Używamy plików cookies w celu optymalnej obsługi Państwa wizyty na naszej stronie. Możesz okreœlić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przegladarce. | ZAMKNIJ
Artykuł: Czy naprawdę mamy nowy, prawdziwy polski czołg? - Piast Polski
[Rozmiar: 1828 bajtów]
Rejestracja | Zapomniałem hasła      
[Rozmiar: 35819 bajtów]
[Rozmiar: 518 bajtów][Rozmiar: 2396 bajtów][Rozmiar: 1849 bajtów][Rozmiar: 2279 bajtów][Rozmiar: 2540 bajtów][Rozmiar: 2977 bajtów][Rozmiar: 1850 bajtów][Rozmiar: 1708 bajtów][Rozmiar: 2089 bajtów][Rozmiar: 499 bajtów]
[Rozmiar: 329 bajtów]
Zapraszamy do lektury Artykułów! [Rozmiar: 341 bajtów]
[Rozmiar: 1201 bajtów] MENU GŁÓWNE
[Rozmiar: 595 bajtów]
Menu Główne
Artykuły
Kategorie
Galeria Zdjęć
Warto Przeczytać
Redakcja
Kontakt
Z Archiwum
Regulamin Komentarzy
[Rozmiar: 679 bajtów]
[Rozmiar: 1201 bajtów] STATYSTYKI
[Rozmiar: 595 bajtów]
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 927
Najnowszy Użytkownik: ~Harolden
[Rozmiar: 679 bajtów]
[Rozmiar: 1201 bajtów] PRZYMIERZE LUDOWO-NARODOWE
[Rozmiar: 595 bajtów]
O Nas
Deklaracja Ideowo-Polityczna
Władze PLN
Kontakt
[Rozmiar: 679 bajtów]
[Rozmiar: 1201 bajtów] POLECAMY
[Rozmiar: 595 bajtów]
[Rozmiar: 679 bajtów]
[Rozmiar: 1201 bajtów] Ankieta
[Rozmiar: 595 bajtów]
Czy podoba Ci się wygląd strony?

Tak

Raczej Tak

Nie mam zdania

Raczej Nie

Nie

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
[Rozmiar: 679 bajtów]
[Rozmiar: 1201 bajtów] REKLAMA
[Rozmiar: 595 bajtów]

[Rozmiar: 679 bajtów]
Czy naprawdę mamy nowy, prawdziwy polski czołg?
[Rozmiar: 974 bajtów]

Niedawno czołowe media obiegła wieść – utrzymana w tonie pewnej rewelacji – że zbudowano właśnie nowy polski czołg o nazwie Anders. Niektóre media wyraźnie zaznaczyły, że jest to czołg lekki, inne pominęły tą klasyfikację. Telewizyjni prezenterzy zachwalali tego Andersa jako najnowszy, szczytowy produkt polskiej myśli technicznej. Przy okazji zręcznie odwołali się do historii, przypominając telewidzom, iż Polska ma w tym zakresie już pewien dorobek – mianowicie w czasach przedwojennych również powstała u nas konstrukcja światowego formatu o nazwie TKS. Jej klasa i nowatorstwo wyraziło się min. w zastosowaniu w niej odwracalnego peryskopu Gundlacha – pionierskiego wynalazku w skali światowej – który potem został wykorzystany w konstrukcjach pancernych wszystkich pozostałych państw. Lektura podstawowej literatury na ten temat była u p. redaktorów jednak chyba zdecydowanie zbyt słaba, gdyż wspomniany TKS nie był wcale żadnym czołgiem. Była to tak naprawdę tankietka. Tankietka bardzo dobrej jakości, ale jednak tylko tankietka. Gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości w tym temacie, wyjaśniam, że tankietka to pojazd opancerzony, różniący się od czołgu, niezależnie od jego klasy, budowy, masy i przeznaczenia, brakiem obrotowej wieży. I ten TKS, będąc tankietką, zbytnio w wojnie z Niemcami Polsce się nie przydał. Nie dlatego, że był zły, tylko dlatego, że czasy takich konstrukcji już zasadniczo minęły.

Natomiast II RP rzeczywiście posiadała klasowy czołg z prawdziwego zdarzenia, będący w dodatku własną, oryginalną polską konstrukcją (choć wzorowaną na brytyjskim Vickersie). Był to czołg lekki 7TP, należący do najlepszych w swojej klasie na świecie. Mógł on, jak równy z równym, walczyć z prawie każdym niemieckim czołgiem, użytym w kampanii wrześniowej 1939 r.. Właściwie to zdecydowanie przewyższał znaczną większość z nich (PzKpfw I i II), był absolutnie równorzędnym przeciwnikiem dla stosunkowo mało licznych PzKpfw III i zdobycznych czeskich czołgów PzKpfw 35t i PzKpfw 38t., zaś ustępował  wyraźnie jedynie jeszcze bardziej nielicznemu PzKpfw IV. Był to już jednak czołg średni, o znacznie większej masie, a więc tym samym znacznie lepiej opancerzony. Nie znaczy to jednak wcale, że 7TP był w starciu z nim z góry skazany na porażkę. Szkoda tylko, że Polska wyprodukowała tych czołgów tak niewiele, i że ich walory nie zostały w pełni wykorzystane w skutek archaicznej doktryny wojennej (użyto ich w walkach w rozproszeniu, a nie w większej masie).

Także i nowo zaprezentowany Anders jest czołgiem lekkim. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że jest klasycznym, prawdziwym czołgiem, biorąc pod uwagę stosowaną obecnie nomenklaturę i realia współczesnego pola walki. Ów Anders istnieje zresztą na razie jedynie w postaci prototypu (po co więc aż tak bardzo się chwalić!). Powstał pod patronatem MON i gliwickiego Bumaru. Został po raz pierwszy oficjalnie zaprezentowany na wrześniowych targach uzbrojenia w Kielcach, a w październiku, przeszedł, z pomyślnym skutkiem, próby na poligonie. Powracając zaś do charakteru tej konstrukcji - oficjalnie rzecz biorąc mówi się nawet nie o czołgu, ale bardziej uniwersalnie – o Polskiej Platformie Bojowej XXI w.. Przynajmniej tak szumnie określają Andersa niektórzy wojskowi. Jest to bowiem w założeniu pojazd wielozadaniowy, którego platforma będzie mogła równie dobrze służyć do wyprodukowania lekkiego czołgu, bojowego wozu piechoty, samobieżnej haubicy, wozu dowodzenia, itp..

W wersji lekkiego czołgu Anders waży 33 tony, a więc znacznie mniej niż współczesne czołgi podstawowe (bo tak klasyfikuje się dziś na całym świecie klasyczne czołgi, bez podziału np. na średnie i ciężkie). Dla porównania, użytkowany jeszcze ciągle powszechnie przez WP posowiecki T-72 waży 41 ton, jego zmodernizowana wersja w postaci PT-91 „Twardy” 45 ton, a przekazane nam kilka lat temu przez Niemcy Leopardy II aż 55 ton. Średnio Anders jest lżejszy od użytkowanych obecnie przez liczące się armie na świecie czołgów podstawowych o jakieś 15-20 ton. Ma to bardzo istotne konsekwencje, i wcale nie tak pozytywne, o czym poniżej. Inne podstawowe dane techniczne Andersa w wersji czołgu wyglądają następująco. Uzbrojenie główne – armata kalibru 120 mm i wyrzutnia przeciwpancernych pocisków kierowanych. Opancerzenie – posiada pancerz typu modułowego, zawierający elementy kompozytowe i dodatkowo pancerz reaktywny, jednak, jak wszystko na wskazuje, dużo słabszy od przeciętnego czołgu podstawowego. Załoga – 3 ludzi, dodatkowo w specjalnym pomieszczeniu może przewozić 4 żołnierzy desantu, przeznaczonych do ochrony pojazdu z zewnątrz. Zwraca uwagę duża prędkość maksymalna: 72-80 km na godzinę.

Jako największe zalety Andersa wymienia się powszechnie: uniwersalność, wielozadaniowość, łatwa adaptowalność konstrukcji bazowej do pojawiających się potrzeb operacyjnych, ruchliwość, zwrotność, a także – uwaga – tzw. aerobomilność. Pod tym pojęciem ukrywa się przystosowanie pojazdu do transportu powietrznego, na pokładzie ogromnych samolotów transportowych. To już samo w sobie sugeruje jego zasadnicze przeznaczenie i region świata, w którym planuje się ewentualnie go użyć. Podkreśla się również, jak mantrę, że Anders w pełni odpowiada najnowszym trendom panującym w NATO, które stawia właśnie obecnie na konstrukcje wielozadaniowe. Przyrównuje się też go klasą do skonstruowanego przez Niemców podobnego pojazdu o nazwie Puma. Tego, że nasi konstruktorzy wiernie, a właściwie ślepo naśladują obce, zagraniczne wzorce i trendy wcale nikt kryje. Przeciwnie, obnosi się ten fakt z dumą. To zresztą charakterystyczne od dawna dla naszych bezkrytycznych NATO-manów. Pojazd został ochrzczony, rzecz jasna, imieniem gen. Władysława Andersa. Nie ujmując nic z zasług gen. Andersa, nie był on jednak pancerniakiem, i pewnie bardziej stosowne byłoby, gdyby już trzymać się nazwisk polskich dowódców,  nazwanie go imieniem gen. Stanisława Maczka. To w końcu jedyny, powszechnie znany i rozpoznawalny dowódca wojsk pancernych w historii naszych sił zbrojnych. Dlaczego więc Anders? Jedna z hipotez głosi, iż z tego powodu, że jego nazwisko jest najbardziej zbliżone do nazwy słynnego amerykańskiego czołgu M1 Abrams…

Publicznie podkreśla się również, że konstruktorzy Andersa inspirowali się doświadczeniami polskich kontyngentów w Iraku i Afganistanie. Okazało się tam, że wszystkie używane tam dotychczas wozy opancerzone WP, z  KTO Rosomak włącznie, są zdecydowanie zbyt słabo opancerzone, by mogły całkowicie zabezpieczyć załogę przed podkładanymi masowo np. przez talibów minami, choć ich uzbrojenie strzeleckie jest w pełni wystarczające i trzyma ich na dużą odległość. Nasuwa się zatem nieubłaganie przypuszczenie, że Anders był projektowany przede wszystkim pod kątem bliskowschodnich wojen kolonialnych. Zresztą już ponad rok temu, w pierwszych przeciekach, prasa wojskowa pisała o nim, że będzie przeznaczony do  „misji stabilizacyjnych, pokojowych, konfliktów asymetrycznych i pełnowymiarowych” (Skrzydlata Polska, 06.09.2009 r.). Ta kolejność jest bardzo znamienna. Misja stabilizacyjna to ładna nazwa wojny w Afganistanie, a zatem to prawdopodobnie pod nią szykowany był Anders. Określenie: pokojowych ma tylko zapewne ukazywać jego właściwe przeznaczenie w nieco ładniejszym świetle. „Konflikt asymetryczny” to prawdopodobnie również to samo, choć teoretyczna możliwość interpretacji tego terminu jest dużo szersza. Wszyscy wiedzą, że oznacza on w największym uproszeniu  taki scenariusz wojny, w którym jedna strona prowadzi swoje działania przy użyciu wszystkich dostępnych obecnie środków walki, np. zajmując lub, mówiąc wprost, okupując dany obszar; a druga strona, nie będąc w stanie stanąć do otwartego, czołowego starcia, posługuje się przede wszystkim taktyką walki partyzanckiej – atakuje znienacka i znika. Pytanie tylko po której stronie mają znaleźć się nasi żołnierze w owym Andersie. Wszystko wskazuje na  to, że po tej pierwszej, przeciwko lekko uzbrojonym talibom, mudżahedinom, i tym podobnie. Szkopuł w tym, że „misja stabilizacyjna” w Afganistanie ma ponoć niedługo się skończyć. Może się ona wręcz zakończyć, zanim wyjadą z fabryki pierwsze seryjne Andersy. I czemu one będą wówczas służyć? Czyżbyśmy się szykowali na „misję stabilizacyjną” czy „konflikt asymetryczny” w Iranie? To się wydaje na dzisiaj szaleństwem, ale kto tam wie, jakie myśli krążą po głowach cywilnych dysponentów naszej armii? Niczego nie należy z góry wykluczać!

Mamy tu zatem najprawdopodobniej do czynienia z kolejnym przykładem dostosowywania polskiej polityki obronnej i zbrojeniowej do celów kondotierskich, nie mających wiele lub zgoła nic wspólnego z obronnością kraju, a przede wszystkim z gorliwym, a właściwie nadgorliwym wypełnianiem zobowiązań sojuszniczych wobec NATO. Jako żywo nasuwa się przed oczy napoleońskie Haiti.

Nie mam naturalnie nic przeciwko rozwojowi rodzimej myśli technicznej, zwłaszcza zbrojeniowej. Powinna być ona jednak rozwijana i stymulowana przez czynniki wojskowe i polityczne w sposób jak najbardziej racjonalny, i służący realnemu podniesieniu naszego potencjału obronnego. Patrząc z tej strony, mierzi mnie demonstracyjne eksponowanie patriotyzmu przez dowódców i różnego pokroju publicystów, którzy pastwią się np. na dawnym LWP i jego uzależnieniem od sowieckich marszałków, a sami lecą jak ćmy do ognia w kierunku amerykańskich generałów. Przede wszystkim, jakaż to hipokryzja. Nie wychwalam wspomnianego LWP, ale w końcu Sowieci nie wysyłali przynajmniej naszych chłopców na swoje własne wojny do wspomnianego Afganistanu i Angoli. Względnie przywódcy PRL i dowódcy wspomnianego LWP nie pozwolili ich tam wysłać. Dobrze by było więc zachować pewne proporcje, i nie wycierać sobie butów wzniosłymi hasłami, które zupełnie nie są na miejscu i nie na czasie.

A wracając do Andersa – do konfliktu „pełnoskalowego” to on się zbytnio nie nadaje. Przynajmniej jako czołg. Mimo wszystkich swoich, wyżej wymienionych zalet nie ma najmniejszych szans w konfrontacji z „prawdziwym” czołgiem. Z powodu najbardziej prostego – jest nieporównanie gorzej opancerzony. To nieuchronna konsekwencja dużo mniejszej masy. Rzecz zresztą znamienna, że nigdzie nie podaje się oficjalnie grubości jego pancerza. Tego mankamentu nie może zrównoważyć nawet jego nowoczesna, modułowa konstrukcja. Nawet, pomimo wykorzystania w pancerzu Andersa elementów ceramicznych, nie może on się równać choćby z czołgiem podstawowym przełomu II i III generacji, jakim jest Twardy- jest znacznie mniej odporny na ostrzał. Ciekawe przypuszczenia nasuwają się również w kontekście wyrażanych półgębkiem sugestii, że przy jego budowie projektanci inspirowani się również rozwiązaniami z izraelskiego czołgu Merkava. Otóż wspomniany czołg jest jednym z najcięższych czołgów świata, zwłaszcza w najnowszej wersji Merkava III – ta waży aż blisko 65 ton. Cóż może zatem ją łączyć z wozem dwa razy lżejszym? Być może modułowy pancerz, ale to nie jest aż taki ważny wyróżnik, bo podobny posiadają praktycznie wszystkie produkowane współcześnie czołgi. Może chodzi o wykorzystanie niektórych innych rozwiązań konstruktorskich z Merkavy, bo jest czołg o bardzo specyficznej budowie, zresztą w dobrym tego słowa znaczeniu. Kto wie jednak, czy nie chodzi czasem min. o położenie w pierwszym rzędzie szczególnego nacisku, wzorem tejże Merkavy, na szczególnie grube i skuteczne opancerzenie dna kadłuba czołgu, a więc jak najlepsze zabezpieczenie załogi przed skutkami ewentualnego najechania na minę. Takie są zresztą założenia konstrukcyjne także i będącej faktycznie pierwowzorem dla Andersa niemieckiej Pumy. Wyglądało by więc na to, ze znaczna część tych 33 ton zostanie przeznaczona właśnie na ten cel. To oczywiście tylko hipoteza, ale gdyby tak było, to musiałoby się to przecież odbyć kosztem odpowiednio słabszego opancerzenia tak samej wieży, jak i kadłuba.

W tym stanie rzeczy przydatność Andersa w wersji czołgu w ewentualnej wojnie obronnej (a do takiej powinniśmy się przecież przede wszystkim szykować) byłaby jeszcze mniejsza. Może on pełnić co najwyżej rolę wozu ogniowego wsparcia piechoty.

Stanowi zaś w istocie coś pośredniego pomiędzy klasycznym bwp-em a czołgiem. W kategorii bwp-ów jest wozem potężnym. Dla porównania wciąż użytkowany przez nasze wojsko, pochodzący jeszcze z lat 60-tych ub. wieku BWP-1 waży zaledwie 12,5 (13,5) tony, współcześnie produkowany przez Rosjan BMP-3 ok. 19 ton. Podobnie amerykański Bradley. Nieco cięższy jest brytyjski Warrior - 25 ton. Owa Puma w wersji wyjściowej – 31 ton, a w szczytowej 41 ton. Nasza armia nie posiada dziś faktycznie jakichkolwiek bwp-ów z prawdziwego zdarzenia. Nie są takimi wspomniane BWP-1, które nadają się już właściwie tylko na złom. Nie stanowi też takiego wozu KTO Rosomak (22 tony), choćby z tego powodu, iż jest to pojazd na kołach, czyli z grubsza biorąc transporter opancerzony.

Jeśli więc istnieje sens i potrzeba produkcji Andersa, to przede wszystkim właśnie  w wersji bwp-a. Faktycznie, ponoć istnieje pełna możliwość zrobienia z Andersa klasycznego bwp-a, poprzez zdjęcie wieży z armatą 120 mm, i zastąpienia ją inną z działkiem typowego dla tego rodzaju pojazdów opancerzonych kalibru 30 mm. To by pociągnęło za sobą dość wyraźny spadek masy, a zatem wóz byłby przypuszczalnie jeszcze szybszy i bardziej ruchliwy. Takie wozy mogłyby z powodzeniem zastąpić w swej roli niezwykle już wysłużone i całkowicie przestarzałe BWP-1. Pytanie tylko, czy zainteresuje się nimi MON i, przede wszystkim, czy znajdą się pieniądze na wyprodukowanie ich w odpowiedniej ilości.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z Andersem w wersji czołgu. Tutaj, w tym wypadku, wydaje się, że jego produkcja nie ma większego sensu, oczywiście znowu pod kątem obronności kraju. I to nawet pomimo zapewne niskiego kosztu jego produkcji. To czego bowiem nasza armia potrzebuje dziś najbardziej, to pełnowartościowy czołg podstawowy tzw. III generacji, a nie jakiś jego lekki zamiennik. Czołgi tej generacji charakteryzują się całym szeregiem wyróżników, a jednym z najbardziej zasadniczych jest laminowany, warstwowy pancerz, z wykorzystaniem elementów kompozytowych i wysokowytrzymałych spieków ceramicznych. Należą zaś do niej praktycznie wszystkie czołgi produkowane obecnie w krajach NATO, Rosji, Chinach, i innych liczących się armiach świata, min. amerykański Abrams, brytyjski Challenger, francuski Leclerc, wspomniana izraelska Merkava oraz rosyjskie T-80 i T-90.

W tej chwili jedynymi posiadanymi przez WP czołgami tej klasy są przekazane nam przez Niemcy Leopardy II, znajdujące się na wyposażeniu 10 Brygady Kawalerii Pancernej im. gen. Stanisława Maczka w Świętoszowie (łącznie 128 sztuk). Można by ironicznie stwierdzić, że nazwisko patrona tej jednostki wyjątkowo dobrze komponuje się z krajem pochodzenia tych wozów. Zwolennikom niewątpliwej wyższości zachodniej, w tym przypadku niemieckiej myśli technicznej nad naszą, z góry odpowiadam, że Niemcy nie zrobili nam bynajmniej żadnego prezentu, lecz po prostu wepchnęli nam sprzęt, który i tak wkrótce trafiłby na złom lub ostatecznie do magazynów. Są to bowiem Leopardy II w wersji A4 z pionowym opancerzeniem wieży. Nowsze wersje: A5 i A6 mają kształt wieży pochylony pod dużym kątem i dodatkowo wzmocnione opancerzenie. W dodatku przekazane Polsce czołgi są bardzo leciwe, najmłodsze z nich zostały wyprodukowane, zdaje się, jeszcze w 1987 r., a większość z nich ma już jakieś 25-26 lat. Niemcy po prostu pozbyli się ich, chcąc wprowadzić na wyposażenie Bundeswehry kolejną partię najnowszych Leopardów IIA6. Odstąpionych czy też „podarowanych” nam czołgów i tak by nikt nie kupił, a tak przynajmniej niemiecki przemysł zarobi na serwisie i dostawach części zamiennych. I faktycznie,  chyba właśnie z tego powodu, okazały się one bardzo drogie w eksploatacji, ponad trzykrotnie droższe od naszego Twardego. Są na domiar wszystkiego ponoć za ciężkie na nasze drogi i mosty w ich obecnym stanie. Mamy więc kolejny „mądry” przykład naszej polityki zbrojeniowej. Nie wspominam tu już o tym, że ten wątpliwej klasy „prezent” dodatkowo uzależnił nas od zachodniego sąsiada.

A co do niemieckich Pum, to Niemcy zamierzają je faktycznie produkować na wielką skalę, ale wyłącznie jako bwp-y i wozy dowodzenia, zaś równolegle zbroić się w najnowsze Leopardy. Nasi żołnierze mogą zaś o takich czołgach jedynie pomarzyć. O stanie parku pancernego WP świadczy najlepiej fakt, że na chwilę obecną blisko 2/3 (mniej więcej 600 sztuk) czołgów, znajdujących się na jego wyposażeniu, stanowią T-72 – jak by nie było, konstrukcja wywodząca się również z lat 60-tych ub. wieku. Ponadto polskie jednostki pancerne posiadają 233 sztuki wspomnianych PT -91 Twardy, będącego dosyć gruntownie zmodernizowaną wersją T-72. Jest to czołg, który można zaliczyć do przełomu II i III generacji, posiadający dość znacznie wzmocniony pancerz i nieco poprawioną celność armaty. Jednak wyraźnie ustępuje czołgom III generacji i nadaje się głównie do obrony, zwłaszcza gdy jest dobrze okopany (w pozycji nieruchomej celność jego armaty jest znacznie większa, a stosunkowo niewielka wieża o dużym kącie pochylenia zwiększą wydatnie możliwość rykoszetowania wymierzonych w niego pocisków). Niemniej do działań manewrowych za bardzo się nie nadaje, stąd decyzja o zaprzestaniu produkcji.

Co jednak ciekawe, powstała również specjalna, eksportowa wersja „Twardego”, a to w wyniku zmodernizowania T-72 od podstaw. To umożliwiło min. zainstalowanie w niej pancerza odlanego  z wykorzystaniem warstwy niemetalicznej, co istotnie wzmocniło opancerzenie czołgu. Czołg ten, zbliżony już wyraźnie klasą do III generacji, wygrał zresztą przetarg na dostawy do Malezji, konkurując min. ze stosunkowo nowoczesnymi wozami rosyjskimi. Udało się sprzedać temu państwu jednak tylko jedynie 44 sztuki. MON nie wykazał zaś nim zainteresowania, bo ponoć był za drogi, a więc tłumacząc się oczywiście brakiem potrzebnych pieniędzy. Jeśli zatem nie stać nas nawet na gruntownie zmodernizowanego Twardego, to na co nas tak naprawdę stać? Być może na jeszcze tańszy zamiennik w postaci lekkiego czołgu Anders. Będzie można przynajmniej odtrąbić kolejny sukces propagandowy. A swoją drogą, decyzja o rezygnacji z zakupu „malezyjskiej” wersji Twardego przez macierzystą armię z pewnością w znacznym stopniu podcięła szansę na jego eksport do innych państw azjatyckich i afrykańskich.

Co jeszcze bardziej ciekawe, również jeszcze w latach 90-tych powstał w Polsce całkowicie nowy projekt czołgu III generacji pod nazwą Goryl (choć używano zamiennie także i nazwy Anders). Projekt bazował na doświadczeniach zdobytych przy produkcji Twardego. Równocześnie miano w nim wykorzystać rozwiązania zastosowane w izraelskiej Merkavie III. Z braku bliższych danych trudno powiedzieć, o jakie rozwiązania dokładnie chodziło, ale zapewne o zapewnienie jak najlepszego opancerzenia i tym samym bezpieczeństwa załogi, być może również przez umieszczenie silnika z przodu (a z tych właśnie przede wszystkim zalet słynie izraelski czołg). Goryl miał być więc jak gdyby hybrydą obu tych czołgów. I gdyby udało się faktycznie konstruktorom umiejętnie połączyć i wyważyć zalety obu wozów, zaś powstały w ten sposób pojazd nie byłby zbyt ciężki na polskie warunki, powstałaby naprawdę ciekawa i wartościowa konstrukcja. Tym bardziej, ze Goryl miał posiadać nowy, znacznie mocniejszy od Twardego silnik, nowy system kierowania ogniem, i pancerz typowy dla czołgów III generacji. Może więc już dzisiaj WP miałoby na wyposażeniu całkowicie pełnowartościowy czołg, i to własnej produkcji. Gdyby? Można tak gdybać dalej. Niestety cywilni decydenci z MON znów wykazali charakterystyczny brak zainteresowania i projekt szybko upadł, oficjalnie  oczywiście, jak zawsze, z najbardziej prozaicznego powodu: braku pieniędzy. Wspomnianym wydawało się wtedy zapewne, że bezpieczeństwo zapewni nam samo członkowstwo w NATO, zaś po wejściu do jego struktur zachodni najnowszy sprzęt popłynie do nas szerokim strumieniem, i to może za darmo. I tak raz za razem polscy konstruktorzy są „gaszeni” przez bawiących się w wojsko polityków.

A jakie będą losy Andersa? Mam nadzieję, że mimo wszystko bardziej pomyślne.

Jan Zając

Dodano: 18.11.2010 r.

[Rozmiar: 1174 bajtów]
Komentarze
[Rozmiar: 974 bajtów]
andrzej turek dnia listopad 26 2011 16:07:49
Andrzej turek:
Bardzo interesujący artykuł, obrazujący obecny stan naszej armii. Gorąco polecam czytelnikom.
pierdun dnia grudzień 14 2012 22:43:37
Czytając pański artykuł napisany niewątpliwie z wielką pasją zasadniczo niezgadźam się ze stawianymi tu tezami, które mniej obyci ze znajomością historii mogą wziąć za fakty a z tymi się pan dosyć mocno mija.
Pisze Pan o "Andersie" jako o czołgu lekkim, a czołgi klasy T72 będące platformą, z której wywodzi się "Anders" na całym świecie klasyfikowane są jako czołgi średnie bądź podstawowe. Czołgami lekkimi określa się raczej czołgi używane przez jednostki aeromobilne jak amerykański M551 Sheridan.
Kolejną nieścisłością jest stwiedzenie, że powstała u nas nowatorska konstrukcja światowego formatu "TKS". Otóż TKS i cała rodzina tankietek były następstwem rozwojowym licencyjnej tankietki brytyjskiej Carden Loyd Mk. VI. Polska modyfikacja polegała na przeróbce( dodaniu kul jezdnych) i kolejno zabudowie przedziału bojowego pochylonymi płytami pancernymi. Pisze pan dalej, że sprzęt ów nie był zły, ale jego czas porostu minął. Zapytuję więc, jak to możliwe, że do końca wojny armia brytyjska korzystała z tych tankietek?Universal Carrier lub popularnie zwane, Bren Carrier? Kwestią sporną jest sposób użycia i liczebność a nie jakość sprzętu, którego bede bronił. Polskie tankietki, pogardliwie przez wermacht nazywane polskimi stalowymi karaluchami zadały spore straty niemieckim siłom. A argument o braku obrotowej wierzy? Radzieckie rozwinięcie Carden Loyd Mk. VI. W postaci tankietki/czołgu T27 posiadało dwie obrotowe wierze, co nie zmieniało faktu ż e nadal pozostawały klasyfikowane jako tankietki rzadziej jako czołgi rozpoznawcze. Tu pokutuje nazewnictwo rosyjskie gdzie słowo tank podobnie jak w przedwojennej Polsce oznacza czołg, tankietka zaś mały/ mniejszy czołg.
Pisze pan dalej o oryginalnej polskiej konstrukcji TP7.
Jeżeli produkcje rozwinięcia licencyjnego brytyjskiego czołgu Vickers E, nazywa pan oryginalną? Była to modyfikacja. Nowatorskie było zastosowanie silnika Diesla i wcześniej wspomnianych peryskopów, pogrubienie płyt pancernych czołowych, zmiana tłoczeń blach wydechu.
Pisze pan dalej, że nasz swoją drogą naprawdę dobry aczkolwiek nieliczny TP7 był równorzędnym przeciwnikiem dlaPzKpfw 35t , PzKpfw 38t i PzKpfw III. Oraz mniej licznych, PzKpfw Iv. Tu posilę się danymi z września 1939 roku.
PzKpfw35t - 200
PzKpfw 38t -98
PzKpfw III -120
PzKpfw IV -211
Wychodzi więc na to, że PzKpfw IV był najliczniejszy.
Zastanawiam się nad komentowaniem dalszych tez gdyż nie ukrywam, nie wszystkie zagadnienia są mi znane na tyle by wypowiadać się z pełnym przekonaniem, ale czytając wstęp do artykułu nabieram przekonania, że wiele teorii nie jest popartych stanem faktycznym a jedynie domysłami z pańskiej strony. Pisze to bez najmniejszej złośliwości a jedynie w trosce o fakt, przyswajania wszystkiego, co zostało umieszczone w sieci jako pewne. Serdecznie pozdrawiam życząc radości i satysfakcji z pasji, jaką jest zainteresowanie militariami i brona pancerną.
wilk dnia luty 26 2013 23:04:54
Postawilbym na duza ilosc lekkich czolgow typu anders . Jestem pewny ze szybkosc bedzie miala b.duze znaczenie w nast. wojnie .Polska jest rownina . Czas zycia kazdego czolgu na polu walki nie bedzie duzy . Sprawa najwazniejsza zaopatrzenie w paliwo .Czolgi 3 generacj zlopia az milo . Lekki czolg zatankuje mniej zasieg ma wiekszy. Nasz produkt mozemy go miec duzo w roznych wersjach i TANIO ! Koncepcja sluszna platformy wielozadaniowej. Ilosc liczy sie ilosc jak T34 dlatego wygrali
[Rozmiar: 1174 bajtów]
Dodaj komentarz
[Rozmiar: 974 bajtów]
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
[Rozmiar: 1174 bajtów]
Poleć artykuł
[Rozmiar: 974 bajtów]

Jeśli oceniasz pozytywnie powyższy tekst, jeśli uważasz go za godny uwagi i wartościowy - pomyśl o ewentualnym przesłaniu go i tym samym udostępnieniu także swoim przyjaciołom i znajomym! Zapewniamy w każdym przypadku pełną dyskrecję w trakcie dokonywania takiego transferu!

[Rozmiar: 1174 bajtów]
[Rozmiar: 360 bajtów] (C) Piast Polski 2010 | All Rights Reserved                                            Strona główna | Forum | Mapa strony | Kontakt [Rozmiar: 362 bajtów]
[Rozmiar: 2740 bajtów]