Przepytać wszystkich, co do jednego!

Red. Stanisław Michalkiewicz ujawnia w artykule pt. „O sprawach ważnych i błahych” („ND”, 10.06.2011r., s.16) nieznane dotąd szerzej opinii publicznej kulisy przygotowań do tzw. odzyskania mienia żydowskiego w Polsce, i w ogóle w Europie Środkowej. Dowiadujemy się m.in. z tego artykułu m.in., iż działa już tzw. zespół zadaniowy, powołany przy wsparciu i z błogosławieństwem władz Izraela, który najpierw ma przeprowadzić inwentaryzację całego pożydowskiego mienia, a następnie zająć się samą operacją jego „odzyskania”. Dowiadujemy się również, o zgrozo, że jedną z metod inwentaryzacji tegoż mienia ma być tzw. alternatywny dowód własnościowy, czyli, mówiąc konkretniej, przekonanie jakiegoś Żyda, że dane mienie było kiedyś żydowskie. Dowiadujemy się też, że całość żydowskich roszczeń sięga, bagatela, kwoty 65 mld zł.

Dowiadujemy się wreszcie – jak zaznacza autor, w oparciu o przecieki – że sprawa była omawiana w trakcie niedawnej wizyty prezydenta USA Baracka Obamy w Polsce, jednak jakiekolwiek wiążące ustalenia w tym zakresie pomiędzy obydwoma rządami zostały odłożone do jesieni, kiedy to ma zakończyć się wspomniana inwentaryzacja i wyłoni się nowy, względnie utrzyma się obecny porządek polityczny w efekcie wyborów. Co prawda, domniemywałem to już od pewnego czasu i dałem zresztą temu wyraz w poprzednim tekście pt. „Kolejna przereklamowana wizyta”, jednak wynurzenie red. Michalkiewicza sprowadzają owe domniemania na całkiem twardy już grunt.

Główny problem w podniesionej kwestii sprowadza się do tego, że owo „odzyskanie”, a w praktyce – czego nie kryje sam red. Michalkiewicz – gigantyczny rabunek Polski wymaga formalnej podstawy prawnej na gruncie naszego tubylczego porządku prawnego w postaci stosownej ustawy. Inaczej nie da się owego „odzyskania” przeprowadzić – w świetle obowiązujących obecnie w III RP uregulowań jest ono formalnie niemożliwe. I to był właśnie jeden z głównych powodów, dla których Obama zahaczył wreszcie o Warszawę. Przyjechał po prostu naciskać w tym kierunku na obecny układ władzy.

Wobec powyższego red. Michalkiewicz proponuje, aby „każdego kandydata na posła czy senatora przeegzaminować z jednej tylko kwestii (dlaczego tylko z jednej) – czy zamierza przyłożyć rękę do stworzenia owych pozorów legalności dla rabunku Polski”. Mam wielką nadzieję, że red. Michalkiewicz pojmuje swoją propozycję całkowicie na serio i że nie przewiduje żadnych wyjątków w tym zakresie; że temu egzaminowi zostaną poddani wszyscy kandydaci na parlamentarzystów znajdujący się na listach wszystkich partii politycznych, a jego wyniki ujawnione z dostatecznym wyprzedzeniem przed terminem wyborów przed całym Narodem Polskim i opublikowane m.in. w „ND”. Mam również nadzieję, że zostanie mu poddany także Jarosław Kaczyński i sympatyzujący z nim zwolennicy dalszego zacieśniania stosunków polsko-amerykańskich. Należy ich zapytać, jak sobie wyobrażają dalsze zacieśnianie tego „strategicznego sojuszu”, przy jednoczesnym przeciwstawieniu się zakusom działającego z terenu USA i przy wsparciu jego oficjalnych władz żydowskiego lobby i wymiganiu się od wypłacenia owych 65 mld. Czyżby liczyli na to, że potencjalny następca Obamy – Republikanin postawi się temuż lobby ze względu na jakąś tam Polskę?

Andrzej Turek