LPR-bis?

Zbigniew Ziobro postanowił postawić ostatecznie przysłowiową kropkę nad i w kwestii, która skądinąd już dawno była w istocie przesądzona. Zapowiedział mianowicie, na zjeździe „Solidarnej Polski” w Jarosławiu, utworzenie z początkiem przyszłego roku nowej partii politycznej. Zasadniczym celem tej operacji ma być przywrócenie „prawicy” „zdolności do wygrywania”.

Nowo wschodząca gwiazda polskiej polityki tak oto określa jej misje i główne zadania: „Dzisiaj, przy słabych rządach PO, przy zagrożeniu tego hochsztaplera polskiej polityki Palikota dla naszej tożsamości, dla naszej kultury, przy wizjach ministra Sikorskiego, który proponuje likwidację polskiego państwa i budowę państwa federacyjnego Europy, Polska potrzebuje profesjonalnej, opartej i zakorzenionej w wartościach i mającej jasne cele nowej formacji prawicowej”.

Wszelako głównym przedmiotem trosk tejże nowej „prawicy” ma być polska rodzina: „Problem demografii i polityka prorodzinna powinna należeć do zasadniczych celów, jakie każda polska partia powinna sobie stawiać, a tak nie jest. Będziemy tą formacją, która kwestię polityki prorodzinnej będzie traktować jako sprawę fundamentalną, jako sprawę priorytetową” (Innymi słowy, Ziobro pośrednio tym samym przyznaje i stwierdza, że PiS, w którym tkwił tak długie lata, bynajmniej taką formacją prorodzinną nie był i nie jest). Zapowiedział również starania na rzecz wprowadzenia w Polsce mechanizmów wspierania rodzinny, funkcjonujących w wielu krajach zachodnioeuropejskich, i zapewnił, że zbudowana przez niego partia znajdzie potrzebne na to pieniądze. Brzmi to wszystko kusząco i górnolotnie.

Cóż, wychodzi na to, że „ziobryści” doskonale zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa utknięcia na politycznej mieliźnie wskutek przylgnięcia do nich łatki prostego PiS-bis. Postanowili zatem objawić się jako coś w rodzaju LPR-bis, czyli anonsowanej już formacji „narodowo-katolickiej”, może różniącej się od pierwowzoru wysunięciem na pierwszy plan „katolickości” przed „narodowością”. To może być bardzo zręczne posunięcie socjotechniczno-wizerunkowe. Pomyślmy tylko: świeżo poślubiona, nadzwyczaj atrakcyjna małżonka, malutki synek w wózeczku, świeżo upieczony, troskliwy tatuś, buteleczka z pokarmem – taki wizerunek, umieszczony na okładce jednego z najbardziej poczytnych pism (Angory), działa mocno na wyobraźnię. Zatem bardzo dobry chwyt, uwzględniający dokładnie warunki czasu, miejsca i sytuacji – okazuje się, że Ziobro to nie tylko twardy nieugięty szeryf, ale i samo uosobienie rodzinnych cnót. Szkopuł tylko w tym, że sam główny zainteresowany swego czasu, przynajmniej pośrednio, przyczynił się do wyeliminowania oryginału (LPR), a teraz próbuje podstawić ludowi kopię o nieznane jeszcze nazwie.

Jan Matusiewicz