Jaki jest cel afery podsłuchowej?

Na marginesie aktualnej afery podsłuchowej, w której nieznani sprawcy nagrali potajemnie w 2013 r. restauracyjne rozmowy szefa MSW i szefa NBP, a następnie upublicznili je za pomocą tygodnika „Wprost” – pojawił się szeroko nagłaśniany (nie tylko w mediach propisowskich) wątek propagandowy, czyli porównanie wypowiedzi Donalda Tuska z 2006 r. w sprawie tzw. taśm Renaty Beger[1] i w sprawie nielegalnego nagrywania pp. Sienkiewicza i Belki. Propaganda antyrządowa aż zachłysnęła się z oburzenia, że premier Tusk owo demaskatorskie nagrywanie niegdyś pochwalał jako działanie pro publico bono, a dzisiaj je bagatelizuje (jeśli wręcz nie gani), a prokuratura ściga je jako czyn niezgodny z prawem. „– Polacy mają prawo do wiedzy o tym, kto nimi rządzi i jak nimi rządzi i to prawo jest fundamentalne, bez tego demokracji nie ma” – grzmiał 18 czerwca Jarosław Kaczyński i w ślad za młodzianami z tzw. Ruchu Narodowego, którzy ad hoc urządzili w kilku miastach pikiety pod hasłem „Rząd do dymisji!”[2] – wezwał „wszystkie siły demokratyczne w Polsce do wspólnej akcji przeciwko tej władzy”[3].

Serwis Tomasza Lisa natemat.pl również nie omieszkał podkreślić, że „afera podsłuchowa ujawniona przez „Wprost”, wbrew danej na Twitterze obietnicy, została przez Tuska zbagatelizowana jak tylko się da. (…) Premier zatrzymał na stanowisku Bartłomieja Sienkiewicza, nie skrytykował Marka Belki, nie poparł pomysłu powołania komisji śledczej ani nie zwrócił się do Sejmu z wnioskiem o wotum zaufania. (…) bardziej stanowczy premier [Tusk] był w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Na przykład kiedy Renata Beger, wówczas posłanka Samoobrony, nagrała wiceprezesa PiS Adama Lipińskiego podczas dobijania politycznego targu. – Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej, jakiej dopuścił się PiS. Miliony Polaków mogły poznać dzięki tym nagraniom kulisy kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd – grzmiał Tusk. Część polityków PO domagała się nawet dymisji rządu [J. Kaczyńskiego].”[4].

Ostrożne zachowanie premiera Tuska w stosunku do bohaterów dzisiejszej afery zdaje się usprawiedliwiać p. Wojciech Wierzejski (w 2006 r. poseł LPR), którzy powiada: „Nie pomniejszając negatywnej strony afery taśmowej, wydaje się, że porównywanie jej do afery z nagrywaniem Lipińskiego przez Begerową jest mało zasadne. Tam partia rządząca nie chcąc z nikim mieć koalicji, a chcąc rządzić całkowicie samodzielnie, postanowiła wprost kupić pazernych parlamentarzystów z innych partii za stołki i kasę. Oferowano np. takiej Begerowej (!) stołek wiceministra, a posłom Samoobrony, którzy zdecydują się zdradzić własne kierownictwo obiecywano spłacić weksle z pieniędzy publicznych. Begerowa nagrała tylko wierzchołek góry lodowej. Z LPR wykupywano też co bardziej pazernych posłów za stołki wiceministrów lub synekury dla ich otoczenia. Finał? Wszystko rozeszło się po kościach, bohater afery – wiceprezes partii rządzącej (i ówczesny minister w kancelarii premiera) nie spotkał się z żadnymi zarzutami, do dziś jest wiceprezesem partii. Gdzie tu więc symetria?”[5].

Sytuacja jest o tyle delikatna, że, w przeciwieństwie do tamtych czasów, dzisiaj jeszcze nie jest wiadomo, kto w roku 2013 owych prominentów z kręgu Tuska nagrywał. Odpowiadając na pytania „Gazety Wyborczej” (z dn. 20.06), redaktor naczelny „Wprost” powiedział, że przedmiotowe nagranie otrzymał bezpłatnie ze źródła, którego tożsamości nie ujawni, oraz że „Są kulisy dostarczenia nam tego, z których wynika, że wcale nie chodziło o wysadzenie tego wszystkiego, elit politycznych w powietrze.”[6]. „Gazeta Wyborcza” zauważa jednak w komentarzu Pawła Wrońskiego, że „Teraz premier walczy z wirtualnymi zielonymi ludzikami. Nie znamy źródeł nagrań, nie wiemy, kto nimi dysponuje, nie wiemy, jaki jest cel nagrywającego, nie wiemy, kogo będą dotyczyć następne taśmy, o których istnieniu informują dziennikarze. Donaldowi Tuskowi przychodzi sprawować władzę w sytuacji nieustannego politycznego szantażu.”[7], a także przytacza opinię wicepremiera Piechocińskiego, który stwierdza, że afera jest „impulsem destabilizującym polską politykę. Silniejszym nawet niż afera „Olina”, czyli oskarżenie urzędującego wówczas premiera Józefa Oleksego o współpracę z obcym wywiadem.” i otwarcie podejrzewa, że „Może to też być akcja z zewnątrz. Akcja z zewnątrz w wykonaniu obcych służb.”, po której „PiS już dał sygnał: „na koń””[8].

Obserwatorzy krajowej sceny politycznej gubią się w domysłach. Tomasz Urbaś (m.in. od 2012 r. publicysta „Uważam Rze”, przewodniczący pro-„wolnorynkowego” Ruchu Wolność i Godność) postawił tu tezę, że na skutkach dzisiejszej afery, czyli na „politycznej śmierci Tuska” zyskają: Jarosław Kaczyński, prezydent Komorowski i… Władimir Putin: „Putin. Profesjonalista jeżeli chodzi o metody. Z pewnością ma Tuska na celowniku od Majdanu w Kijowie. Ubicie Tuska osłabiłoby pozycję Ukrainy w Unii Europejskiej.”[9]. Koncepcję winy sprawczej Putina wyśmiała jednak – o dziwo! – gwiazda publicystyki „smoleńskiej” Julia M. Jaskólska („Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Kurier Chicago”), pisząc: „Otóż ci, którzy domagają się dziś rozwiązania sejmu, dymisji rządu, dymisji ministra spraw wewnętrznych, to jak nietrudno wywnioskować ze słów pana premiera ruscy agenci. A to z tej przyczyny, że knajpa Sowy jest blisko rosyjskiej ambasady, gości jej pracowników, a zatem to źli ruscy założyli podsłuchy i nakręcili całą destabilizację państwa i zamach stanu wymierzony w rząd PO-PSL. Rzecz ciekawa, bo ta sama Rosja jeszcze tak niedawno była dobra i ogólnie grane było pojednanie. Mam nadzieję, że kolejne taśmy będą lepsze i że my, ruscy agenci, doczekamy się jakiegoś prowincjonalnego, ale podobnego w skutkach, Watergate.”[10].

Skoro zatem Putin miałby w tym przypadku być niewinny, to kto miałby interes w spreparowaniu „polskiej Watergate” i obaleniu premiera, dla którego (jakoby) „Rosja była dobra”?

Tu znowu oddajmy głos Urbasiowi. W jego kolejnym artykule pt. „Patriotyczna gra Belki”[11] czytamy: „Finał ujawnionej przez „Wprost” części rozmowy podkreśla, że przedmiotem dyskusji była zmiana ustawy o NBP, a nie stołek Rostowskiego. (…) W sierpniu 2013 r. Ministerstwo Finansów ujawniło projekt założeń do zmiany ustawy o NBP. W projekcie znajduje się niepozorne zdanie: „Proponuje się stworzenie możliwości sprzedaży i kupna dłużnych papierów wartościowych przez NBP także poza operacjami rynku otwartego.” Zdanie to ma charakter rewolucyjny.

To postulat umożliwienia bankowi centralnemu nabywania polskich obligacji skarbowych w celu emisji złotego i zapewnienia płynności rynkowi polskich papierów skarbowych na wzór operacji luzowania ilościowego Rezerwy Federalnej w Stanach Zjednoczonych. (…) W czasie rządów Rostowskiego w Ministerstwie Finansów propozycja [zawarta w projekcie założeń zmiany ustawy o NBP z sierpnia 2013 r. – GG.] emitowania przez NBP złotego przez skup polskich obligacji była potraktowana zdawkowo i skrycie, jakby przy pełnej świadomości możliwego sprzeciwu Rostowskiego. Dopiero w czasie, gdy minister [ten] tracił stanowisko, idea skorzystania w emisji złotego z polskich, a nie zagranicznych obligacji znalazła pełne rozwinięcie. Ujawniona przez „Wprost” rozmowa wskazuje na rozłam we władzach państwa. Sienkiewicz i Belka zdają się kierować interesem narodowym przy poszukiwaniu narzędzi walki z grożącym kryzysem gospodarczym. Na takie tło wskazuje również natychmiastowa pryncypialna krytyka Sienkiewicza i Belki przez Gazetę Wyborczą: „To złamanie prawa i dyskwalifikacja PO, jako siły politycznej zdolnej do rządzenia krajem – twierdzi prof. Kik. – Jeżeli mamy do czynienia z dogadywaniem się szefa niezależnego banku narodowego z ministrem konstytucyjnym, jeśli dochodzi między nimi do konspiracji, to jest to po prostu złamanie konstytucji – dodaje.”. 28 maja 2014 r. Ministerstwo Finansów przekazało projekt do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Sekretarz Rady Ministrów Maciej Brek ustalił, że projekt ma być przedmiotem obrad Rządu w dniu 10 czerwca 2014 r. Tego dnia z niejawnych powodów projekt spada z obrad rządu. Jednocześnie dziennikarze „Wprost” pracują nad przekazanymi im tajnymi nagraniami. (…) Ostatecznie założenia do zmiany ustawy o NBP mają trafić na obrady Rady Ministrów we wtorek 17 czerwca. W przeddzień posiedzenia rządu „Wprost” z aferalną zawartością trafia do sprzedaży.”

„Warto zbadać czy decyzje Rostowskiego były zgodne z interesem narodowym Polaków.” – konkluduje Urbaś, i tę jego nieśmiałą konkluzję można by nawet przyjąć, gdyby nie fakt, że obecna sytuacja polityczno-gospodarcza Polski nie zależy i nie zależała w ostatnich 25 latach tylko od tego jednego ministra (nb. w l. 1989-1991 doradcy wicepremiera i ministra finansów L. Balcerowicza), którego dziadek – jak czytamy w Wikipedii – profesor Jakub Rothfeld przeszedł z judaizmu na katolicyzm i po ewakuacji do Wielkiej Brytanii w 1940 r. zmienił swoje nazwisko na Rostowski i podawał się za Polaka. Trudno jest, oczywiście, porównywać Marka Belkę do Władysława Grabskiego, ale faktem jest, że i Druga Rzeczpospolita była w l. 20-tych i 30-tych XX w. przedmiotem agresji finansjery zachodniej (głównie angielskiej i amerykańskiej), która doprowadziła najpierw do obalenia W. Grabskiego (blokada kredytowa), a następnie do obalenia jego następcy J. Zdziechowskiego (zamach Piłsudskiego) i ustanowienia ścisłej kontroli Zachodu nad polską gospodarką i systemem finansowym (tzw. plan stabilizacyjny). Efektem było ujarzmienie polityczne narodu (zamordystyczny reżim „sanacji”), narzucenie niszczącej liberalnej formuły polskiej gospodarce (nie liczący się z interesem etnicznych Polaków, a zwłaszcza chłopów, „wolnorynkowy” kapitalizm z nieograniczonym transferem dochodów na Zachód) i jej krach w ramach tzw. Wielkiego Kryzysu, zadłużenie, nędza i masowa emigracja ludności, brak środków na obronność i błyskawiczny upadek państwa w 1939 r.[12]. – A historia, jak to mówią, lubi się powtarzać…

Cytowany wyżej wicepremier Piechociński naprowadza nas jednak na dużo szerszy ogląd naszej obecnej rzeczywistości, aniżeli p. Urbaś, sugerujący w swoim tekście, że idzie tu tylko o uniemożliwienie rządowi obrony polskiego interesu gospodarczego (a w każdym razie interesu gospodarczego elit III RP) przed idącym z zewnątrz poważnym kryzysem. Cofając się bowiem do czasów tzw. afery „Olina”, napotykamy na ciekawą wypowiedź prof. Macieja Giertycha z 1996 roku:

„Cały system władzy w PRL powiązany był siecią służb specjalnych, a służby te z KGB. Nikt szczebla sekretarza K[omitetu]W[ojewódzkiego PZPR] (a taką funkcję w Białej Podlaskiej pełnił Józef Oleksy) nie mógł być od tych powiązań wolny. Taka była polityka państwa i taką rolę pełniła nomenklatura. Tak w tym środowisku rozumiano wtedy interes Polski. Wszyscy o tym wiedzieliśmy. (…) Mnie nie tyle interesuje czy i jakie miał kontakty Oleksy z KGB, ale dlaczego właśnie teraz ktoś (kto?) uznał za celowe sprawę wywlec.

Wszystko wygląda mi na jakąś prowokację polityczną. Jestem jak najbardziej za usunięciem SLD od władzy. Nie mam cienia zaufania do jej polityków. Ale przy obecnym układzie sił w Sejmie nie jest to możliwe. Uważałem zmianę Pawlaka na Oleksego, z której tak był dumny prezydent Wałęsa, za zmianę na gorsze. Obawiam się, że i teraz zamiana Oleksego na Cimoszewicza będzie zmianą na gorsze.

O co idzie gra? Nie jest wykluczone, że prowokację wymyśliła sama KGB. Rosji mogło zależeć na tym, żeby Zachód uznał polskich polityków za nie godnych zaufania i zrezygnował z wpuszczania nas do NATO. Może jednak chodziło o coś wręcz przeciwnego i to z dwóch powodów.

Rząd Światowy chce w Polsce dwóch dużych ugrupowań, realizujących ten sam program, ale okresowo przekazujących sobie władzę. Jednym ma być lewica, z kimś takim jak Kwaśniewski na czele, a drugim tzw. centroprawica, z kimś takim jak Geremek na czele. Poseł Unii Wolności, Jan Rokita powiedział wprost: „Marzy mi się zdrowy podział sceny politycznej na dwa obozy. Każdy przejaw takiej polaryzacji witam z entuzjazmem, podobnie jak Leopold Unger” („Gazeta Wyborcza”, 20.XI.95). Teraz, gdy zbyt wiele władzy dostało się lewicy, Rząd Światowy może chcieć ją trochę osłabić, a przy okazji wzmocnić Unię Wolności. Wystarczy odpowiednio nagłośnić znane fakty kompromitujące ludzi lewicy, by nie czuli się zbyt silni i spokornieli. Czy dobrano się do skóry tym najniebezpieczniejszym dla Polski, śmiem wątpić.

Druga sprawa to uzależnienia zewnętrzne. Od pokoleń mamy w Polsce obóz prozachodni i prorosyjski. Jedni i drudzy zamiast liczyć na własne siły wspierają się poparciem zewnętrznym, zależy im na dobrej opinii czy to w Moskwie czy w Waszyngtonie (lub Bonn). Zachodni opiekunowie mogą obawiać się, że przy demokratycznym powrocie komunistów do władzy, nie tylko w Polsce ale i w Rosji, może nastąpić odbudowanie dawnych powiązań po linii koneksji partyjnych. Mogą obawiać się niezależnych od nich kontaktów polsko-rosyjskich. Chcą byśmy z Rosją rozmawiali poprzez Waszyngton czy Brukselę, a nie bezpośrednio. By przeciąć potencjalne koneksje podsunęli kompromitujące informacje, przy współpracy z tymi siłami w Rosji, które obecnie z Zachodem współpracują. Tam nie ma dziś jednolitego frontu, a w którym obozie jest Ałganow i jego mocodawcy nie wiadomo. Pewne osłabienie SLD może im być na rękę. Pomoc wywiadowcza z USA może być uznana za rosnące zaufanie Zachodu do nas. Oleksy osłony z Zachodu nie ma. Co innego Kwaśniewski. (…) Obawiam się, że Kwaśniewski to nie człowiek Rosji czy KGB, ale człowiek o wiele dla nas dziś groźniejszych zakulisowych sił zachodnich.”[13].

A zatem – per analogiam – w dzisiejszej aferze podsłuchowej być może „wcale nie chodzi o wysadzenie tego wszystkiego, elit politycznych w powietrze”, tylko o wzmocnienie – drogą zdyscyplinowania lub wymiany ekipy rządzącej – prozachodniego kursu III Rzeczypospolitej i jej sojuszu z USA i NATO. Wspomniana afera dzieje się przecież w określonym momencie, gdy wydarzenia wojenne u granic Rosji i Iranu przybierają na sile, a determinacja USA w realizacji ich geopolitycznych celów staje się aż nadto widoczna. Trzeba tu pamiętać o niedawnych słowach Romana Giertycha: „– Polacy idąc do głosowania w eurowyborach powinni sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcieliby, aby Polskę reprezentowali ci, którzy gotowi są posłać nasze wojska na front ukraiński, czy ci, którzy dbają o polski patriotyzm, ale są rozważni. Jestem przekonany, że gdyby teraz Polską rządzili Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i Adam Hofman, polskie wojsko byłoby na Ukrainie. To doprowadziłoby do otwartego konfliktu z Rosją”[14]. Czy możemy wobec tego wykluczyć, że dzisiejsza afera podsłuchowa nie służy – w ostatecznym efekcie – właśnie temu celowi?

Warto w tej skomplikowanej i niejasnej sytuacji popatrzeć, jak na jej tle wyglądają prymitywne hasła obalenia rządu Tuska, podnoszone przez amerykańskie i krajowe media propisowskie oraz zaplecze propagandowe tzw. Ruchu Narodowego i pomniejszych „narodowych” organizacyjek. Na bardzo skromnych liczebnie wtorkowych (17.06) pikietach młodzi ludzie wykrzykiwali hasła: „Rząd do dymisji”, „Rząd na bruk, bruk na rząd”, „Rząd pod sąd”, „Znajdzie się cela dla Bartłomieja”, a w Krakowie „znakiem rozpoznawczym tychże protestów stało się hasło: „Tusk, dupa i kamieni kupa””[15], co świadczy dobitnie o poziomie intelektualnym i politycznym sympatyków tzw. Ruchu Narodowego, a może przede wszystkim jego działaczy.

Ci z pewnością „polskiego Majdanu” nie zrobią, bo proamerykańskiemu lobby wystarczy, że antyrządowe hasła pomagają „pompować” w górę notowania PiS i KNP[16], czyli kolejnej prokapitalistycznej niby-alternatywy.

Grzegorz Grabowski

Przypisy:

[1] – Zob.: Oni oszukali Polskę
http://piastpolski.pl/readarticle.php?article_id=48 (25.08.2011).

[2] – Zob.: „Rząd do dymisji!”. Miejsca protestów [ze strony: „Nie lękajmy się, obalmy polski rząd”] https://www.facebook.com/nielekamysie/
posts/1453956738185366
(16.06.2014).

Manifestacje w Polsce – rząd do dymisji! Organizatorzy: Ruch Narodowy https://www.facebook.com/events/1516075641948687/ (17.06.2014).

„Rząd do dymisji!”. Relacja zbiorcza
http://narodowcy.net/polska/
9879-rzad-do-dymisji-relacja-zbiorcza
(18.06.2014).

Ruch Narodowy w Łodzi żąda dymisji rządu
http://narodowalodz.pl/index.php/lodz/
812-ruch-narodowy-w-lodzi-zada-dymisji-rzadu
(18.06.2014).

[3] – Kaczyński: wzywam do wspólnej akcji przeciwko tej władzy
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/
kaczynski-wzywam-do-wspolnej-akcji-przeciwko-tej-wladzy/yhm9k
(18.06.2014).

[4] – K. Sikora, Od tropiciela afer do poczciwego „oj tam, oj tam”. Tak Donald Tusk przez lata reagował na skandale http://natemat.pl/106619,od-tropiciela-afer-do-poczciwego-oj-tam-oj-tam-tak-donald-tusk
-przez-lata-reagowal-na-kolejne-afery
(17.06.2014).

[5] – Za stroną: Liga Polskich Rodzin – sympatycy
https://pl-pl.facebook.com/permalink.php?story_fbid=752541278117332&id=200660976638701 (18.06.2014).

[6] – Nie mamy innych nagrań. Rozmowa z Sylwestrem Latkowskim, „Gazeta Wyborcza” z dn. 20.06.2014 r., s. 8.

[7] – P. Wroński, Wyborów do parlamentu jesienią nie będzie, Tamże, s. 2.

[8] – PSL nie rzuca się na kość. Rozmowa z Januszem Piechocińskim, Tamże, s. 3.

[9] – T. Urbaś, Wybucha kolejny granat w szambie
https://pl-pl.facebook.com/UrbasTomasz/posts/289792497865257 (14.06.2014).

[10] – J. M. Jaskólska, My, ruscy agenci
http://www.stefczyk.info/blogi/jaskolczym-piorkiem/
my,-ruscy-agenci-,10911775940
(16.06.2014).

[11] – T. Urbaś, Patriotyczna gra Belki. Załamanie gospodarcze i walka z banksterami o polską suwerenność monetarną
http://www.urbas.mpolska24.pl/6469/patriotyczna-gra-belki (15.06.2014).

[12] – Zob.: G. Grabowski, Dwa „cudy nad Wisłą”
http://polski.blog.ru/124729955.html (12.08.2011), a także: Mit Eugeniusza Kwiatkowskiego
http://www.jednodniowka.pl/forum/viewthread.php?forum_id=5&thread_id=440 (03.01.2012).

[13] – M. Giertych, Polskie ZOO, „Opoka w Kraju” nr 16(37), luty 1996 r.
http://opoka.giertych.pl/owk16.htm

Przypomnijmy, że tzw. afera „Olina” została zapoczątkowana w dn. 21.12.1995 r. sejmowym wystąpieniem A. Milczanowskiego (współpracownika KSS KOR i działacza NSZZ „Solidarność”), a J. Oleksy zrezygnował ze stanowiska premiera w dn. 24.01.1996 r., zaś A. Kwaśniewski został wybrany na prezydenta w dn. 19.11.1995 r., a w dniu 23 grudnia tegoż roku rozpoczął urzędowanie.

[14] – Giertych: gdyby rządził Kaczyński, polskie wojsko byłoby na Ukrainie
http://www.tvp.info/15055185/giertych-gdyby-rzadzil-kaczynski
-polskie-wojsko-byloby-na-ukrainie
(03.05.2014).

[15] – Zob.: „Rząd do dymisji!”. Relacja zbiorcza
http://narodowcy.net/polska/9879-rzad-do-dymisji-relacja-zbiorcza (18.06.2014). Dosłownie: „Na krakowskich plantach zgromadziło się kilkaset, głównie młodych osób, domagano się dymisji rządu, wznoszono antyrządowe hasła, szczególnie dobitnie jedno, które stało się znakiem rozpoznawczym tychże protestów „Tusk, dupa i kamieni kupa”.”

[16] – Interia podkręca poparcie Korwina-Mikke [31 proc. na PiS. Pierwszy sondaż po aferze taśmowej] https://www.facebook.com/photo.php?
fbid=290907681087072&set=a.150546308456544.
1073741830.145876418923533&type=1
(17.06.2014).