Kompromisu nie będzie – czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) cz. 1

Krzysztof Tenerowicz (ur. 1980), „chętnie sięgający do realizmu politycznego w wydaniu Rafała Ziemkiewicza, w którym dostrzega wielką szansę na zmianę myślenia o Polsce dużej części z nas”, a poza tym redaktor naczelny portalu Mysl24.pl i kwartalnika „Myśl.pl”, radny sejmiku województwa małopolskiego z listy PiS, a następnie przewodniczący klubu radnych wojewódzkich Solidarnej Polski; według gazety.pl jeszcze w 2009 r. „związany z Młodzieżą Wszechpolską i LPR-em” – opublikował 19.12.2012 r. swoje wezwanie pt. „Potrzeba kompromisu”, skierowane do środowiska mec. Romana Giertycha i środowiska Roberta Winnickiego, od marca 2009 r. prezesa Stowarzyszenia Młodzież Wszechpolska.

Jak pisze p. Tenerowicz, „Roman Giertych o prezesie MW mówi, że „jest beznadziejnie durnym prezesem”. Ten odwzajemnia mu się stwierdzeniem, że „sam wzbudza śmiech i politowanie”. Tak wygląda dziś dialog ludzi odwołujących się do ideowej spuścizny obozu narodowego.” Tenerowicz przyznaje, że „Roman Giertych przegrał sromotnie. Wzięty w pisowsko-toruńskie kleszcze w zasadzie był skazany na klęskę. (…) Zyskał jednak sporo cennego doświadczenia, które w połączeniu z jego ponadprzeciętną inteligencją może procentować w przyszłości.”

„Żadne mrzonki o Polsce od morza do morza nie zastąpią konkretnych pomysłów. Co najwyżej ośmieszą ich autorów.” – przypomina ludziom Winnickiego Tenerowicz – „liderzy poszczególnych środowisk powinni wykazać klasę i spróbować się porozumieć, a przynajmniej zawrzeć „pakt o nieagresji”. (…)Dlatego apeluję o rozsądek i porozumienie. Schowajcie swoje zadry i pretensje do kieszeni. Ten, który potrafi wyciągnąć rękę do zgody, jest prawdziwym liderem. Ten zaś, który jej nie przyjmie, liderem być nie może i na to miano nie zasługuje. Pamiętajmy też, że ludzie, dla których tradycja endecka jest ważnym elementem życia, to nie tylko kolejne pokolenia Wszechpolaków. To także ludzie związani w przeszłości z ZCHN-em, a dzisiaj funkcjonujący w wielu środowiskach i formacjach politycznych od Platformy Obywatelskiej po rodzący się Ruch Narodowy. Oni wszyscy są potrzebni. Łatwiej ich skreślić niż zaprosić do współpracy. (…)Ja jednak wierzę, że ludzie odwołujący się do tradycji Popławskiego, Dmowskiego, Grabskich, Wasiutyńskiego czy Chrzanowskiego potrafią przejść do porządku dziennego nad własnymi urazami i zamiast czekać na porozumienie do późnej starości, zdecydują się na współpracę już dziś. Może niekoniecznie obok siebie, ale na pewno nie przeciwko sobie. Inaczej dowiodą tylko jednego: że z Ruchem Narodowym nie mają tak naprawdę nic wspólnego.”

Na trzeci dzień po tej publikacji pojawiła się odpowiedź. W tekście pt. „Kompromis środkiem, a nie celem” p. Robert Winnicki pisze:

„Od początku nie kryłem krytycznego stosunku i nieufności do środowiska skupionego wokół dawnych „wodzów” ruchu – Romana Giertycha i Wojciech Wierzejskiego. Od początku również w sposób zaplanowany i konsekwentny dążyłem do pozbawienia ich jakiegokolwiek wpływu na MW, co udało się osiągnąć w sposób zdumiewająco szybki i prawie „bezbolesny”, ponieważ moje poglądy podzielała przygniatająca większość aktywnych działaczy. (…)Roman Giertych wykorzystał ostatnie pięć lat by całkowicie zerwać ze swoją polityczną przeszłością i wszedł w poczet medialnych „janczarów” obozu rządzącego. Ukoronowaniem tego procesu były tegoroczne, spowiedniczo-rozrachunkowe wywiady do Gazety Wyborczej i pośrednie namaszczenie przez Adama Michnika na „dobrego endeka”. Giertych otwarcie zrezygnował z określania swoich poglądów jako „narodowe”, deklarując „konserwatyzm i liberalizm”. (…)„Wodzowie” [R. Giertych i W. Wierzejski – przyp. GG.] najpierw zniknęli z horyzontu, umywając ręce od jakiejkolwiek odpowiedzialności za ruch. Później jeden z nich zaczął budować indywidualną pozycję w środowisku demoliberalnym, a drugi założył pismo [w l. 2008-2009 Wierzejski był redaktorem naczelnym kwartalnika „Polityka Narodowa” – przyp. GG.], które, raczej nie dzięki jego postawie, dziś prezentuje twarde, narodowe poglądy. (…)Ich próby powrotu do „narodowej rodziny” poprzez rozsyłanie listów z miażdżącą krytyką obecnej MW, czy poprzez próby przechwycenia jednego z okręgów, naznaczone są tym samym, najgorszym z możliwych, stylem działania, który znamy aż za dobrze.”

W ślad za tym p. Winnicki konkluduje: „Kompromisu nie będzie, bo nie ma go z kim zawierać. Starsi działacze MW Giertycha pamiętają jako bezwzględnego i cynicznego manipulatora, młodsi kojarzą go jako „jednego z platformersów”. Nasi przyjaciele z Ruchu Narodowego: ONR, Z(wiązek) Ż(ołnierzy) NSZ (prezesem Zarządu Głównego ZŻ NSZ był w l. 2008-2011 Artur Zawisza – przyp. GG.), Ruch Wolności [nowa ponadpartyjna organizacja mająca zbliżać do siebie proamerykańskie środowiska liberalistów-korwinistów i ziemkiewiczowskich „nowoczesnych endeków” – przyp. GG.], poszczególne fundacje i dziesiątki innych struktur oraz inicjatyw lokalnych nie chcą mieć z tymi ludźmi nic do czynienia, a wszelkie koncesje na ich rzecz byłyby niezrozumiałe. Nie mamy jako MW, jako ruch, jako wyznawcy idei narodowej żadnego interesu, żadnego obowiązku ani żadnego moralnego prawa by z Giertychem i jego świtą iść na jakiekolwiek kompromisy.”

Do tej dyskusji Tenerowicza z Winnickim (w której zresztą wzięły udział na portalu mysl24.pl także inne osoby) odniósł się 21 grudnia – w tekście zatytułowanym „Pierogi ruskie w sałatce greckiej” (nacjonalista.pl) – Adam Gmurczyk, wieloletni prezes partii Narodowe Odrodzenie Polski i redaktor naczelny pisma „Szczerbiec”.

„Środowisko pisma „Myśl.pl” – pisze Gmurczyk – zaapelowało o jedność duchowo-organizacyjną środowiska Romana Giertycha i środowiska Artura Zawiszy. Młodzi aktywiści tego drugiego odrzucili pomysł ze wstrętem. W sumie – pomysł jakich wiele, nie wart chwilki uwagi, gdyby nie to, że jako rzecze Artur Zawisza w wywiadzie dla „N(najwyższego) Cz(asu)”: „Opieramy się na trzech środowiskach koncepcyjnych: wokół czasopisma „Mysl.pl” (…)czasopisma „Polityka Narodowa” (…)oraz wokół mającego ćwierćwiecze tradycji klubu „Vademecum”, działającego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim”. Czyli – na rzeczy coś tam jednak jest. Tym bardziej, że i drugi filar, „Polityka Narodowa” nie dosyć, że finansowana przez rzeczonego Giertycha jest (o czym było nawet na okładce tejże), to jeszcze ze wspomnianą „Myśl.pl” bierze udział w organizowaniu rocznicowej imprezy ku czci Dmowskiego (tego, którego Roman Giertych, jak mówił, do LPR by nie przyjął), autoryzowanej przez Wojciecha Wierzejskiego, oficjalnego podręcznego Giertycha Romana. Czyli – powtórzę po raz wtóry – coś na rzeczy być musi. Wspomniany na początku aktywista (Winnicki – przyp. GG.) środowiska Artura Zawiszy w mocnych słowach (jakże słusznych zresztą) zrugał Giertycha i pomysły unifikacyjne wieszcząc, że z kimś takim kompromisu nie ma. Tutaj jednak byłbym ostrożniejszy w oświadczeniach. Ostatecznie skład środowiskowy jest taki, że na kompromisy idzie ono chętnie. Kilka lat temu doprowadziły one nawet do adresów czołobitnych do Centrum Wiesenthala, opłacania za milion zielonych papierków „wykładu” Lecha Wałęsy, wchodzenia w samorządowe sojusze z Platformą Obywatelską czy maszerowania z PiSem. Polityka mainstreamowa generuje zasadę porannego budzenia się z ręką w nocniku. I lepiej, próbując ją uprawiać, do tego się przyzwyczaić.”

Nie wytrzymał także red. Jan Engelgard, który 23 grudnia ocenił proamerykańskich „nowoczesnych endeków” w artykule pod wymownym tytułem: „Imperium w krótkich spodenkach” (myslpolska.pl). Pod pretekstem recenzji najnowszego numeru kwartalnika „Polityka Narodowa” (czyli owego drugiego „twardego”, „koncepcyjnego” filara Ruchu pp. Winnickiego, Zawiszy i ich przyjaciół) red. Engelgard schłostał niemiłosiernie pomysł oddawania kontynuacji Ruchu Narodowego ludziom, którzy „mają jednak pewien problem – jak wmówić młodzieży, że ich koncepcje to czysta „idea narodowa”? I tu znaleźli gorliwych wykonawców – czy jak kto woli „pożytecznych idiotów”. Oni udowodnią, że Dmowski był politycznym rusofobem, chciał budować Międzymorze i na pewno pobłogosławiłby „żołnierzy wyklętych”. Przesada? No to niech każdy niedowiarek poczyta sobie główne teksty w najnowszej „Polityce Narodowej”.”

Na koniec Engelgard pisze: „Tymczasem „międzymorzanie” z uporem maniaka powtarzają swoje urojone oceny i sądy. Próbują w ten sposób udowodnić, raczej sobie niż innym, że są „prawdziwymi” spadkobiercami dziedzictwa Narodowej Demokracji, choć tak nie jest. Są jedynie nieudolnymi i żałosnymi kontynuatorami pewnego odłamu narodowo-radykalnego, który nie był nigdy głównym nurtem tego obozu i którego przedstawiciele szybko zweryfikowali swoje młodzieńcze poglądy. Powielanie tego typu poglądów, będących raczej wleczeniem się w taborach obozu Jerzego Giedroycia („Gazeta Wyborcza”), „Gazety Polskiej”, czy PiS-u w wydaniu hard – jest żenujące i smutne jednocześnie. Tym bardziej, jeśli odbywa się to przy akompaniamencie obelg rzucanych na ośrodek skupiony wokół „Myśli Polskiej” wskazujący na fałsz i kuriozalność głoszonych przez tych „narodowców” koncepcji. Tylko po jakiego licha głosić to pod szyldem narodowym? Nie lepiej zmienić tytuł pisma na „Myśl Mocarstwowa” albo „Międzynarodówka Nacjonalistyczna” i wszystko będzie w porządku – historycznie i politycznie.”

Chłoszcząc jedynie słusznych „narodowców” od Winnickiego, produkujących się w piśmie założonym przez Wierzejskiego i finansowanym (jeśli wierzyć Gmurczykowi) przez R. Giertycha, red. Engelgard przywołał swój nie tak dawny, minimalnie wyprzedzający katastrofę smoleńską tekst pt. „Młodzieńcze uproszczenia” („Myśl Polska” nr 13-14/2010, pierwodruk: engelgard.pl, 15.03.2010), w którym jasno oświadczył: „nie piszmy bzdur, jakoby „Myśl Polska” z uporem maniaka proponowała „kurs na Rosję” czy „sojusz z Rosją”. Dzisiaj nie jest to ani realne, ani nikomu potrzebne. Polska jest w strukturach zachodnich (NATO i UE) i pewnie długo w nich pozostanie. Rosja nie jest dziś Polsce potrzebna jako przeciwwaga dla Niemiec, bo Niemcy nie stanowią dla nas takiego zagrożenia jak 100 lat temu, a ponadto Niemcy i Rosja prowadzą obecnie politykę maksymalnego zbliżenia.

My domagamy się tylko zwinięcia beznadziejnej tzw. polskiej polityki wschodniej (promowanie na siłę Ukrainy jako „strategicznego” partnera, o kaukaskich szaleństwach obozu neoromantycznego nie wspominając), uznania realiów, czyli tego, że Rosja jest najważniejszym partnerem Polski na Wschodzie. Czyli – mówiąc prościej – skorelowania polskiej polityki z polityką Francji i Niemiec, nastawionej na stopniowe wkomponowanie Rosji w coś na kształt „Wielkiej Europy” (od Atlantyku po Pacyfik). I to nie my uprawiamy anachronizm, lecz piewcy polityki prometejskiej powołujący się – zresztą w sposób całkowicie bezzasadny – na Giedroycia czy Mieroszewskiego.”

* * *

Kończąc ten krótki przegląd ruchu w Ruchu (dawniej Narodowym) ową pesymistyczną konstatacją p. Engelgarda („Polska jest w strukturach zachodnich (NATO i UE) i pewnie długo w nich pozostanie.”), przypomnieć należy, że już kiedyś tak w Polsce było: „lata 1696-1772 to okres, w którym polityka polska była nie tyle „bezgłowa”, ile jej głowa przylegała do organizmów innych niż polski” (prof. J. Ekes). Skończyło się to uwiądem Polski prawdziwej – kontrreformacyjnej, feudalnej i sarmackiej, zastąpieniem jej przez oświeceniowo-masoński substytut, a w końcu wymazaniem samego państwa polskiego z mapy Europy.

A ponieważ historia lubi się powtarzać, to przy tego typu zagrożeniu niesnaski i kłótnie w obozie odżegnującym się od sojuszu i współdziałania z Rosją – bledną zupełnie i tracą na znaczeniu.

Grzegorz Grabowski

* * *

K. Tenerowicz, Potrzeba kompromisu
http://mysl24.pl/tematy-tygodnia/349-potrzeba-kompromisu.html (19.12.2012)

R. Winnicki, Kompromis środkiem, a nie celem
http://mysl24.pl/tematy-tygodnia/356-kompromis-srodkiem-a-nie-celem.html (21.12.2012)