Piast Polski - Strona 3 z 33 - Rzetelne źródło informacji i opinii.
Czy komuś coś się tu pomyliło?

54a639999dbf0_pKreowany usilnie na czołowe młode pióro obozu „niepodległościowego” wzięty felietonista, a ostatnio rasowy reporter objeżdżający najbardziej zapalne miejsca globu, p. Dawid Wildstein uznał wreszcie fakt wielkiego zagrożenia wynikającego dla Polski z rosnącego w szybkim tempie prawdopodobieństwa kompletnej destabilizacji Ukrainy, a nawet – co więcej – postanowił zaalarmować o tym niebezpieczeństwie rodzimą opinię publiczną w tekście podsumowującym główne problemy sytuacji międzynarodowej w 2015 r. i zawierającym prognozy na rok obecny:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Dawid-Wildstein-kazda-destabilizacja-Ukrainy-rykoszetem-trafi-tez-w-Polske,wid,18080867,wiadomosc.html?ticaid=11643c

Wysunięte przezeń w tymże podsumowaniu i zarazem prognozie spostrzeżenia, wnioski i konkluzje są wszelako – bardzo delikatnie rzecz ujmując – tak wysoce „oryginalne”, że doprawdy nie sposób przejść nad nimi obojętnie do porządku dziennego. P. Wildsten jr. stwierdza więc, m.in.: że: „Polsce nie na rękę jest coraz gorsza sytuacja na Wschodzie. Możliwe, że na Ukrainie zaczną wzrastać nastroje radykalne. Putin zapewne będzie prowokować antypolskie wystąpienia. Może się u nas znaleźć wielka fala uchodźców ukraińskich. Każda destabilizacja Ukrainy rykoszetem trafi też w nas… itd.”.



Czytaj dalej

Bitwa Warszawska w świetle faktów – cz. 6 (zakończenie i podsumowanie)

FotoB-matka-boza-laskawa-a-cud-nad-wisla_8457Historyczny spór o zasługi w bitwie warszawskiej – c.d.

W tym miejscu trzeba napisać przynajmniej kilka zdań o przyczynach i okolicznościach narodzenia się legendy gen. Weyganda jako rzekomo głównego autora polskiego zwycięstwa w bitwie warszawskiej. Jak już po części sygnalizowałem w poprzedniej części tych rozważań, legenda ta ma bodaj swe główne źródło w dość specyficznym pojmowaniu przez Francuzów, podobnie jak i zresztą przez inne zachodnioeuropejskie narody o silnych tradycjach kolonialnych, określenia – doradca. Dodatkową pożywką dla jej powstania i szerokiego rozpowszechnia się było z pewnością również całkiem oczywiste poczucie wyższości u francuskich elit wojskowych względem kadry dowódczej dopiero co odradzającego się Wojska Polskiego. Podsumowuje to bardzo zwięźle, a przy tym niezwykle trafnie i celnie przywoływany już tyle razy Jędrzej Giertych: „(…)Jest dzisiaj szeroko rozpowszechnionym poglądem na zachodzie – we Francji przyjętym niemal powszechnie – że istotnym zwycięzcą w Bitwie Warszawskiej i w całej wojnie polsko-bolszewickiej był generał Weygand: przyjechał, udzielał dobrych rad, rady te były skrupulatnie wykonywane i wojna została wygrana.



Czytaj dalej

O co tu naprawdę chodzi?

trybunal-konstytucyjny_25194216Nie widać końca krzykliwego, chwilami wprost karczemnego, a przede wszystkim w gruncie rzeczy niezrozumiałego dla dużej części, a zapewne nawet większości opinii publicznej sporu o Trybunał Konstytucyjny; sporu, który – całkiem niespodziewanie – zdominował prawie całą debatę publiczną już od dobrych kilkunastu dni. Nie zamierzam tu i wręcz nawet nie mogę – jako osoba zupełnie niekompetentna w kwestiach, które są rozbieżnie oceniane i interpretowane nawet przez rozmaite, większe i mniejsze, autorytety prawnicze – wchodzić głębiej w czysto prawny aspekt tej awantury. Chwilami nasuwa się zresztą przypuszczenie, że pewnie i sam król Salomon miałby niemałe trudności z rzetelnym rozstrzygnięciem tych do głębi „zamotanych” kazuistycznych sporów i przetargów i wydaniem jednoznacznego oraz definitywnego wyroku. Nawiasem mówiąc, nasuwa się też i kolejna, bardzo oczywista i prosta refleksja, a mianowicie ta, że to nie tyle sama mnogość i nawet daleko posunięta drobiazgowość spisanych i formalnie zadeklarowanych wszem i wobec regulacji prawno-ustrojowych, lecz przede wszystkim ogólny poziom kultury politycznej i prawnej – cechującej nie tylko wąskie elity, ale również i szerokie masy społeczne danego organizmu państwowego – kultury osadzonej zawsze w skrystalizowanych, mocno ugruntowanych i scementowanych, zazwyczaj wielowiekowych tradycjach politycznych, decyduje w ostatecznym rozrachunku o sprawności i efektywności funkcjonowania określonej formy ustrojowej.



Czytaj dalej

W ślepy zaułek

WebP. Witold Waszczykowski już od szeregu lat niezwykle wytrwale i konsekwentnie pracował na miano jednego z najgorętszych rodzimych NATO-manów i amerykanofilów a zarazem zdeklarowanych, pryncypialnych rusofobów, stąd też jego nominacja na stanowisko ministra spraw zagranicznych w rządzie p. Beaty Szydło poniekąd sama w sobie aż nadto jasno określiła i zamanifestowała główne pryncypia i – wyrażając się może nieco na wyrost – linię polityki zagranicznej tegoż gabinetu. Podobnie już na wstępie urzędowania świeżo upieczonego ministra było aż nadto jasne, że skupi on całą swoją energię i wysiłki przede wszystkim wokół – myślę, że można zaryzykować takie stwierdzenie – swego życiowego celu i projektu, jakim jest instalacja stałej natowskiej (w praktyce zaś amerykańskiej) infrastruktury wojskowej w Polsce w każdych warunkach i za wszelką cenę. Mając zaś w pamięci te wszystkie, wylewane na prawo i lewo, żale p. Waszczykowskiego z powodu nie doprowadzenia do skutku budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terytorium III RP (co było bezpośrednią konsekwencją nastania akurat polityki przejściowego zresztą „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, a w opinii samego zainteresowanego także i pewnej opieszałości ze strony rządzącej podówczas PO), łatwo było przewidzieć, że uczyni on teraz, co tylko leży w jego mocy, by zrekompensować sobie tamto niepowodzenie sprowadzeniem nad Wisłę przynajmniej jakiejś jednej porządnej bazy US Army (i ewentualnie wojsk sojuszniczych). Wszelkie inne cele i zagadnienia muszą w tej sytuacji zejść na plan dalszy – to całkiem jasne.



Czytaj dalej

Z Niemcami przeciwko Rosji

prezydent-duda-wizyta-w-niemczechTak można – może nieco zbyt dosadnie, ale jednak zasadniczo w zgodzie z faktami – podsumować propagandowy wydźwięk niedawnej wizyty prezydenta RP, p. Andrzeja Dudy w Niemczech. Taki wniosek wyłania się już choćby z lektury treści wywiadu, udzielonego przezeń największej niemieckiej (i w ogóle europejskiej) bulwarówce „Bild” tuż przez wylotem do Berlina. Dowiadujemy się m.in. z niego, że:

„Wśród wielu poruszonych kwestii znalazł się także konflikt ukraiński. Polski prezydent stwierdził, że w interesie Polski i Europy leży pomaganie Ukrainie.

– Powinniśmy zintegrować Ukrainę we wspólnocie europejskiej. Tylko jeśli damy Ukrainie perspektywę rozwoju politycznego i gospodarczego, by mogła spełnić kryteria członkostwa w UE, będziemy w stanie ustanowić tam pokój i bezpieczeństwo. Europa musi stanąć po stronie Ukrainy. Demokratyczna i stabilna Ukraina u naszego boku – to potężny potencjał, inwestycja na przyszłość, a nie obciążenie – mówił Duda.



Czytaj dalej

Bitwa Warszawska w świetle faktów – cz. 5

Dalszy przebieg działań wojennych i zawarcie pokoju

Traktat_ryski_1921Niezwłocznie po ukończeniu bitwy warszawskiej gen. Rozwadowski przystąpił do zorganizowania polskiego kontrnatarcia na środkowym i południowym odcinku frontu. W tym celu przerzucił z powrotem w okolice Lublina 4 armię i część sił dotychczasowej 5 armii. Pierwszym jego celem stała się 1 AK Budionnego, która ruszyła wreszcie 20 sierpnia spod Lwowa, by przez Sokal, Hrubieszów i Zamość wyjść na tyły Grupy Uderzeniowej. Wkrótce do wymienionych sił polskich dołączyły jeszcze 13 DP, stanowiąca dotychczas część garnizonu Lwowa, oraz nowo sformowana 1 Dywizja Jazdy płk. Juliusza Rómmla. 1AK znalazła się w efekcie w bardzo niekorzystnym położeniu strategicznym i została dotkliwie pobita w wielkiej bitwie kawaleryjskiej pod Komarowem, niedaleko Zamościa. Jedynie nędzne jej resztki zdołały przebić się przez polskie linie i przedostać zza Bug. Owa słynna jednostka, która zadała siłom polskim tak wielkie straty w walkach na Ukrainie, została więc już praktycznie wyeliminowana trwale z działań wojennych. Następnie Rozwadowski zorganizował koncentryczne uderzenie z terenu Wołynia armią gen. Sikorskiego i z terenu Podola armią gen. Hallera, które doprowadziło do rozbicia w dniach od 12 do 21 września praktycznie całego Frontu Południowo- Zachodniego. Dotkliwie pobite wojska bolszewickie, rozpoczęły szybki odwrót na wschód. Wojska polskie dotarły szybko z powrotem do rzeki Zbrucz. Nie oznaczało to jednak wcale bynajmniej jeszcze walnego polskiego zwycięstwa. Aby przechylić ostatecznie szalę zwycięstwa na swoją stronę, trzeba było jeszcze stoczyć jeszcze jedną krwawą bitwę z wojskami Tuchaczewskiego, zgrupowanymi na północy.



Czytaj dalej