Dziurawa maska

„Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”.

Motto takiej właśnie górnolotnej treści widnieje na stronie tytułowej tygodnika „Warszawska gazeta” , bezpośrednio nad samą stopką tytułową. Chciałoby się w pierwszym odruchu powiedzieć – tylko przyklasnąć wydawcom pisma i udzielającym się na jego łamach dziennikarzom i publicystom.

Już jednak nawet bardzo pobieżna lektura pisma przekonuje, że jest to nic więcej, jak tylko kolejny zakamuflowany organ PiS-u i przyległości, dla zmylenia niewprawnego czytelnika przybierający maskę „apartyjności” i krystalicznej, bezinteresownej polskości w najczystszej postaci. Pisiacką retoryką wieje od niego „na kilometr”, a powiązania ze skupionym wokół osoby J. Kaczyńskiego obozem „niepodległościowo-smoleńskim” uwidaczniają się jaskrawo zarówno w zakresie poruszanej tematyki, jak i samych personaliów. Udowodnimy to wkrótce, biorąc „na warsztat” parę wyprodukowanych w nim „gniotów”.

Na domiar wszystkiego, to posługujące się w wielu miejscach dosyć niewyszukanym językiem pismo nawiązuje swoim tytułem (poprzez prosty zabieg odwrócenia jego członów) w pewnym sensie – trudno z góry orzec, czy jest to świadoma intencja jego sponsorów i wydawców, czy też nie – do „Gazety Warszawskiej”, założonej już w 1774 r. przez eksjezuitę, ks. Stefana Łuskinę, i wychodzącej od tamtego czasu, z drobnymi przerwanymi, aż do tragicznego września 1939 r. i nastania niemieckiej okupacji. Była to zaś – można śmiało tak rzec – autentyczna polska instytucja narodowa. Było to pismo redagowane przez cały czas swego istnienia na bardzo wysokim poziomie intelektualnym; pismo stanowiące (pod redakcją rodziny Lesznowskich) przez cały smutny okres zaborów czołowy ośrodek polskiej myśli i kultury, a wreszcie, w końcowym okresie swego istnienia, poczynając od 1909 r., pełniące nawet rolę głównego organu obozu narodowego (LN, SND i SN).

Czy obecna „Warszawska gazeta” posiada realne walory i przymioty, by mogła w jakiejkolwiek mierze do tych chlubnych tradycji nawiązywać, pomijając swoją sprytnie odwróconą nazwę? Kup czytelniku, przy pierwszej nadarzającej się okazji, wymieniony tygodnik, a sam odpowiesz sobie na to pytanie!

J.W.