Gdyby zwyciężył mormon…

Sobotnio-niedzielne wydanie „Naszego Dziennika” (z dn. 03-04.11.2012) z kandydatem Romneyem na okładce przypomniało nam znany już fakt, że linia polityczna tej gazety niekoniecznie musi być zbieżna z linią polityki propolskiej, z interesem katolickiego narodu polskiego.

Wysuwanie Romney’a na pierwszy plan w gazecie czytanej przez wielu polskich uchodźców w Ameryce miało swój praktyczny sens, podobnie jak jego niedawna przedwyborcza wizyta w naszym kraju. Z artykułu pt. „Romney pisze do Polaków”[1] dowiadujemy się, że „Spośród ponad 10 milionów obywateli USA o polskich korzeniach 600 tys. używa na co dzień języka polskiego. Zdecydowana większość (95 proc.) urodziła się w USA. W obecnych wyborach za decydujący uważa się wynik głosowania w stanach, w których Polonia jest bardzo liczna, w szczególności w Ohio.” – A zatem, jak można się domyślać, w propagandowych zabiegach „Naszego Dziennika” chodziło o to, by zmobilizować katolicką społeczność pochodzenia polskiego w USA do wzięcia masowego udziału w wyborach i spełnienia roli „języczka u wagi”, który miał przesądzić o zwycięstwie kandydata partii republikańskiej nad kandydatem demokratów.

Polacy-katolicy mieli więc zagłosować na… mormona. W imię czego? „Nasz Dziennik” tłumaczył to swoim czytelnikom posługując się stanowiskiem „działaczy Porozumienia Wydziałów Stanowych”, czyli opozycyjnej wobec kierownictwa Kongresu Polonii Amerykańskiej grupy, która „Widzi zagrożenia wolności i suwerenności w Polsce. Porusza ją dyskryminacja Telewizji Trwam i brak należytego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Widzi błędną politykę obecnego rządu i chce, aby Ameryka aktywnie wspierała Europę Środkową w walce ze wschodnim zagrożeniem, jak w czasach komunistycznych.” Owi opozycyjni wobec prezesa KPA „liderzy Polonii w kilku stanach: Nowy Jork, New Jersey, Kalifornia, Michigan, Floryda, Maine. Krytycznie oceniają politykę Obamy wobec Europy, NATO i Rosji. Uważają, że polityka resetu prowadzi do powstania politycznej próżni w Europie Środkowej i Wschodniej oraz osłabienia NATO. Taka polityka – twierdzą autorzy – nie przynosi żadnej korzyści Stanom Zjednoczonym, a jedynie rozzuchwala Rosję, co Zachód odczuwa w sprawie wojny w Syrii.” (tamże).

Widzimy zatem, iż motywacja religijna czy narodowa (polska) nie odgrywa tu właściwie żadnej istotnej roli. Dla owych polonijnych zwolenników prezydentury Romneya podstawową motywacją wydaje się być przede wszystkim chęć doprowadzenia do konfrontacji Stanów Zjednoczonych z Rosją, pragnienie „walki ze wschodnim zagrożeniem, jak w czasach komunistycznych”. – Czyżby dla tych ludzi czas zatrzymał się na dacie 13 grudnia 1981 roku? Jak w ogóle można nawoływać Polaków-katolików do wspierania polityki ataków na Rosję, gdy ta stała się dzisiaj – co zobaczyliśmy w sierpniu w Warszawie – faktyczną sojuszniczką polskich chrześcijan i polskiego Kościoła!?

Wróćmy jednak do aspektu religijnego. Na rosyjskim portalu „Wolna Prasa” pojawił się w styczniu 2012 r. ilustrowany artykuł Andrieja Połunina pt. „W Ameryce może dojść do władzy totalitarna sekta”[2]. Podkreślono w nim, że „Prezydenta-mormona w Stanach Zjednoczonych jeszcze nigdy nie było. Czarnoskóry prezydent – to tylko symbol zwycięstwa nad uprzedzeniami rasowymi. Lecz prezydent-mormon – to przede wszystkim zwolennik określonej ideologii, członek autorytarnej zhierarchizowanej struktury. Romney przez jakiś czas był mormońskim „biskupem”, czyli szefem parafii, a następnie kierował grupą 14 parafii w Bostonie, w stanie Massachusetts. (…) U nas uważa się często mormonów za protestantów. Jednakże Rosyjska Cerkiew Prawosławna[3] – podobnie jak Kościół Katolicki – bezwarunkowo nazywa Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich totalitarną sektą. Okazuje się, że Ameryce grozi prezydent-sekciarz. Taka perspektywa nie zachwyca także wielu Amerykanów. Zgodnie z najnowszym badaniem socjologicznym, od jednej czwartej do jednej trzeciej obywateli USA nie chciałoby widzieć na urzędzie prezydenckim mormona.”

W dalszej części cytowanego artykułu wypowiedział się znawca tematu, były szef rosyjskiego Interpolu, dr Władimir Owczynski:

„(Wolna Prasa) – Co będzie, jeżeli Romney zostanie nowym prezydentem USA?

(W. O.) – Oznacza to, że de facto Stanami Zjednoczonymi będą kierować w dużej mierze mormoni i Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich – totalitarna organizacja ze ścisłą kontrolą, bezwzględnym podporządkowaniem, z pracą wywiadowczą wokół każdego członka i z systemem donosicielstwa. Romney, to zwolennik twardej polityki wobec Iranu, a faktycznie zwolennik operacji wojskowej. Mówi on o tym otwarcie, wyrażając interesy najbardziej radykalnych grup wojskowo-politycznej elity Izraela, która domaga się od USA i od kierownictwa swojego kraju rozpoczęcia takiej operacji. Myślę, że jeżeli Romney zostanie prezydentem, poważna i zakrojona na szeroką skalę wojna z Iranem – ze zniszczeniem irańskich obiektów jądrowych włącznie – nastąpi nieuchronnie. Przy czym, nie jest to kwestia naciskania pewnych sił na Romneya, lecz on sam tak uważa. A mormonów przekonać nie można. Każdy z nich jest misjonarzem i wykonuje zalecenia swoich ksiąg, nakazy swych proroków. To prawdziwi fanatycy. (…) Powtarzam: Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich ma 30 mld dolarów i 50 tysięcy misjonarzy w większości krajów świata, zaś kluczowe figury na stanowiskach doradcy bezpieczeństwa narodowego i koordynatora służb specjalnych oraz trzon ludzi FBI i CIA – są w rękach mormonów. To jest rzeczywistość i z tym faktem musimy się liczyć.

(Wolna Prasa) – Co może pomieszać szyki Мittowi Romney’owi?

(W. O.) – Przez długi czas, aż do początku XX wieku, mormoni bardzo źle odnosili się do afroamerykanów. Nazywali ich ludźmi drugiej kategorii, podludźmi, nie dopuszczali do wspólnoty swojego kościoła. Potem sytuacja się zmieniła, ale większość amerykańskich Murzynów pamięta, że mormoni byli ich przeciwnikami, zatem trudno im będzie wspierać Mitta Romneya. Chrześcijanie ze Stanów Zjednoczonych uważają mormonów za totalitarną sektę. Tak uważają katolicy i prawosławni, jak również wielu amerykańskich protestantów. I chociaż we wszystkich religijnych pomieszczeniach mormonów stoją figury Jezusa Chrystusa, to bardzo różnią się one od tradycyjnych wyobrażeń Chrystusa w prawosławiu i w katolicyzmie. To znaczy, że chrześcijańskiej Ameryce także będzie trudno zaakceptować Romneya.” (tłum. GG.).

Czyżby zatem wspomniani wyżej Polonusi i rozmodleni redaktorzy „Naszego Dziennika” nie znali tych faktów i nie wiedzieli, że „Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (Mormoni, The Church of Jesus Christ of Latter-day Saints” nie jest uważany za kościół chrześcijański i znajduje się w wykazie „najpopularniejszych i najbardziej kontrowersyjnych grup kultowych w Polsce”[4], zamieszczonym na stronie katolickiego Stowarzyszenia Ruch Effatha im. Św. Maksymiliana Marii Kolbego i Św. Andrzeja Boboli z siedzibą w Gliwicach, przeciwdziałającego niebezpieczeństwom płynącym z prozelityzmu i działalności sekt, zwanych dziś także nowymi ruchami religijnymi?

Na szczęście, Polacy żyjący w kraju czerpią dziś wiedzę o Polsce i świecie nie tylko z „Naszego Dziennika” i dlatego coraz częściej uważają religię za źródło pożytecznych dla narodu wniosków, pozwalających im otrząsnąć się z proamerykańskiej propagandy i samodzielnie spoglądać w przyszłość. Na przykład, zadając sobie pytanie: a co by było z Polską, z narodem polskim i chrześcijaństwem, gdyby w amerykańskich wyborach zwyciężył Mitt Romney? Jak możemy zobaczyć poniżej, próbę odpowiedzi na to pytanie podjął w październiku 2012 roku p. Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji w Gliwicach.

[1] – P. Falkowski, Romney pisze do Polaków, „Nasz Dziennik” z dn. 03-04.11.2012 r.
http://naszdziennik.pl/wp/14039,romney-pisze-do-polakow.html

[2] – Zob.: А. Połunin, W Ameryce może dojść do władzy totalitarna sekta
http://svpressa.ru/politic/article/52117/(27.01.2012)

[3] – Zob. zbiór rosyjskich materiałów: Sekta „Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich” (mormoni)
http://www.k-istine.ru/sects/mormonism/mormonism.htm(08.11.2012)

[4] – P. Szuppe, Kontrowersyjne grupy kultowe w Polsce http://www.effatha.org.pl/sekty/ogolne/kontrowersyjnesektywpolsce.htm (08.11.2012) Zob. także: T. Zdrojewski, Mormoński rasizm, „EFFATHA – Otwórz się!” nr 7(41)/1995, s. 160-161. Artykuł kończy się stwierdzeniem: „mormonów nie da się nazywać chrześcijanami, z którymi są w jawnej sprzeczności.” http://www.effatha.org.pl/sekty/baza/mormoni6.htm (08.11.2012)

„Chrztu udzielanego przez mormonów nie można uważać za ważny – stwierdziła w 2001 r. Kongregacja Nauki Wiary w komunikacie podpisanym przez jej prefekta kard. Josepha Ratzingera i zaaprobowanym przez Jana Pawła II.”
Źródło: P. Bugajewski, Mormoni w Warszawie, „Idziemy” nr 10/2010
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/idziemy201010_Mormoni.html

***

„Gdyby zwyciężył mormon”

Nie rozumiem zachwytów konserwatystów nad kandydatem republikanów. Warto przyjrzeć się bliżej wartościom, które wyznaje Mitt Romney. Pierwszą debatę Romney wygrał, bo był energiczny, zdecydowany i konkretny. Kolejne, według mediów przegrał.

Ten miliarder i inwestor podbił serca prawicowej Ameryki swoją skutecznością. Ale nie uwiódł wszystkich. Najbardziej konserwatywna część wyborców z USA deklaruje jasno: nie będziemy głosować ani na Obamę, ani na sekciarza i masona jakim jest kandydat republikański. Według zwolenników teorii spiskowych, Mitt Romney to mason 33. stopnia wtajemniczenia. W tym najwyższym stopniu masońskim, w rycie inicjacyjnym kandydat depcze papieską tiarę i oddaje hołd Lucyferowi.

Jego celem na ziemi jest więc oddanie się na służbę złu. Spiskowcy ostrzegają, że Romney jako członek sekty „Kościół Jezusa Chrystusa Świętych Dni Ostatnich” ma wszelkie predyspozycje, aby stając się przywódcą największego mocarstwa świata, doprowadzić do ostatecznego celu, jakim ma być przygotowanie świata na nadejście Antychrysta.

Spiskowcy twierdzą, że służy ku temu współpraca z syjonistami – umocnienie Izraela na mapie świata, które może posłużyć do wywołania wojny religijnej z muzułmanami. Ale nie tylko, plan masoński jest głębszy. Przewiduje on szerzenie się ateizmu, nihilizmu oraz katastrofę socjalną, która wywoła niepokoje społeczne i rewolty. Wówczas doktryna lucyferianizmu, będzie mogła zostać w efekcie wystawiona na publiczną adorację w odbudowanej Świątynii Jerozolimskiej.

Jeśli ktoś nie traktuje ostrzeżeń przed masonerią jako wiarygodne, powinien się zapoznać z doktryną sekty mormońskiej. Mormoni co prawda powołują się na Chrystusa, ale nie są chrześcijanami. Są raczej typowymi fałszywymi prorokami, przed którymi ostrzegają nas biblijne karty listów apostolskich i Ewangelii.

Jest to sekta założona przez Josepha Smitha w Stanach Zjednoczonych w XIX w. Twierdził on, że miał objawienie, którym efektem była Księga Mormona, w sposób agresywny atakująca Kościół Katolicki. Smith był pospolitym przestępcą, oskarżonym o morderstwo, a sam został zabity w więzieniu w 1844 r. Jego następca kontynuował tę karierę zlecając zabicie 120 ludzi przez członków sekty.

Doktryna mormonów to stek bzdur – twierdzą, że diabeł był bratem Jezusa, ludzie są bogami, którzy dawno zstąpili na ziemię. Mormoni uprawiali wielożeństwo i karali śmiercią związki białych z murzynami. Twierdzili ponadto, że bogiem był biblijny Adam, a Eden znajdował się w USA w stanie Missouri.

Mormoni są obecnie potężną siłą polityczną i ekonomiczną w Stanach Zjednoczonych i coraz odważniej poczynają sobie w innych krajach, także w Polsce. Ich liczbę szacuje się na kilkanaście milionów wyznawców. Główna siedziba znajduje się w stolicy stanu Utah – Salt Lake City. Kilkadziesiąt tysięcy członków pracuje jako misjonarze. Sekta jest zorganizowana jako dobrze prosperująca multikorporacja warta miliardy dolarów, angażując się w życie lokalnych społeczności, organizując zawody sportowe, życie kulturalne i prowadząc działalność charytatywną.

W Irlandii liczba zwolenników mormonów wzrosła o 1000 proc. a codziennie na świecie stawia się dwie nowe kaplice. Ale to właśnie mormoński Utah, gdzie 75 proc. wierzących deklaruje przynależność do tego pseudokościoła, jest stanem, który przoduje w statystykach oszustw giełdowych, bankructwach firm, rozwodów, samobójstw wśród młodzieży, przemocy wobec dzieci, ciąż nieletnich, chorób wenerycznych i bigamii. Jest tam też 25 tys. małżeństw poligamicznych.

Warto przypomnieć więc, że założyciel sekty Joseph Smith oraz jego następca Brigham Young (miał 17 „żon” i 576 dzieci), byli także masonami, wprowadzając do tajnego stowarzyszenia nowe formy okultyzmu. Celem mormonów jest zostanie bogiem w przyszłym życiu wraz ze swoimi żonami – boginiami według bluźnierczej zasady: „Kim był bóg – człowiek jest, kim bóg jest – człowiek będzie”.

Według mormonizmu w przestrzeni kosmicznej są tryliony planet rządzonych przez różnych bogów. Na jednej z planet narodziło się cudowne dziecko – Allochim. Jego synami byli: Jezus i Lucyfer. Dzięki demokratycznemu głosowaniu mieszkańcy ziemi zadecydowali, że wybiorą program mormona – Jezusa, pozostawiający ziemianom wolny wybór swojej drogi. Według innego odłamu – Allochim to Adam, a jedna z jego żon to – Ewa. Allochim spłodził z Maryją mormona Jezusa, który przybył do Ameryki nauczać Indian.

Trudno dalej wymieniać jeszcze kolejne bzdury, takie, że Indianie są Izraelitami itd. Mormonów łatwo rozpoznać – chodzą w garniturach i chętnie uczą za darmo języka angielskiego. Propagują jednak doktrynę, która jest wyłącznie gorszącym bluźnierstwem i wciągają ludzi w sekciarską organizację, z której nie sposób się wyzwolić. Mormoni pobierają od członków sekty 10 proc. dochodów, praktykują rozwiązłość moralną, pranie mózgów i zniewolenie. Przy tym zachowują pozorną ascezę odrzucając picie kawy, herbaty, alkoholu i palenie tytoniu.

Nie bezpodstawne są zarzuty o satanizm, skoro mormoni stawiają znak równości między Jezusem i Lucyferem, przyjmąc innego ducha, niż Ducha Świętego. Negują istnienie piekła, praktykują chrzest umarłych i pewne formy okultyzmu – kontakty ze zmarłymi, magiczne przedmioty i ryty.

Ich wiarygodność podważa, podobna do Świadków Jehowy, apokaliptyczna pseudoprofetyka (koniec świata miał się zdarzyć już za życia założyciela), fantastyczno-naukowa mitologia (na księżycu żyją ludzie) i po prostu stek bzdur i kłamstw, których inteligentnemu czytelnikowi należy oszczędzić.

Zatrważające jest pytanie – co reprezentuje kandydat republikanów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, jeśli wierzy w prezentowane powyżej „mądrości”? Mówią one bardzo dużo o kondycji moralnej kandydata. Niepokojące jest, jakie interesy reprezentuje tak naprawdę Romney. Amerykanie stają przed bardzo ciężkim wyborem – albo lewactwo, albo sekta. Tea-partyjne nawoływanie do bojkotu wyborów, wydaje się być iście salomonowym rozwiązaniem.

Tomasz Teluk

Źródło: http://prawica.net/31890(26.10.2012)

Opr. – G.G.