Sondaż prawdę Ci powie

A jednak! Zżymamy się na sondaże z racji ich liczby i nachalności, ale głównie dlatego, że podawane przez nie wyniki są na tyle sprzeczne iż jasno sugerują, że mają zapewnić dobre samopoczucie zamawiającemu sondaż. Wszak kłamstwo dzieli się na: małe, duże i statystykę. Można jednak doszukać się w nich prawdy, choć rodzi to pytanie: gdzie ona się w nich znajduje, skoro wszystko zawczasu jest ustawione. Otóż znaleźć ją można nie w tym co sondaże mówią, ale w tym o czym milczą.

W okresie przedwyborczym z większą częstotliwością widać pewną prawidłowość. Ulubieńcy samozwańczych elit punktowani są wysoko, bez względu na potknięcia, błędy, czy rażące nawet wpadki. Uznani przez owe „elity” za niebezpiecznych, oszołomów lub intelektualnie miernych z góry skazani są na słabsze wyniki, bez względu na widoczną nawet rację. Nie jest to tylko kwestia manipulacyj przed wyborami. W spokojniejszych okresach również widać było wzrost notowań rządu nawet po wpadkach ministrów czy ujawnionych aferach. Natomiast politycy opozycyjni ujawniający nieudolność, błędy lub nadużycia władzy mogli liczyć jeśli nie na słabsze wyniki, to przynajmniej nie wykazujące tendencyj wzrostowych. Wręcz ciśnie się na usta pytanie: dlaczego premier lub minister bez względu na ogrom popełnionej głupoty, kłamstwa czy nawet nadużycia przy każdej wpadce zyskuje sondażowe poparcie. Nie da się wszystkich optymistycznych dla władz wyników przypisać jeno owym „jelitom” uczepionym rządowej klamki.

Taka sytuacja nie jest tylko polską specjalnością. Weźmy na ten przykład Włochy. Oczywiście trzeba brać poprawkę na lepszą, póki co sytuację gospodarczą (choć „dzięki” obecności ich w strefie euro może się ona popsuć). Tamtejszy premier wykazuje nieograniczone możliwości do lapsusów, niestosownych wypowiedzi, a także licznych skandali ze swym znaczącym udziałem, jak również kombinacyj finansowych dalekich od czystości. Co chwilę coś wycieka do mediów, co i rusz ujawniane są kolejne jego wpadki i co najmniej kabaretowe zachowania. I nic, a raczej jak z sondaży wynika wszystko uchodzi mu płazem. Różnica między naszymi krajami polega na tym, że w Polsce media jawnie demonstrują swoją jednostronność w kierunku liberalnym, co sprzyja obecnej ekipie. Z kolei komfort premiera włoskiego polega na tym że część mediów spoczywa w jego rękach. Nie mniej skandale z jego udziałem nie są tajemnicą, a mimo to Włosi wybierają jego, a nie lewicowych konkurentów.

Z Tuska tryska złość i zawziętość, a w sondażach uchodzi za przyjaciela ludzkości. Berlusconi pajacuje do woli i jest kochany przez swych rodaków. U jednego agresja, u drugiego pełny luz. Obaj w sondażach mają się dobrze. Za jednym stoją media pozostające w obcych rękach, drugi ma po swojej stronie własne media, ale też wrogie mu tuby postępowców. Mimo tych różnic obaj w tych odmiennych sytuacjach cieszą się sondażowym poparciem wyborców. Dlaczego pomimo skrywanych u nas, a jawnych u Włochów wpadek, kłamstw i błędów obaj premierzy za każdą gafą lub skandalem zyskują miast tracić? Stracić może natomiast opozycja wyciągająca na jaw różne brudy – i u nas, i u nich. Czy sondaże aż tak kłamią, czy ludzie zdurnieli?

Pomocną, choć nie całkiem wprost może okazać się… literatura piękna. Przypomnijmy sobie słowa Horodniczego z „Rewizora” Gogola – „Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.” W sondażach nie o śmiech chodzi, ale ich wyniki odzwierciedlają nas samych. W sztuce Gogola był to śmiech, a w naszych realiach podświadome utożsamienie obywateli dotyczy owej Tuskowej agresji w przypadku Polski i pajacowatej postawy Berlusconiego w przypadku Włoch. Poparcie rośnie dla tych w których niekoniecznie świadomie widzimy samych siebie. Mimowolnie popieramy swoje podobizny u polityków, unikając negatywnych ocen. Tacy jesteśmy, a przed wyborami pytanie ze sztuki Gogola możemy nieco zmienić: „na kogo głosujecie?” Odpowiedź stosowna do sytuacji zabrzmi: „na siebie samych głosujecie.” Tak więc nie tylko manipulacja, ale też odbicie naszych charakterów i poszukiwanie ich u polityków może ujawniać prawdę w sondażach.

Kazimierz Murasiewicz