Pakt fiskalny przepchnięty

Bez nadmiernego rozgłosu, przeciwnie – pod swoistą osłoną dymną (ciekawe np. czy data rozpoczęcia procesu domniemanej dzieciobójczyni Katarzyny W. nie miała żadnych politycznych podtekstów?) Sejm udzielił swego przyzwolenia na ratyfikację przez III RP tzw. paktu fiskalnego.

Gwoli jasności – mimo że kwestia ta jest wałkowana medialnie już od długiego czasu – przypomnijmy w tym miejscu, że pakt ten, zwany również niekiedy traktatem fiskalnym, wymyślony w 2011 r. i podpisany przez przywódców 25 krajów członkowskich UE (spośród 27 przynależących doń ogółem, bez Wielkiej Brytanii i Czech), w tym przez wszystkie kraje strefy euro, pozwala organom unijnym (Radzie UE i KE) ingerować w budżety krajowe członków tejże strefy. W języku dyplomatycznym ma to służyć zwiększeniu dyscypliny budżetowej w Eurolandzie i zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się kryzysu oraz bankructwom kolejnych krajów członkowskich. Po jego wejściu w życie – co ma nastąpić po jego ratyfikacji przez przynajmniej 12 spośród 17 członków strefy euro (to jasno pokazuje, że osławiona zasada unijnej jednomyślności odchodzi ostatecznie do lamusa) – wszyscy sygnatariusze będą mieli nałożony m.in. obowiązek utrzymywania swojego deficytu budżetowego poniżej 3 %, zaś długu publicznego poniżej 60% PKB. W przypadku naruszenia obowiązujących limitów będą mogli być karani przez Trybunał Sprawiedliwości UE do wysokości 0,1 swego PKB.

Jak nawet dziecko mogło przewidzieć, za stosownym projektem ustawy głosowały zgodnie PO, PSL, SLD i RP, natomiast przeciw były PiS i SP („ziobryści”). Pakt został przepchnięty gładko i szybko. Nawet poprzedzająca głosowanie sejmowa debata była bardzo krótka i uboga w treść. Zagajający ją premier D. Tusk udzielił najpierw pp. posłankom i posłom informacji odnośnie rezultatów ostatniego unijnego szczytu ws. „nowej (unijnej) perspektywy budżetowej na lata 2014-2012” (tzn. pochwalił się w praktyce, ile to unijnej „kasy” „wywalczył” dla Polski), po czym przeszedł do zachwalania zgłoszonego projektu. Te śpiewki-slogany doskonale już znamy. Poza standardowym już argumentem, iż będzie to akt elementarnej solidarności z całą, walczącą z kryzysem unijną wspólnotą, usłyszeliśmy tym razem ponadto, że akt ten jest wyrazem „polityki odpowiedzialnej” , która wzmocni pozycję III RP w „europejskiej rodzinie”. Zero zaskoczenia – od zawsze wiemy, że p. premier i jego cały polityczny obóz chciałby ze wszystkich sił, by Polska popłynęła w „głównym nurcie” integracji europejskiej i że, gdyby leżało to tylko w jego mocy, zafundował by nam wspaniałe euro już dzisiaj.

Posłowie PiS i SP, tym razem zgodnie i rzeczywiście „solidarnie”, oponowali, stawiając wnioski o odrzucenie projektu w całości lub, w ostateczności, o odesłanie go do komisji. Już po fakcie, przywódcy obydwu ugrupowań zadeklarowali natomiast, że skierują sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ w ich opinii głosowanie tego rodzaju wniosku zwykłą, a nie kwalifikowaną (2/3) większością głosów jest niezgodne z konstytucją. Sam Jarosław Kaczyński pozwolił sobie przy okazji zawyrokować, że: „pakt w istotny sposób ogranicza naszą suwerenność (stąd właśnie ów zarzut niekonstytucyjności), bez żadnego uzasadnienia dla polskich interesów”. Także i w tym wypadku rzeczywiste intencje tychże „prawicowo-patriotycznych” ugrupowań są bardzo proste do przejrzenia. Wyraża je celnie treść jednego z anonimowych internetowych komentarzy:

„Wielka łaska. Przecież w takich momentach, tzn. gdy większość jest zagwarantowana, wręcz trzeba zaprezentować patriotyczne zdanie. To nic nie kosztuje, w niczym nie przeszkodzi, a jak procentuje u wyborców PiS-u. Ustawa przeszła, a PiS po raz kolejny swoim skretyniałym wyborcom wmówił swoje euro-dziewictwo”.

Bardzo celna refleksja – jest najzupełniej oczywiste, że TK przy swoim obecnym składzie personalnym potraktuje wniosek PiS i SP odmownie. Ale nimb obrońców polskiej suwerenności finansowej i polskiej złotówki pozostanie – przynajmniej w głowach gawiedzi, której ci u nas przecież nie brakuje. Przy okazji zatrze się jeszcze bardziej w pamięci elektoratu, jak to Kaczyński najpierw współdziałał w wpychaniu Polski do UE, a następnie jak to, wespół ze swoim śp. bratem, przypieczętował uwikłanie jej w traktat lizboński, który stanowi przecież nie mniejsze, ale nawet większe ograniczenie tejże suwerenności.

W tym ostatnim przypadku głosowano przecież – a jakby inaczej – większością kwalifikowaną, zaś stronnictwo p. Kaczyńskiego wsparło nastawioną oficjalnie euroentuzjastycznie koalicję rządową PO-PSL potrzebną ilością głosów, resztę rezerwując do zapewnienia sobie swoistego alibi przed patriotycznym elektoratem(na tę okoliczność zrezygnowano formalnie z dyscypliny klubowej, także członkowie sejmowego klubu PiS-u głosowali teoretycznie wg. własnego sumienia i uznania, bez „jakichkolwiek nacisków z góry”). Ale koniec końców i tak wyszło – jak to się mniej więcej wyraził wyraźnie zadowolony p. prezes – jak to było zaplanowane.

Ot, i masz człowieku cały pisowski „patriotyzm”!

Andrzej Turek

PS. Pakt fiskalny ma obowiązywać na terytorium III RP dopiero po ewentualnym przyjęciu przez nią euro, czyli nieprędko, lub – miejmy nadzieję – wcale. Niemniej, jak z tego logicznie wynika, przymiarki i usiłowania w tym kierunku idą cały czas.