Rojenia muzyka-polityka

„Widziałem Ukrainę zdradzoną

„„Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. Nie ma wolnej Ukrainy bez wolnej Polski””. Gdyby ta myśl marszałka Piłsudskiego była realizowana przez naszą dyplomację od 1989 r., to zapewne dziś na Majdanie sytuacja wyglądałaby nieco inaczej.

Niestety, większość naszych politycznych „„elit”” przesiąknięta jest bolszewicką mentalnością (sic!), a partyjne klany grają tylko o swoje interesy. (…)

Próbował Lech Kaczyński. A ja go atakowałem. Bo byłem przekonany, że robi to nieudolnie. Że gdy przyjdą „„moi””, pokolenie NZS, to zbudujemy zgodę między naszymi narodami i kiedyś staniemy się federacją, z którą liczyć się będą musiały i Wschód, i Zachód. Że będziemy podmiotem polityki światowej, a nie jej przedmiotem. Jakiż ja durny i naiwny byłem. „„Moi”” zniszczyli wszystko to, co Lech tworzył. (…)

Po raz kolejny Ukraińcy zostali oszukani. Przez 10 lat mamieni wizją wyrwania się spod strefy wpływów Moskwy zostali rozegrani przez Niemców. Sprzedani za gaz z Rosji. Żeby potomkowie stalingradzkich zmarzluchów mieli ciepło w Berlinie. Za 15 mld dol. od Putina jego wasal Janukowycz pootwierał fabryki na wschodzie Ukrainy (sic!). (…)I będzie UE miała czyste sumienie, gdy Rosja za pośrednictwem Berkutu i ukraińskiej (?) armii spacyfikuje bunt.

Będziemy wiec graniczyć z Rosją. No, może się zagalopowałem – z jej satelicką Ukrainą. Wkrótce skończy się dla zachodniej Europy możliwość pozyskiwania taniej siły roboczej w Polsce. Mamy demograficzny niż. Polska bez majątku narodowego, bez ludzi do pracy będzie miała w UE status poligonu…”.

Wszystkie te „mądrości” zostały wyjęte z artykułu autorstwa p. Pawła Kukiza pod wymienionym już wyżej tytułem, zamieszczonego przez aspirujący do rangi najbardziej ambitnego i opiniotwórczego pisma polskiej „prawicy” tygodnik „Do Rzeczy” (nr 5/053, 27.01.-02.02.2014 r., s. 12).

Cóż, trzeba przede wszystkim, wyzbywając się jakiejkolwiek zazdrości, pogratulować p. Kukizowi gigantycznej wprost wiedzy geopolitycznej, geograficznej, ekonomicznej, historycznej etc., a nade wszystko niezwykłej wprost zdolności trafnego przewidywania rozwoju sytuacji międzynarodowej.

Trzeba mu też podziękować za wyjawienie jednego z głównych motywów tego tak zawziętego popierania wspomnianego „buntu” przez całą rodzimą klasę polityczną, a którym to motywem jest ściągnięcie i masowa kolonizacja Polski przez miliony ukraińskich gastarbeiterów-groszorobów (udzielając mu zarazem ostrej przygany z tytułu jego czytelnej aprobaty dla tegoż przedsięwzięcia).

Trzeba wreszcie wyrazić wielki żal, że p. Kukiz postanowił zająć się czynnie polityką dopiero niedawno. Gdyby pomyślał o tym z dziesięć lat wcześniej, gdyby zrobił na ich przestrzeni czynny użytek ze wszystkich swoich talentów, to może z jego wydatną pomocą udało by się Lechowi Kaczyńskiemu zbudować naprawdę ową wymarzoną „federację Dwojga (czy nawet więcej) Narodów” – i w prostej konsekwencji żaden „Majdan” nie byłby już w ogóle potrzebny.

A na sam koniec kilka słów już całkiem na poważnie: przypadek p. Kukiza jest jeszcze jednym smutnym potwierdzeniem tego, że muzycy, poeci, itp. artyści nie powinni absolutnie brać się do polityki. „Pilnuj szewcze kopyta”. W tej dziedzinie życia nie ma bowiem miejsca na tego rodzaju pajacowanie! A przynajmniej – jest ono potencjalnie bardzo szkodliwe. Niekiedy, także i dla samych bawiących się w takie poczynania.

J.W.