Dzieli nas „trzecia siła”

Siedemnastego sierpnia 2012 roku przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik oraz prawosławny patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl I podpisali w Warszawie wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji. „Chodzi nam o przezwyciężenie zaszłości w stosunkach między naszymi narodami i otwarcie drogi ku pojednaniu pomiędzy nimi.” – powiedział jeszcze w czerwcu, przed wizytą Cyryla I, abp Henryk Muszyński, współautor tego historycznego dokumentu. Z kolei abp Michalik, na uwagę dziennikarza KAI, że katastrofa w Smoleńsku stworzyła nową trudność w relacjach katolicko-prawosławnych, bo „przeciwnicy przesłania wskazują, że przyczyny wypadku nie zostały do końca wyjaśnione, sugerują winę Rosjan”, a nawet „głoszą tezę, że Putin ma na rękach polską krew” – odpowiedział jednoznacznie: „- Dialog z naszymi Kościołami nie ma nic wspólnego z polityką przeciwników porozumienia i zaczął się znacznie wcześniej niż zaistniała katastrofa pod Smoleńskiem. (…) Dlatego ci, którzy posługują się takimi teoriami i hasłami robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę!” („Kiedy myślę: Rosja…”, ekai.pl, 06.08.2012).

Pomimo takiego podejścia hierarchów, utrzymuje się po dziś dzień wrażenie, że zamiast postępów pojednania, zamiast burzenia „żelaznej kurtyny”, która nas od Rosji i Rosjan odgradza, mamy wciąż do czynienia z dominacją swego rodzaju retoryki zimnowojennej, z podsycaniem na wszelkie sposoby uporczywej antyrosyjskiej propagandy, w tym prymitywnej szpiegomanii i tego, co rządowy „Głos Rosji” otwarcie już określa (piórem pewnego „polskiego publicysty z Warszawy”) mianem „KULTU smoleńskiego”[1], posiadającego swoją „wiarę” (w zamach), „obiekty kultu”, „męczenników”, „kapłanów”, „teologów” i „wyznawców”. „Trudno uwierzyć – powątpiewa ów autor nagłaśniany na stronie „Głosu Rosji” – że Marta Kaczyńska czy wdowa po generale Błasiku same wymyślają te słowa, które wygłaszają w mediach. Ale dzięki temu funkcjonują i nie dają zapomnieć o doktrynie religijnej (KULCIE smoleńskim).”

Lecz czemu ta nowa doktryna ma służyć? Jaki jest cel zidentyfikowanych przez abpa Michalika przeciwników katolicko-prawosławnego pojednania, przeciwników porozumienia z Rosjanami i Rosją? W najnowszym numerze „Opoki w Kraju” prof. Giertych powiada przewrotnie, że polskie kłótnie „o zamach, którego nie było” mają przyćmić zbrodnię katyńską, w której „wina sowiecka nie ulega wątpliwości”, a także spór „o potencjalną winę wieży lotniska Siewierny”, wobec czego, zdaniem Giertycha, „Na pewno w Rosji cieszą się z takiego obrotu sprawy”[2]. Innego zdania jest prof. Borys Szmiełow, szef Centrum Badań Politycznych w moskiewskim Instytucie Gospodarki Rosyjskiej Akademii Nauk, który mówi: „Ubolewamy również z tego powodu, że wokół tego nieszczęścia rozkręca się spiralę coraz bardziej wyuzdanych rozgrywek politycznych – mnie to po prostu razi”. Według Szmiełowa, „część sił politycznych kraju [Polski] ujrzała natychmiast wśród przyczyn tragedii „agentów Moskwy”, którzy w swym dążeniu do osłabienia Polski zorganizowali jakoby tę katastrofę. Niestety, zdarza się, że wielkie nieszczęście może stać się powodem dla zbijania na nim kapitału politycznego. Jarosław Kaczyński, brat bliźniak nieżyjącego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i szef partii „Prawo i Sprawiedliwość” na wszelkie możliwe sposoby rozkręca spiralę nastrojów antyrosyjskich, oskarżając nasz kraj dosłownie o wszystkie możliwe grzechy. Na przykład, u progu trzeciej rocznicy tragedii zorganizował on pikietę przed ambasadą Federacji Rosyjskiej w Warszawie, (gdzie) skrajnie rozentuzjazmowany tłum wykrzykiwał – „Sprawców pod sąd!”, rzucając cyniczne obelgi pod adresem najwyższych rangą osobistości Rosji. Natomiast 10 kwietnia (2013) na wniosek PiS-u zorganizowano w Warszawie marsze, w trakcie których skandowano obelgi pod adresem Rosji, pod adresem aktualnego kierownictwa Polski, w pierwszej kolejności premiera Donalda Tuska. Równocześnie, nie wszyscy bynajmniej Polacy akceptują niepohamowane szaleństwo PiS-u.[3]”

Opinie na ten temat są więc bardzo różne – od zawoalowanego posądzania tzw. sekty smoleńskiej o działalność w interesie Rosji, aż do potępienia antyrosyjskiego „szaleństwa PiS-u”. Przypomina się w tym kontekście ciekawa wypowiedź prof. Anny Raźny, udzielona w maju 2010 r. tygodnikowi „Myśl Polska”[4], której najważniejsze fragmenty warto tutaj przytoczyć:

„Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem tragedii smoleńskiej. Na jej tle jedni zabiegają o możliwość ułożenia co najmniej poprawnych stosunków z Rosją, w związku z falą sympatii władz i społeczeństwa rosyjskiego do Polski i Polaków po katastrofie. Inni, niejednokrotnie z tytułami naukowymi, szerzą podejrzenia o rzekomym udziale Rosjan w tej katastrofie. Jak Pani Profesor, będąca znawcą Rosji i jej kultury, skomentowałaby te dwie tendencje? (…)

– Póki świat istnieje takie [spiskowe] koncepcje będą istniały i nie można ich do końca wykluczyć. Powstaje tu np. pytanie, komu zależało na tym, aby zginęło dowództwo polskiej armii, prezydent Rzeczypospolitej, wysocy urzędnicy państwowi, dyrektorzy instytucji, takich jak IPN. Otóż mogłaby tu działać „trzecia siła”, której nie rozeznaliśmy. Oskarżanie Rosjan uważam za bezzasadne. Gdyby jednak rozpatrywać możliwość spisku, to najpoważniejszą siłą, której zależałoby na takim obrocie sprawy, byłaby owa „trzecia siła”, która jest ponadnarodowa. W jej skład oczywiście wchodzą przedstawiciele różnych narodów, ale nie działa ona w interesie jakiegokolwiek państwa czy narodu. Ona jest zainteresowana przemianami globalnymi w świecie, a charakteryzuje ją postawa z gruntu ateistyczna. Ta siła zakłada, że panowanie nad światem jest wtedy realne i trwałe (czy w miarę trwałe), jeżeli żaden naród, żadne państwo narodowe, żadna religia nie będą wyzwalały w zniewalanych społeczeństwach chęci buntu. Globalizm jest antynarodowy. Przejawem tego jest np. idea wolnego handlu międzynarodowego, która znosi granice i wzmacnia ponadnarodowe koncerny oraz grupy interesów. Jak powiedziałam, w kręgach tych znajdują się różne narodowości, choć może jednych więcej niż innych. Otóż ta właśnie siła mogła się przestraszyć jednoczącego się chrześcijaństwa. Bowiem ono jedynie stanowi poważną przeszkodę do ustanowienia nowego totalitaryzmu, gdyż umacnia antytotalitarne postawy: ukierunkowanie na wolność, personalizm i solidaryzm.

Zagrażający światu nowy totalitaryzm ma charakter aksjologiczny. Polega na narzuceniu całym społeczeństwom określonego systemu antywartości, poprzez które realizowany jest nowy porządek globalny i globalna władza. Operuje on coraz nowszymi i nowocześniejszymi środkami. Niekoniecznie trzeba tworzyć gułag, konclagry, więzienia w rodzaju lefortowskiego w Moskwie. Najskuteczniej w tej chwili zniewalają media – poprzez narzucanie iluzji nowej, już nie komunistycznej, „świetlanej przyszłości”. Zniewalanie przez „miecz” budzi sprzeciw, bunt, a iluzja przyciąga. Toteż siła chrześcijaństwa, które chroni współczesnego człowieka przed infantylnymi iluzjami, mogła przerazić strategów globalizmu. Proszę zwrócić uwagę, że tragedia smoleńska wyzwoliła w Polakach niesłychanie silnie patriotyzm i religijność, co świadczy o naszym przywiązaniu do wartości cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej. Drugą obawę dla sił globalistycznych stanowi odradzające się chrześcijaństwo w Rosji, które na płaszczyźnie międzynarodowej reprezentuje Patriarchat Moskiewski, prowadzący rozmowy z Watykanem, polskim Episkopatem. Symbolicznym gestem tych pozytywnych zmian jest przyjęcie jesienią ubiegłego roku przez prawosławnych mnichów z Ostaszkowa kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej – dla nich świętej – w celu umieszczenia jej w specjalnie zbudowanej kaplicy. To już za wiele dla tych, którzy widzą w chrześcijaństwie realną przeszkodę dla realizacji ich globalnego ateistycznego porządku.

Przypomnę w tym miejscu, że w 2005 r. ukazał się w „Rzeczpospolitej” (10-11 września, nr 212) artykuł Zbigniewa Brzezińskiego „Bomba jest gdzie indziej”, w którym ten ideolog globalnej strategii Stanów Zjednoczonych mówi, że zagrożeniem dla ich interesów nie są islamscy terroryści, lecz kraje trzeciego świata – ich sfrustrowane społeczeństwa, które mogą się zorganizować przeciwko osiągniętemu nowemu porządkowi świata. Dlatego konieczne jest, jego zdaniem, utworzenie ponadnarodowych sił szybkiego reagowania, które mogłyby być użyte nawet przeciwko Stanom Zjednoczonym. Brzeziński dopuszcza do udziału w nich przede wszystkim państwa posiadające broń nuklearną, ale też przedstawicieli świata arabskiego. Idzie tu o to, aby zachować ukształtowany układ przewagi bogatych nad biednymi. Skoro Brzeziński dopuszcza użycie tych jednostek nawet przeciw USA, oznacza to zupełnie inną jakość myślenia. Można więc powiedzieć, za ekspertami badaczami rosyjskimi, iż mamy do czynienia z piątą władzą, po czwartej, przypisywanej mediom. Są to służby specjalne ponadnarodowe, pilnujące, aby czwarta władza wykonywała „należycie” swoją rolę. (…)”.

A zatem – Polaków i Rosjan dzieli „trzecia siła”. Wytłumaczenie takie wydaje się jak najbardziej logiczne i możliwe, zwłaszcza w obliczu dziwnej, kilkuletniej już bezradności zarówno władz warszawskich, jak i władz Kościoła katolickiego w Polsce, które nie potrafią okiełznać „smoleńskiej” propagandy, uprawianej z powodzeniem zarówno przez media głównego nurtu, jak i przez media katolickie, czy podające się za opozycyjne i pozasystemowe. „PiS bardzo by chciał uznać katastrofę smoleńską za wydarzenie przez kogoś zamierzone – pisze w swej „Opoce” wspomniany już prof. Giertych – W sprawie smoleńskiej, jeżeli przyjąć tezę Macierewicza, byli jacyś zamachowcy. Kto, z czyjego rozkazu, z jakiego powodu? Pytań wiele. Tajemnica intryguje. A więc media ją drążą. Wraz z tezą o zamachu rośnie napięcie emocjonalne wokół woli wyjaśnienia wszystkiego do końca. (…) Wszystko wskazuje jednak na to, że w Smoleńsku była tylko katastrofa lotnicza.”

Nie dla wszystkich jest to takie oczywiste; po Polsce wciąż krąży, powielony ostatnio na stronie amerykańskiego USOPAŁ-u, „Złowieszczy backcasting: likwidacja Polski” – alarmistyczny posmoleński tekst z 2010 r. autorstwa radiomaryjnego felietonisty prof. Artura Śliwińskiego[5]. Pisze on wprost: „Identyfikacja podstawowych elementów scenariusza likwidacji kraju oraz eksterminacji ludności raczej nie powinna nastręczać trudności. (…) Jakie więc podstawowe elementy Polski układają się dzisiaj w jedną logiczną sekwencję likwidacji Polski? (…) Eksterminacja elit (…) proces eksterminacji polskich elit ma dalej miejsce i co więcej – ostatnio ulega intensyfikacji. Jak poprzednio, nie zamierzam wikłać się w dociekania, jakie przyczyny czy decyzje doprowadzały do tej eksterminacji, zwłaszcza elity politycznej i wojskowej. Katastrofy w Smoleńsku i wcześniej koło Mirosławca (śmierć polskiej elity wojsk lotniczych), mają przecież wszelkie znamiona eksterminacji. Wpisuje się ona w zagęszczający się coraz bardziej „klimat” agresji i proces bezwzględnego eliminowania z życia publicznego ludzi oraz organizacji działających z poświęceniem dla dobra Polski.” Zdaniem tego publicysty, w posmoleńskiej „eksterminowanej” Polsce „Główną i wyjątkowo trudną do pokonania barierą do ostatecznego rozprawienia się z polską opinią publiczną jest Radio Maryja. Wcale nie chodzi o radio. Chodzi o zagipsowanie ust kilkunastu milionów [sic!] Polaków, którzy dzięki dziełu Redemptorystów mają otwartą przestrzeń publiczną. Zamknięcie tej przestrzeni jest obecnie głównym problemem scenariusza likwidacyjnego, gdyż niweczy ona jeden z ważniejszych czynników totalitarnego sprawowania władzy: kontroli nad mediami. Jest wysoce prawdopodobne, że w realizacji scenariusza likwidacyjnego brakuje już tylko tego, takiej kropki nad i.” – Na szczęście, członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji uratowali 5 lipca nasz kraj przed „realizacją scenariusza likwidacyjnego”, przyznając jednomyślnie „radiomaryjnej” telewizji „TRWAM” miejsce na tzw. multipleksie cyfrowym, co zostało nawet nazwane „przejawem poszanowania zasady wolności słowa”. Nie zabraknie zatem tego, co dzieliło Polaków i Rosjan w przestrzeni informacyjnej, na „technologicznie najlepszym” pierwszym multipleksie telewizji cyfrowej.

Jak „trzecia siła” działa w praktyce? – Można to sobie wyobrazić po lekturze artykułu Zofii Bąbczyńskiej-Jelonek („polskiej publicystki ze Szczecina”, nb. członkini kościoła luterańskiego i aktywistki związanego z nim i działającego prężnie na osi Zachód-Wschód Stowarzyszenia Przedsiębiorców Ewangelickich), zamieszczonego w początkach 2013 r. na stronie „Głosu Rosji”[6]. Autorka pisze m.in.: „Czytając polskie gazety i czasopisma, czy też oglądając telewizję można dojść do wniosku, że główne relacje z Rosją to nieustępliwa walka Polski i wszelkich (jej) organów o zwrot resztek po rozbitym w Smoleńsku prawie 3 lata temu samolocie. Media nawet najdrobniejszą akcję polskich polityków w tej sprawie wynoszą na piedestał, nie zwracając przy tym najmniejszej uwagi na fakt, że te akcje najczęściej ośmieszają [tych] Polaków, którzy wrak rozbitego samolotu stawiają ponad prawem i rosyjskim, i międzynarodowym. (…) Kilka dni temu [w styczniu 2013] do Polski przyjechał Siergiej Naryszkin, przewodniczący Dumy Państwowej FR. Głównym celem wizyty rosyjskiego gościa były obchody 68 rocznicy wyzwolenia przez Armię Czerwoną nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu-Brzezince (Auschwitz-Birkenau) i ponowne otwarcie rosyjskiej stałej ekspozycji w muzeum obozowym: „Tragedia, odwaga, pamięć”. Szef Dumy spotkał się też z przedstawicielami najwyższych władz Polski – prezydentem oraz marszałkami Sejmu i Senatu. Będąc w Krakowie, kurtuazyjnie złożył kwiaty na grobie prezydenta Kaczyńskiego. Polskie media relacjonowały wizytę wg utartego standardu, na pierwszy plan wynosząc apel prezydenta Komorowskiego o zwrot resztek rozbitego samolotu, to samo było w relacji ze spotkania w sejmie czy senacie. Czasem bąknęły o kwiatach na Wawelu.

Sergiej Naryszkin to trzecia osoba w państwie rosyjskim, po prezydencie i premierze. Doświadczony polityk, pochodzący w bezpośredniej linii ze znakomitego rodu rosyjskiej arystokracji, spokrewnionej z carską dynastią Romanowow przez bojarską córkę Natalię Naryszkinę, II żonę Aleksego I, matkę Piotra I Wielkiego. Naryszkinowie są też spokrewnieni z polskimi rodami m. in.: Lubomirskich, Potockich, Czetwertyńskich. To nie jest „zwykły aparatczyk”, czy „kumpel Putina z KGB”, jak lansują go polskie media. To dumny Rosjanin, arystokrata o genealogii liczonej wiekami rosyjskiej historii. (…) Polskie media i znakomita większość polityków pojawienie się w naszym kraju szefa rosyjskiej Dumy całkowicie zlekceważyła. Marszałek sejmu Ewa Kopacz nie towarzyszyła swemu odpowiednikowi w Oświęcimiu, choć protokół dyplomatyczny tego wymagał. Wizyta u Bronisława Komorowskiego, wg oficjalnych komunikatów kancelarii prezydenckiej, miała charakter kurtuazyjny z apelem o zwrot wraku Tupolewa. Chociaż, moim zdaniem, dla prezydenta, historyka z wykształcenia i chełpiącego się szlacheckim pochodzeniem, spotkanie z Siergiejem Naryszkinem, powinno być szalenie intrygujące. Zwłaszcza, że przewodniczący Dumy Państwowej, poza dziejami swego znakomitego rodu, miał wiele interesujących rzeczy Polsce do zakomunikowania, np. to, że 2015 rok został ogłoszony „Rokiem Polski w Rosji i Rokiem Rosji w Polsce”. Rosjanie zakładają, że będzie on przełomowym na drodze zbliżenia Rosjan i Polaków i rozpoczęli solidne przygotowania. Przedstawiciele izb wyższych parlamentów Rosji i Polski pracują wspólnie nad organizacją Forum Regionów Rosji i Polski, które odbędzie się w połowie maja w Kazaniu i będzie poświęcone rozwojowi kultury i edukacji. Ale o tym ani w oficjalnych komunikatach władz polskich, ani w mediach – nie ma ani słowa. Jest o wraku i aktach spraw sprzed dziesiątków lat. Nie tak buduje się racjonalne, dobrosąsiedzkie stosunki.”

Rzeczywiście, np. dla czytelników „Gazety Polskiej Codziennie” przyjazd tej czołowej osobistości rosyjskiej sceny politycznej, to była „wizyta byłego kagiebisty w Belwederze”, tajemnicza „misja polityczna jednego z najbardziej lojalnych ludzi Putina, człowieka do zadań specjalnych, z racji bezwarunkowego posłuszeństwa i sprawności działania nazywanego „robotem z Petersburga””. Misja „Z przesłaniem i dla obozu Tuska (spotkanie z Ewą Kopacz), i dla obozu Komorowskiego (rozmowa w Belwederze). Oczywiście nie wiadomo, jakie konkrety od Putina przywiózł Naryszkin, bo oficjalne komunikaty nigdy o tym nie mówią.”[7]. Czytelnicy „Rzeczpospolitej” dowiedzieli się z kolei, że w trakcie spotkania z Naryszkinem prezydent Komorowski wskazał „na problemy w relacjach dwustronnych, które wymagają rozwiązania – m.in. przekazanie pozostałych akt zbrodni katyńskiej, dokumentacji dotyczącej Obławy Augustowskiej, zwrot tzw. Archiwum Belwederskiego. Zaapelował również o zwrot wraku prezydenckiego samolotu TU 154M, który rozbił się pod Smoleńskiem.”[8]. – Czyżby więc w czasie rozmów na tak wysokim szczeblu zabrakło stronie polskiej tematów naprawdę ważnych dla obu naszych narodów? Aż trudno w to uwierzyć.

Coraz jaśniejszym się staje, że historyczny krok poczyniony przez Kościół katolicki w Polsce i rosyjską Cerkiew prawosławną jest nie na rękę dzielącej nas „trzeciej sile”. Ludzie wykształceni, włączając w to utytułowanych polityków różnych opcji, niektórych biskupów i księży, dali się wciągnąć w spektakl medialny pn. „Katastrofa smoleńska”, a nawet aktywnie w nim uczestniczą lub… milczą. Pod wpływem mediów czwartej władzy programowanych, jak sugeruje prof. Raźny, przez władzę piątą rośnie irracjonalny „kult smoleński”, zatruwający Polakom umysły (i serca) potokami antyrosyjskiego jadu. Wielką rolę odgrywają w tym nie tylko mainstreamowe i drobne media krajowe, ale także zniekształcające myśl polskiego narodu media polonijne, dymiące z daleka antyrosyjskością. Nie ma komu przeciwstawić się tej głupocie, albowiem, jak pisze prof. Adam Wielomski, „sytuacja na prawicy jest dziś tragiczna. Rząd dusz sprawuje tu P[rawo]iS[prawiedliwość] z lubością wąchające wyłącznie smoleńskie zapachy, w moim przekonaniu nie mające poważnego programu i pomysłu na Polskę. Partia ta sprowadza się do Prezesa [J. Kaczyńskiego], a Prezes do kwestii smoleńskiej i znalezienia oraz ukarania „winnych” wypadku lotniczego, w mitologii partii podniesionego do statusu „zbrodni”.”[9].

Przewidywał to po wizycie Cyryla I redaktor Jerzy Domański: „Są w Polsce środowiska, które nie chcą słyszeć o żadnym pojednaniu. – pisał na łamach „Przeglądu” – Każdy, kto chce dobrych relacji z Rosją, to wróg. Wtedy nawet najważniejsi hierarchowie Kościoła przestają być autorytetami. Przekonał się o tym abp Michalik, którego brutalnie zaatakowano i za wspólny dokument, i za słowa prawdy o katastrofie smoleńskiej. Prawica nie chce żadnego pojednania z Rosją. Sensem jej politycznego istnienia jest przecież budowanie swoich pozycji na konfliktach i wiecznych rozrachunkach z historią. Uzurpując sobie w sprawach oceny stosunków polsko-rosyjskich prawo do monopolu, każdego, kto myśli inaczej niż ona, bezpardonowo atakuje. Ulubione określenie, jakie stosuje wobec swoich przeciwników, to agenci Rosji. Bez znaczenia jest nawet konserwatywna wspólnota ideologiczna z patriarchą. Bo przecież nie o wspólnotę ideologiczną tu chodzi. Chodzi o rząd dusz. O przekonanie, że Rosja była, jest i będzie naszym wrogiem. I tak ma zostać. Tego by chcieli.”[10].

Cóż więc nam robić w tej niewesołej sytuacji? Przede wszystkim trzeba pamiętać, że wszystko już było, że „trzecia siła” nie działa od wczoraj. W „Polityce polskiej i odbudowaniu państwa” Roman Dmowski pisał, że podjęta przez niego sto lat temu polityka współpracy z Rosją napotykała wiele przeszkód i w Polsce, i w Rosji: „Przeciw tej polityce była psychologia szerokich kół społeczeństwa, ich wstręt, ich nienawiść do Rosjan. (…) Nie lekceważyłem sobie tej psychologii, wiedziałem, że walka z nią będzie bardzo ciężka. Przewidywałem, że i na swoich, na towarzyszy pracy, nie zawsze można będzie liczyć, że w chwilach większej próby zabraknie im odwagi do przeciwstawienia się psychice środowiska. Ale trzeba było iść naprzód, bo czasu do stracenia nie było. Trzeba było krok za krokiem robić wyłomy w zakorzenionym sposobie politycznego myślenia, o ile je można było nazwać politycznym”.

Dzisiaj Polacy-personaliści muszą zrobić to samo.

Przypisy:

[1] – M. Wiśniowski, KULT smoleński http://polish.ruvr.ru/2013_04_10/KULT-smolenski/
(10.04.2013).

[2] – M. Giertych, Przyćmiony Katyń, „Opoka w Kraju” nr 82(103)/2013 z lipca 2013 r.
http://opoka.giertych.pl/owk82.htm

[3] – I. Czajko, Tragedia pod Smoleńskiem a rozgrywki polityczne wokół niej
http://polish.ruvr.ru/2013_04_12/Tragedia-pod-Smolenskiem-a-rozgrywki-polityczne-wokol-niej/ (12.04.2013).

[4] – „Oskarżanie Rosjan uważam za bezzasadne”. Z Prof. Anną Raźny rozmawia Zbigniew Lipiński, „Myśl Polska” nr 19-20/2010 z dn. 09-16.05.2010 r.
http://mercurius.myslpolska.pl/2010/05/%E2%80%9Eoskarzanie-rosjan-uwazam-za-bezzasadne%E2%80%9D/ (06.05.2010).

[5] – A. Śliwiński, Złowieszczy backcasting: likwidacja Polski
http://www.usopal.pl/publicystyka/2362-likwidacja-polski (11.07.2013).

[6] – Z. Bąbczyńska-Jelonek, Polska – Rosja: brak równowagi
http://polish.ruvr.ru/2013_02_01/Polska-Rosja-brak-rownowagi/ (01.02.2013).

[7] – A. Rybczyński, Były kagebista w Belwederze, „Gazeta Polska Codziennie” nr 424 z dn. 30.01.2013 r.
http://gpcodziennie.pl/16818-byly-kagebista-w-belwederze.html#.UeRqTqw-T0c

[8] – Przewodniczący rosyjskiej Dumy z wizytą w Polsce
http://www.rp.pl/artykul/974449.html?print=tak&p=0 (26.01.2013).

[9] – A. Wielomski, Jaką masz alternatywę Konradzie?
http://konserwatyzm.pl/artykul/10495/jaka-masz-alternatywe-konradzie (15.07.2013).

[10] – J. Domański, Pojednanie z przeszkodami, „Przegląd” nr 34/2012
http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/jerzy-domanski-pojednanie-przeszkodami

Zob. także:

Ewa Błasik dla Onetu: kilka dni przed katastrofą mąż powiedział, że planowany jest zamach
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/ewa-blasik-dla-onetu-kilka-dni-przed-katastrofa-ma,1,5559210,wiadomosc.html (10.07.2013).

Grzegorz Grabowski