„Gazetopolskie” fanaberie

„Gazeta Polska” i jej internetowa siostrzyca niezalezna.pl poczuły, na fali zażartych politycznych zmagań toczących się obecnie na Ukrainie, tak mocny przypływ braterstwa i solidarności z „bratnim” narodem ukraińskim (rezerwując oczywiście to pojęcie tylko dla dość ekscentrycznej mieszaniny tamtejszych ślepych euroentuzjastów, różnej maści „demokratów” wyspecjalizowanych w błyskawicznym dochodzeniu do pozycji miliarderów państwowym kosztem, wojujących szowinistów spod znaku „Tryzuba”, różnego pokroju międzynarodowych „zrzutków” itd.), że uznały za stosowne wezwanie do bojkotu rosyjskich produktów w Polsce.

W stosownym apelu, opatrzonym tytułem „Nasza Akcja. Dołączmy do inicjatywy Ukraińców i bojkotujmy rosyjskie towary”. czytamy:

„Ukraińcy protestujący we Lwowie przeciwko rządowi i prezydentowi Janukowyczowi ogłosili bojkot rosyjskich banków. Niezalezna.pl i „Gazeta Polska” zachęcają, by Polacy przyłączyli się do tej inicjatywy i bojkotowali rosyjskie produkty.

Pomysł bojkotu rosyjskich banków został entuzjastycznie przyjęty we Lwowie.

– Warto poprzeć tę inicjatywę w Polsce. W ramach solidarności z Ukraińcami zachęcam do bojkotu rosyjskich produktów – mówi portalowi niezalezna.pl Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”. Chodzi m.in. o stacje benzynowe i produkty spożywcze.

Skandaliczne naciski na Ukrainę, a także inne państwa chcące stowarzyszyć się z Unią Europejską (Gruzja, Mołdawia) są dramatyczną próbą uratowania planów odbudowy rosyjskiego imperium. Presję tę odnotowali powściągliwi zazwyczaj w krytyce Moskwy oficjele unijni. Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu Partnerstwa Wschodniego Wilnie powiedział: „„Przy wielu okazjach powtarzaliśmy, że działania Rosji są nie do pogodzenia z tym , jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe na naszym kontynencie w XXI w. Unia będzie stać na stanowisku, że każde działanie Rosji, mające na celu wywarcie wpływu na kraje Partnerstwa Wschodniego UE, są złamaniem helsińskich zasad OBWE, które nakazują szanować prawo innych krajów do kształtowania swoich relacji międzynarodowych”” (niezalezna.pl/49060-nasza-akcja-dolaczmy-do-inicjatywy-ukraincow-i-bojkotujmy-rosyjskie-towary).

Cóż, wcale nie zaskakują najnowsze pomysły p. Sakiewicza, który zdążył już wcześniej pokazać się nie jako żaden polski patriota (jak by nie rozumieć to pojęcie), ale przede wszystkim jako niezwykle gorliwy bojownik międzynarodowej krucjaty walki z Rosją i z wszystkim, co jest i może być z nią związane, we wszelkich możliwych płaszczyznach życia. Należy on do samej szpicy tych niezmiernie u nas licznych już od ponad 100 lat „patriotów”, których należy hamować, żeby – jak to bardzo ujął swego czasu Dmowski – chcąc za wszelką cenę zaszkodzić Rosji, nie zaszkodzili czasem bardziej Polsce. Jak widać choćby z treści powyższej odezwy, umajonej i podpartej cytatem wybitnego unijnego prominenta, wyżej wymieniony i liczne grono jego współpracowników akceptują w rzeczywistości w całej pełni unijne poddaństwo i kompleksową kuratelę Brukseli nad Polską z wszystkimi tego konsekwencjami, byle choć trochę tylko dokuczyć przebrzydłemu Moskalowi. W tym kontekście mogliby śmiało zmienić tytuł swego wiodącego organu na „Gazeta Wyborcza dla „„prawicy”” – tak byłoby znacznie jaśniej i uczciwiej.

Tym razem jednak p. Sakiewicz wyraźnie już przeholował, co dali mu do zrozumienia nawet sami czytelnicy rzeczonego portalu. Po początkowej fali gorącego poparcia i entuzjazmu, przyszła bowiem pora na zimną kalkulację i wielu potencjalnych uczestników „braterskiego” przedsięwzięcia szybko ochłonęło, co uwidoczniło się w treści samych licznych komentarzy pod przywołanym wyżej apelem. Zacytujmy niektóre z nich (stan na 06.12.2013 r.):

„Th” pisze więc w komentarzu pt. „Gaz”: „Jedyne co moglibyśmy zrobić to zakręcić gaz ale te cwaniaki zabezpieczyli się na taką okoliczność i tak musielibyśmy płacić kary umowne. Nie przypominam sobie abym kupował cokolwiek ruskiego”. Wygląda na to, że ten czytelnik (czytelniczka) byłby (byłaby) jeszcze skłonny (skłonna) faktycznie odciąć się od tego gazu i przeżyć zimę, ogrzewając się np. elektryczną farelką, okrywając się grubą pierzyną, odziedziczoną po dziadkach, i do tego może jeszcze dodatkowo ruską „kufajką” i „uszanką” spod Stalingradu. Jednak, ponieważ ma pełną świadomość, że to jego (jej) wielkie poświecenie byłoby i tak daremne skutkiem zabezpieczeń poczynionych z wyprzedzeniem przez przebiegłego Putina, nie widzi innego wyjścia, jak tylko sobie tą zimową pokutę odpuścić.

Inni dyskutanci schodzą już całkiem na ziemię i kalkują jeszcze bardziej praktycznie. I tak np. „kazik” deklaruje: „Kawior mogę odstawić, gazu nie zakręcę, bo będzie w domu zimno! A co będzie, jak ruscy zaczną bojkotować nasze towary. I na przykład naszym wzorem wprowadzą Ruscy całkowitą blokadę naszych towarów eksportowych. Gdzie logika? („A co będzie?) ”.

„Kylo” rozwija temat: „Bojkot produktów jest absurdalny. Zastanówmy się, jakie produkty rosyjskie kupujemy w Polsce. Czy ktokolwiek widział w sklepie produkt rosyjski? No, może kawior, lecz nie ma go w każdym sklepie. Korzystamy z rosyjskiego gazu i ropy naftowej. Zatem najlepiej rozwiązać umowę o dostawę gazu i odstawić samochód. Trzeba jednak kupić sobie dobre i ciepłe buty, bo chodzenie pieszo zimą, nie zawsze należy do przyjemności („Bojkot produktów jest absurdalny)”. Tu już odzywa się wyraźnie odruchowy sprzeciw osoby nawykłej do codziennego korzystania z dobrodziejstw i udogodnień współczesnej cywilizacji technicznej.

Najcelniej podsumuje chyba jednak temat „epopeja”: „Zima tuż tuż więc jazda po bandzie jest usprawiedliwiona jako forma zabawy ekstremalnej. Gorzej jak z taką samą determinacją zaczną bawić się Rosjanie. Anglosasi w mig wypełnią po nas pustke”.

Wniosek z tego prosty – ludzie zaczynają wreszcie samodzielnie myśleć!

A co do p. Sakiewicza, to i tak nie ma najmniejszej wątpliwości, że od dawien dawna skrupulatnie bojkotuje wszystko to, co może mieć choćby nawet najmniejszą rosyjską przymieszkę (taki jego wybór i prawo!). Można nawet sobie wyobrazić, iż nawet z całkiem pustym bakiem nie zatrzyma się redakcyjną furą pod stacją „Łukoila”, czy jakiegoś tam innego kacapskiego dystrybutora, choćby miał ją sam pchać kilometrami do kolejnej stacji. Pewnie nawet każdorazowo dokładnie wącha każdy odkręcany palnik z gazem, czy aby nie pachnie za bardzo „gazpromowo” czy też „putinowo” (a już kawioru to z pewnością nie jada za żadne skarby i przy żadnej okazji!). Różnica ze statystycznym „Kowalskim” jest tylko ta, że p. Sakiewicz może sobie na takie „patriotyczne” bojkoty pozwolić, bo polityczny sponsor nie skąpi mu z partyjnej kasy…

A że Ukraińcy bojkotują rosyjskie banki we Lwowie? Niech sobie bojkotują – taki ich wybór i prawo! Tylko co ma to wspólnego z Polską i z polską racją stanu?

Jan Matusiewicz