Obama w kozim rogu

„Dymitr Susłow: „Obama zagonił sam siebie w kozi róg”

Historia zna przypadki, kiedy Stany Zjednoczone w pojedynkę napadały na inne kraje. Jest to możliwe także i teraz, zwłaszcza po tym, gdy Waszyngton stracił swego najpotężniejszego sojusznika – NATO. Dlaczego przywódcy Sojuszu Północnoatlantyckiego nie chcieli walczyć w Syrii? Nasza Rozgłośnia otrzymała wyjaśnienia od zastępcy dyrektora Centrum Badań Europejskich i Międzynarodowych Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie, Dymitra Susłowa.

(D. Susłow): – Są dwie przyczyny. Pierwsza przyczyna – to brak możliwości, druga – niechęć. Rzecz w tym, że zdecydowana większość krajów NATO od dziesiątków lat redukuje wydatki wojskowe. Już operacja w Jugosławii w 1999 roku pokazała, że Europa traci zdolność do prowadzenia wojen. A kolejne konflikty wojenne w Iraku i w Afganistanie, a także ostatni konflikt wojenny w Libii z udziałem NATO wykazały, że bez wsparcia Stanów Zjednoczonych, które odgrywają decydującą rolę w tych konfliktach, sami Europejczycy nie są w stanie prowadzić nowoczesnych, najlepiej bezkontaktowych i przynoszących małe straty własne wojen. Jest to pierwszy i najważniejszy powód: oni tną budżety wojskowe.

Także wola polityczna do prowadzenia wojen jest w Europie, a także na całym Zachodzie, bardzo mała. Skutkują tu wszystkie negatywne doświadczenia Iraku i Afganistanu. A trzeci powód – to niechęć do angażowania się w konflikt z trudno przewidywalnymi, a przy tym z pewnością negatywnymi konsekwencjami. Syria jest bardzo skutecznym i silnym graczem w wymiarze wojskowym. Jest mało prawdopodobne, że Baszar Asad będzie sam uderzał na Izrael czy Jordanię, czego te kraje się obawiają. Lecz, najprawdopodobniej, takie działania może podjąć Iran. Dla Europejczyków, to już tym bardziej zbyt wiele!

Dlatego widzimy, z jaką rozkoszą jeden z głównych sojuszników Stanów Zjednoczonych – Wielka Brytania i jej premier Dawid Cameron – zgodził się z (antywojenną) decyzją swego parlamentu. To było to, czego w skrytości chciał brytyjski gabinet i czego pragną, jak mi się wydaje, wszyscy Europejczycy.

– Unia Europejska nie chce się angażować w konflikt syryjski. Stany Zjednoczone pozostają ze swoim pomysłem w osamotnieniu. Czy były już precedensy, gdy Waszyngton działał sam?

(D. Susłow): – Precedensów jest wiele. Niedawny przykład – to interwencja w Iraku. Tam ani NATO, ani tym bardziej Rada Bezpieczeństwa ONZ nie zgodziły się z tą decyzją. Lecz Stany Zjednoczone zmontowały koalicję państw, które wspierały – nie tylko uczestniczyły, ale i wspierały – tę operację.

Ale były też precedensy, gdy Stany Zjednoczone jednostronnie stosowały siłę militarną. Na przykład, operacja przeciwko Grenadzie na początku lat 80-tych XX w., którą przeprowadziła administracja Reagana. Praktycznie nikt tej operacji nie poparł. Była to absolutnie operacja jednostronna! W czasach zimnej wojny tych operacji było bardzo dużo. Przypomnijmy wysadzenie amerykańskiego desantu w Zatoce Świń na Kubie jeszcze w latach 60-tych XX w., kiedy to po raz kolejny próbowano obalić Fidela Castro. Dlatego i tutaj sprawa na tym się nie skończy.

Inna sprawa, że same Stany Zjednoczone nie chcą angażować się w tę wojnę. Jest oczywiste, że Obama prowadzi na razie „wojnę słów”. Robi on wszystko w tym celu, by oddalić moment użycia siły. Zagonił sam siebie w kozi róg. Działania Ameryki pokazują, że jest ona zdezorientowana. Z jednej strony, Obama długo mówił o niedopuszczalności przekroczenia czerwonej linii. Obecnie gromko rozgłasza, że Asad tę czerwoną linię przekroczył. Czyli należy działać. Ale Ameryce nie chce się działać zupełnie z tych samych przyczyn, co i Europie. Ameryka także redukuje swoje wydatki wojskowe.

Dlatego Obama waha się. Dlatego mówi też, że jeśli to uderzenie nastąpi, będzie ono krótkie, punktowe i nawet nie ukierunkowane na zmianę reżimu (w Syrii). Inna rzecz, że gdy tylko to uderzenie zostanie zadane, wydarzenia będą się rozwijać zgodnie z własną logiką, a Stany Zjednoczone znajdą się w sytuacji prowadzonego, a nie prowadzącego.

– W tej chwili Obama czeka z rozpoczęciem operacji na zgodę Kongresu. Jak na tym tle przywitają Obamę w Petersburgu (na szczycie G20, 5-6 września 2013 r. – przyp. tłum.)?

(D. Susłow): – Myślę, że decyzja Kongresu będzie albo jednocześnie, albo po zakończeniu szczytu „wielkiej dwudziestki” w Petersburgu. Tylko dlatego, by dać Obamie możliwość uratowania czegoś konstruktywnego. Ma on jeszcze taką możliwość w ramach dialogu z partnerami z „wielkiej dwudziestki”, a w szczególności z Rosją. I z takimi krajami, jak Chiny, które także nie popierają zastosowania siły wojennej wobec Syrii. I nie zgadzają się z tym, że Asad rzekomo użył broni chemicznej. Oznacza to, że będzie utrzymana przerwa (w działaniach) do zakończenia tego szczytu. Da to Obamie możliwość wystąpienia po raz kolejny na tym szczycie. Przedstawienia jakichś dowodów, które rzekomo posiada wywiad amerykański, odnośnie stosowania broni chemicznej przez Syrię. Ponownego spróbowania przekonania Rosji i Chin, żeby nie blokowały w Radzie Bezpieczeństwa ONZ tej operacji. I przyjęcia jednak rezolucji, warunkowej libijskiej, w sprawie Syrii, to znaczy (rezolucji) dopuszczającej krótkotrwałe użycie siły wojennej. Po czym, najprawdopodobniej, Kongres podejmie decyzję o użyciu siły zbrojnej. I w ciągu kilku dni, a może tygodni, Stany Zjednoczone uderzą.

– A czy nie może być tak, że sam Obama nie chce angażować się w konflikt, nie życząc sobie zepsuć wizerunku laureata pokojowej nagrody Nobla?

(D. Susłow): – Ten dylemat stoi przed Obamą od samego początku. W okresie swojej prezydentury ryzykuje on rozpoczęcie już trzeciej wojny! Pierwsza i główna jego wojna – to Afganistan. A druga – to Libia. A trzecią może stać się Syria. Ale Obama słusznie się obawia, że po tym wszystkim, co w ostatnich tygodniach zostało powiedziane przez niego, Józefa Bidena i Jana Kerry, nie zastosowanie teraz siły oznacza poderwanie swojej reputacji. Oznacza poderwanie swojego autorytetu i swojego przywództwa na arenie międzynarodowej!

Dlatego ten atak, jeśli do niego dojdzie, będzie wymuszony, niechciany. Ale – być może – w jeszcze większym stopniu zagrozi amerykańskiemu przywództwu ze względu na negatywne skutki tego uderzenia. Lecz w perspektywie co najmniej krótkoterminowej Ameryka pokaże całemu światu, że jest odpowiedzialna za swoje słowa, że jej słowo, póki co, coś jeszcze znaczy. Właśnie to jest głównym powodem zbliżających się działań amerykańskich”.”

Tłum. – Grzegorz Grabowski

Tekst oryginalny:
http://rus.ruvr.ru/2013_09_03/exvideo-Dmitrij-Suslov-Obama-zagnal-sebja-v-ugol-8491/ (03.09.2013).