Dobrodziejstwa Unii Europejskiej

Jak Polska długa i szeroka huczy propaganda o lawinie środków unijnych, jakie spływają do naszego kraju. Natomiast nie mówi się prawie nic lub nawet pokrywa całkowitym milczeniem temat obowiązkowych „składek”, jakie musimy wpłacać do wspólnej, unijnej kasy. Jak doniosła niedawno „GP” składki te wyniosły odpowiednio: 9,8 mld zł w 2006 r., 10,6 mld zł w 2007 r., 12,2 mld zł w 2008 r., 12,4 mld zł w 2009 r. i aż 14,1 mld zł w 2010 r.. W tym roku ich wysokość ma wzrosnąć podobno aż do wysokości 15,7 mld zł. Widzimy więc szybki wzrost tych obciążeń, i to niezależnie od pogarszającej się obiektywnie sytuacji gospodarczej naszego kraju i coraz większego deficytu budżetowego.

Oczywiście UE zwraca nam potem te wpłacone środki, ale nie zawsze w takiej postaci, której byśmy sobie najbardziej życzyli, i której najbardziej potrzebujemy, np.  w postaci dofinansowania budowy i modernizacji naszych dróg, autostrad i innej infrastruktury. Nierzadko środki te są kierowane na cele w istocie drugorzędne, a nawet wprost nonsesowne – np. na różnego rodzaju dziwne szkolenia, administrację, a także na cele stricte ideologiczne, takie jak np. walka z „homofobią” czy na organizacje pozarządowe propagujące „rozwój europejskiej tożsamości” czy też „umacnianie obywatelskiego poczucia przynależności do UE”.

Przy tym wszystkim przeciętny Polak nie ma w praktyce najmniejszych możliwości dotarcia do informacji o skali tych przepływów w obie strony. Gdy bowiem nasz rząd musi wpłacać przydzielony nam haracz w ściśle określonym terminie i co do grosza, o tyle druga strona może sobie pozwolić na daleko idącą uznaniowość. To od unijnych urzędników w samej Brukseli lub jej krajowych agendach zależy bardzo często w przeważającej mierze czy w danej gminie będzie np. remontowana rozsypująca się już i absolutnie niezbędna jej mieszkańcom droga, czy też wybuduje się raczej jakąś ozdobną altankę, służącą poprawie ich estetycznego komfortu. A niekiedy jeden źle wypełniony papierek w składanej aplikacji powoduje, że wymarzone środki unijne przechodzą  koło nosa… Tym sposobem, my nie umiemy czy też nie „potrafimy” ich wykorzystać, a Bruksela oszczędza.

Andrzej Turek