowietami pokój ryski ( ), który pozostawił poza granicami Polski m.in. Mińsk i już z tego powodu spotkał się z krytyką rozlicznych środowisk wrogo nastawionych do obozu narodowego. Mniejsza już o to, że tenże Grabski był tak naprawdę endekiem tylko „na pół gwizdka”, i że tak cała jego misja, jak i sam dobór składu owej delegacji zostały starannie zaaranżowane przez Piłsudskiego i jego popleczników głównie w jednym, jednym celu – mianowicie, nie dopuszczenia do tych rokowań za wszelką cenę Dmowskiego!

Może wreszcie chodzi o jeszcze inne nazwiska, ale nie oczekujmy, że dowiemy się czegokolwiek więcej w tej materii od p. posła Girzyńskiego. Nie sądzę bowiem, by posiadał w zanadrzu choćby cień konkretnego dowodu na pokrycie swych haniebnych oskarżeń; zresztą ochlastać znienawidzonych endeków śmierdzącym błotem w takiej właśnie konwencji najdalej idącego uogólnienia i anonimowości, to chwyt najprostszy i, co najważniejsze, gwarantujący mu całkowitą bezkarność w razie wystąpienia, zresztą mało prawdopodobnej, sytuacji np. ewentualnych protestów czy prób dochodzenia sprawiedliwości choćby ze strony potomków niektórych, wyżej wymienionych polityków narodowych!

Najbardziej w tym wszystkim dziwne, a mówiąc wprost, groteskowe jest to, że p. Girzyński – przypominam czytelnikom, dr historii! – nie zdążył się dowiedzieć w toku swej starannej, długoletniej edukacji historycznej, że w wymienionym okresie czasu najbardziej infiltrowaną agenturalnie przez Sowietów nominalnie polską partią polityczną była działająca nielegalnie Komunistyczna Partia Polski (KPP) (do 1925 r. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski) wraz ze swymi przebudówkami, jak choćby: efemeryczną Komunistyczną Partią Górnego Śląska, Komunistyczną Partią Zachodniej Ukrainy, Komunistyczną Partią Zachodniej Białorusi i żydokomunistycznym tzw. Kombudem. Nazywając rzeczy po imieniu – były to wszystko czystej maści sowieckie agentury od „a do z”, prawdziwe jaczejki Kominternu i Kremla. Nie brak było również, na co wskazują liczne przesłanki, sowieckich wtyczek i w szeregach różnych pomniejszych, lewicujących organizacji mniejszości narodowych: ukraińskiej, białoruskiej i żydowskiej, a nawet w środowiskach lewicujących ludowców i socjalistów. Ba – nawet w zdominowanym niepodzielnie przez piłsudczyznę Oddziale II SG WP zagnieździło się wielu pracujących dla NKWD czy też sowieckiego wywiadu wojskowego szpionów”! Proszę mi jednak wskazać choćby jednego przedwojennego, coś znaczącego endeka, który pracował agenturalnie dla Moskwy, został na tym procederze przyłapany i skazany zań prawomocnym wyrokiem sądu choćby w samym okresie funkcjonowania reżimu sanacyjnego!

Kolejna groteskowa opinia, to oczywiście: „To środowisko (Korwina) odwołuje się do przedwojennej endecji”. A konia z rzędem temu, kto potrafi to uzasadnić i merytorycznie, logicznie udowodnić? Ja się osobiście tego zadania nie podejmuję, gdyż nie zamierzam tracić miejsca i czasu na roztrząsanie tego rodzaju śmieszności. Ciekawe, co by na to powiedział zresztą sam zainteresowany? Może faktycznie nie jest wykluczone, iż teraz zamierza dołączyć do swej skrajnie wolnorynkowej, libertariańskiej metki także i maskę polskiego „narodowca”? No, ale w takim razie niech zadeklaruje to sam, osobiście – wtedy się do tego ewentualnie odniesiemy.

Wreszcie na koniec jeszcze jedna groteska: „Większość dziennikarzy prawicowych w swoim stylu oskarża o agenturalność salon”. „W swoim stylu” – czyli tak właśnie ich przyuczono, taka konwencja została przyjęta i narzucona jako obowiązująca, i w prostej linii ci „prawicowi dziennikarze” cały czas tak właśnie „kłapią”. A jaką to linię propagandy uprawia ostatnimi czasy tenże sam „salon”? Ano, przecież zajmuje się niczym innym , jak tylko sianiem od rana do wieczora prymitywnej, antyrosyjskiej histerii. Jakoś nijak nie mogę tego pojąć – to niby Putin po to właśnie utrzymuje w Polsce swoich agentów, by na niego tak wściekle szczekali! (To jednak już i ukłon w stronę szczególnej „przenikliwości” umysłu p. Kowalskiego!)

Zaiste, p. Girzyńskiemu bardzo przydałby się od ręki albo porządny spowiednik-egzorcysta, albo też wykwalifikowany psychiatra!

Bo zdolności do mataczenia, „odwracania kota ogonem” i przeinaczania najoczywistszych faktów ma wprost ogromne. Udowodnił to już doskonale chociażby swoimi kuglarskimi próbami uzasadnienia akceptacji przez PiS traktatu lizbońskiego. Proszę sobie poczytać o tym chociażby tu:
http://npwmag.pl/archiwum/2008/3-4.pdf

Andrzej Turek