Czyśmy wygrali, czyśmy przegrali II wojnę światową?

wielka_trojka_zdjPostawione wyżej zagadnienie jest i zapewne na zawsze pozostanie dla nas, Polaków przedmiotem wielkich kontrowersji i dylematów. Jest ono zarazem wdzięcznym polem dla ciągle ponawianych prób manipulowania, a nawet otwartego fałszowania polskiej historii, które to smutne i zarazem niezwykle groźne dla świadomości historycznej i w konsekwencji politycznej Narodu Polskiego zjawisko wcale nie ustało, a raczej wręcz się nasiliło po tzw. odzyskaniu niepodległości w roku 1989. Próbką – co prawda z gatunku tych mocno wysublimowanych – tego rodzaju poczynań może być choćby zacytowana poniżej wypowiedź prof. Pawła Machcewicza, dyrektora powstającego obecnie w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej, w przedmiocie genezy obecnego kształtu terytorialnego Polski:

„Najważniejsze decyzje odnośnie polskich granic po wojnie zapadły podczas trzech konferencji „Wielkiej Trójki” z udziałem przywódców Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Przywódcy aliantów zachodnich: Franklin Delano Roosevelt i zwłaszcza Winston Churchill, premier Wielkiej Brytanii, zabiegali o to, żeby Polska zachowała Lwów i Zagłębie Drohobyckie ze złożami ropy naftowej. Wobec kategorycznej odmowy Stalina alianci zachodni wycofali się także z tych postulatów. Ostateczne decyzje zapadła na konferencji w Poczdamie, która odbyła się w lipcu i sierpniu 1945 roku. Tam przede wszystkim kwestią sporną między Stalinem a aliantami zachodnimi była granica między Polską i Niemcami. W tym momencie i Wielka Brytania, i Stany Zjednoczone traktowały Polskę jako kraj, który przynależy do radzieckiej strefy wpływów. W związku z tym ani w interesie Waszyngtonu, ani w interesie Londynu nie było nadmierne wzmacnianie Polski postrzeganej już wtedy jako sojusznik (…) satelita Związku Radzieckiego. W związku z tym były próby podejmowane przez Anglosasów, żeby granica przebiegała nie wzdłuż Nysy Łużyckiej, ale wzdłuż Nysy Kłodzkiej, co by było bardzo niekorzystne dla Polski: część Dolnego Śląska pozostawałaby przy takim rozstrzygnięciu po stronie niemieckiej. Także kwestia Szczecina była sporna i ostatecznie Stalin przesądził, że zarówno Szczecin pozostał w granicach Polski, jak i to właśnie Nysa Łużycka będzie granicą polsko- niemiecką”. Całość:

http://historia.wp.pl/title,Tajemnice-PRL-Stalin-przesadzil-o-przekazaniu-Szczecina-Polsce,wid,17519836,wiadomosc.html?tica

Twierdzenia powyższe, pozornie w ogólnym rozrachunku zgodne z faktami i słuszne, zawierają w istocie co najmniej kilka sugestii mogących wprowadzić przeciętnie zorientowanego w temacie słuchacza/czytelnika w poważny błąd. I tak, można je m.in. odczytać jako do pewnego stopnia próbę swoistego usprawiedliwienia w gruncie rzeczy nieprzychylnego, a nawet wręcz wrogiego stosunku mocarstw zachodnich względem Polski, jej żywotnych potrzeb i interesów. Ze słów p. profesora można by wręcz pośrednio wywnioskować, że Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływów wbrew woli tychże mocarstw, a w każdym bądź razie bez ich przyzwolenia, i że zostało to ostatecznie przesądzone dopiero w czasie bezpośrednio poprzedzającym konferencję poczdamską, a takie a nie inne ich stanowisko w sprawie polskiej, prezentowane na tejże konferencji, było już tylko prostą konsekwencją tego stanu rzeczy. Tymczasem, sprawy się miały całkiem inaczej. Jędrzej Giertych w swojej znanej pracy „Tysiąc lat historii polskiego narodu” ujmuje to zagadnienie następująco:

„Oba rządy głównych koalicyjnych państw zachodnich, angielski i amerykański od dłuższego czasu skłaniały się po cichu do oddania Polski pod wpływ Rosji Sowieckiej oraz do przekazania Rosji wschodniej połowy polskiego terytorium, a więc przejścia do porządku dziennego nad zobowiązaniami sojuszniczymi, zaciągniętymi wobec Polski. Główni kierownicy rządu i polityki Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Rosji Sowieckiej, F.D. Roosevelt, W. Churchill i J. Stalin, spotkali się najpierw na przełomie listopada i grudnia 1943 r. w stolicy Persji (Iranu) Teheranie i po raz drugi w dniach 4-11 lutego 1945 roku w Jałcie na Krymie i uchwalili (…) że Polska znajdzie się w sowieckiej strefie wpływów, że powstanie w Polsce rząd, będący połączeniem utworzonego w Polsce Rządu Tymczasowego z rządem polskim w Londynie oraz że wschodnia połowa Polski, aż po tak zwaną <<linię Curzona>> (wedle depeszy lorda Curzona z 11 lipca 1920 roku) zostanie przyłączona do Związku Sowieckiego, natomiast Polska otrzyma nowe terytoria od Niemiec. (Uchwały teherańskie były tajne i Polacy o nich współcześnie nie wiedzieli. Uchwały jałtańskie, o nieco więcej niż rok późniejsze, były jednak najzupełniej jawne).

Nie ulega wątpliwości, że był to ze strony Anglii i Ameryki akt zdrady wobec Polski. Anglia i Polska związane były formalnym sojuszem (podpisanym 25 sierpnia 1939 roku), a sojusz ten – wyraźnie zinterpretowany w tajnym załączniku do niego z tego samego dnia – wprawdzie ustalał, że tylko w razie napaści niemieckiej obie strony mają obowiązek przyjść sobie zbrojnie z pomocą, a tym samym nie mają takiego obowiązku w wypadku napaści sowieckiej, ale mają za to obowiązek bronić wzajemnie swej niepodległości oraz nie wchodzić w nieprzyjazne sobie porozumienia ze stronami trzecimi, a więc także i z Rosją. Tak więc Wielka Brytania nie miała obowiązku bić się z Sowietami o Polskę, ale niewątpliwie nie miała prawa wchodzić w porozumienie z Sowietami, zwrócone przeciwko Polsce. Tak samo, fakt współdziałania polsko-brytyjskiego w wojnie w latach 1939 aż do końca wojny, przy czym były takie czasy, gdy Polska była jedynym sojusznikiem, jakiego Wielka Brytania posiadała, rodził zobowiązania brytyjskie wobec Polski, nie pisane, ale natury moralnej. Tak samo i Ameryka, choć nie miała z Polską sojuszu formalnego, miała wobec Polski obowiązki moralne, wynikające z faktu współdziałania na wojnie. Prezydent Roosevelt miał także zobowiązania moralne wobec obywateli amerykańskich narodowości polskiej, którzy go popierali w amerykańskiej polityce wewnętrznej, licząc na to, że będzie bronił interesów ich starej ojczyzny, Polski.

Jest oczywiste, że Anglia i Ameryka wcale Polski w pertraktacjach ze Stalinem w sposób stanowczy nie broniły. Trochę się ze Stalinem spierały, jaki ma być w Polsce rząd, ale zgoła nie walczyły o to, by utrzymać w mocy wschodnią granicę, ustaloną przez pokój w Rydze. Jeśli mi wolno wyrazić swoje własne przypuszczenie, podejrzewam, że Churchill, a wraz z nim i Roosevelt nie wierzyli w to, by polskie ziemie wschodnie, obejmujące Lwów, Wilno i wiele innych polskich miast rzeczywiście się Polsce moralnie należały oraz, że wróg Polski, Lewis Namier, który był rzeczywistym autorem <<linii Curzona>>, ongiś przekonał Churchilla, tak jak i innych brytyjskich polityków, o tym, że ziemie na wschód od <<linii Curzona>> wcale nie stanowią integralnej części Polski i że polityka brytyjska w istocie właśnie do tego dążyła, by te ziemie oddać Rosji i że inicjatywa oderwania tych ziem od Polski wcale w latach 1941-1945 nie pochodziła głównie od Rosji, lecz raczej od Wielkiej Brytanii, a więc że Rosja stanowczo się tych ziem w Teheranie i Jałcie domagała przede wszystkim dlatego, że wiedziała, iż poważnego oporu w tej sprawie wcale ze strony brytyjskiej nie napotka…”(J. Giertych, Tysiąc lat historii polskiego narodu, Poznań 1997, t. III, s. 143-145).

Opinia zaś, jakoby Roosevelt a „zwłaszcza” Churchill próbowali ratować dla Polski Lwów (a także i Drohobycz) jest całkowicie gołosłowna i zwyczajnie kłamliwa. Otóż, mam akurat przed sobą publikację pt. „Teheran-Jałta-Poczdam. Dokumenty konferencji szefów rządów trzech wielkich mocarstw”, wydaną przez peerelowskie wydawnictwo Książka i Wiedza w 1972 r. Jest to polskie tłumaczenie zbioru sowieckich stenogramów i zapisów ze wszystkich trzech wymienionych w tytule konferencji, opublikowanego kilka lat wcześniej. Powstaje tu oczywiście problem stopnia wiarygodności zawartego w nim materiału faktograficznego, identycznie zresztą sprawa się ma w przypadku analogicznych publikacji amerykańskich czy też informacji na ten temat zawartych w wydanych drukiem pamiętnikach kilku zachodnich mężów stanu – uczestników tych wydarzeń (przede wszystkim H. Trumana, W. Churchilla, a także amerykańskich sekretarzy stanu z tego okresu: E. Stettiniusa i J. Byrnesa czy wreszcie brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Anthony Edena). W tym miejscu trzeba zaznaczyć i wyjaśnić czytelnikowi, że nie istnieje żaden wspólny, można by rzec całkowicie bezstronny dokument utrwalający cały przebieg rozmów w Teheranie, Jałcie i Poczdamie – każda z uczestniczących w nich stron sporządzała z nich stenogramy i czyniła zapiski wyłącznie we własnym zakresie i na własny użytek; oficjalnie ogłaszano tylko w gruncie rzeczy mocno ogólnikowe komunikaty z końcowych wyników wspomnianych konferencji. Wobec powyższego, rzeczą ze wszech miar wskazaną i pożyteczną byłoby przeprowadzenie analizy porównawczej wszystkich wspomnianych publikacji, wydanych tak w b. ZSRR, jak i Zachodzie, która dałaby możliwie najpełniejszy obraz poruszanego zagadnienia. To jednak zadanie dla profesjonalnych, a przy tym rzetelnych, odpowiedzialnych historyków. Niżej podpisany, nie dysponując takimi możliwościami, jest zmuszony oprzeć się na materiałach powszechnie (choć znowu nie tak do końca) dostępnych, siłą więc rzeczy wysnuwane z nich oceny bynajmniej nie zamykają wcale sprawy, ale raczej stanowią punkt wyjścia do dalszej, bardziej wyczerpującej dyskusji w temacie.

Otóż, publikacja ta zawiera miejscami informacje i wzmianki doprawdy szokujące dla polskiego czytelnika. Wynika z niej jednoznacznie, że kwestia powojennego kształtu polskich granic wschodnich została w zasadzie przesądzona już na konferencji w Teheranie, zaś przywódcy mocarstw zachodnich nie tylko nie próbowali oponować czy realnie negocjować „linii Curzona”, lecz wręcz sami dawali impuls w tym kierunku, traktując to najwidoczniej jako bardzo istotną, a przy tym znajdującą się pod ręką kartę przetargową w dyplomatycznej batalii ze Stalinem.

I tak, już w swym pierwszym teherańskim wystąpieniu dotyczącym kwestii polskiej Churchill oświadcza, co następuje: „(…) Pragnę przypomnieć przytoczony przeze mnie przykład trzech zapałek, z których jedna obrazuje Niemcy, druga – Polskę, trzecia – Związek Radziecki. Wszystkie te trzy zapałki muszą być przesunięte na zachód, aby rozwiązać jedno z głównych zadań stojących przez sojusznikami – zagwarantować zachodnie granice Związku Radzieckiego” (tamże, s. 82). I dalej, na konkretyzujące kwestię pytanie Stalina: „(…) Churchill mówi o trzech zapałkach. Chciałbym zapytać, co to oznacza?”: „Dobrze byłoby tu, przy okrągłym stole, zapoznać się z koncepcjami Rosjan w sprawie granic Polski. Wydaje mi się, że wówczas Eden lub ja moglibyśmy przedstawić ją Polakom. Uważamy, że Polsce niewątpliwie należy dać zadośćuczynienie kosztem Niemiec. Bylibyśmy gotowi powiedzieć Polakom, że to dobry plan i że lepszego planu nie mogą oni oczekiwać…” (tamże, s.83).

Nie dziwota, że Stalin, po takiej zachęcie, bez najmniejszego skrępowania stwierdza: „Chodzi to, że ziemie ukraińskie powinny wrócić do Ukrainy, a białoruskie – do Białorusi, tzn. pomiędzy Polską a nami powinna istnieć granica z roku 1939, ustanowiona przez radziecką konstytucję. Rząd radziecki stoi na gruncie tej granicy i uważa to za słuszne. Jakie są jeszcze sprawy do omówienia?” (tamże, s. 83). Jakichkolwiek protestów, polemik czy nawet tylko nieśmiałych obiekcji wobec tego ultymatywnego postawienia sprawy (przynajmniej w stenogramach sowieckich) nie odnotowano, natomiast brytyjski premier z własnej inicjatywy uściśla za chwilę temat: „Teraz znów chciałbym powrócić do kwestii polskiej, która mi się wydaje pilniejsza (od niemieckiej, którą omawiano w międzyczasie – JM.), ponieważ Polacy mogą narobić wiele szumu (wytł. –JM.). Chciałbym odczytać swoją propozycję w sprawie polskiej. Nie proszę przy tym, aby zgodzić się z nią w postaci przeze mnie przedłożonej, ponieważ sam jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji. Moja propozycja brzmi:

<<Przyjęto w zasadzie, że siedziba państwa i narodu polskiego powinna znajdować się między tak zwaną linią Curzona a linią rzeki Odra, z włączeniem w skład Polski Prus Wschodnich i prowincji opolskiej. Jednakże ostateczne wytyczenie granic wymaga dokładnych studiów i w niektórych punktach ewentualnego rozsiedlenia ludności>>” (tamże, s. 87). I na tym właśnie w Teheranie stanęło.

Tak więc już w tym momencie Stalin wstępnie osiągnął – dodajmy bez najmniejszego trudu, bez jakichkolwiek poważniejszych dyplomatycznych przetargów i w istocie bez najmniejszych sprzeciwów ze strony USA i Wielkiej Brytanii – w przedmiocie przebiegu powojennej granicy polsko-sowieckiej maksimum swych żądań, czyli „linię Curzona” – oczywiście w kształcie pożądanym przez Moskwę. Nie wyrażano wcale na konferencji teherańskiej, nawet choćby tylko aluzyjnie, żadnych postulatów czy nawet tylko nieśmiałych próśb odnośnie ewentualnego pozostawienia Lwowa i Drohobycza z przyległościami przy Polsce. Postulat taki został owszem wyrażony – jednakże głównie ustami Roosevelta, a nie Churchilla – już na konferencji jałtańskiej. Zacytujmy stosowny fragment:

Roosevelt oświadcza, że Stany Zjednoczone znajdują się daleko od Polski i on, Roosevelt, poprosi dwóch innych uczestników narady o zreferowanie swoich poglądów. W Stanach Zjednoczonych Ameryki mieszka 5-6 mln osób polskiego pochodzenia. Jego stanowisko, podobnie jak stanowisko podstawowej masy Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych, pokrywa się z tym stanowiskiem, które przedstawił on w Teheranie. On, Roosevelt, jest za linią Curzona (wytł. – JM.). Z tym, w istocie rzeczy, zgadza się większość Polaków, lecz Polacy, podobnie jak i Chińczycy, zawsze bardzo niepokoją się tym, aby <<nie utracić twarzy>>.

Stalin pyta, o jakich Polakach mowa: o prawdziwych czy o emigrantach? Prawdziwi Polacy mieszkają w Polsce.

Roosevelt odpowiada, że wszyscy Polacy pragną otrzymać coś niecoś, aby zachować <<swą twarz>>. Jego sytuacja, jako prezydenta, byłaby ułatwiona, gdyby rząd radziecki stworzył Polakom możliwość zachowania <<twarzy>> (wytł. – JM.). Byłoby dobrze rozpatrzyć zagadnienie ustępstw na rzecz Polaków na południowym odcinku linii Curzona (mowa ewidentnie o Lwowie – JM.). Roosevelt nie upiera się przy swym wniosku, ale pragnie, by rząd radziecki wziął to pod uwagę…”. (tamże, s. 144).

Co na to rzekomy bojownik o polski Lwów i Zagłębie (Borysławsko)-Drohobyckie Churchill: Churchill mówi, że jest upoważniony oświadczyć, że rząd brytyjski odnosi się pozytywnie do propozycji prezydenta. Churchill stale publicznie oświadczał w parlamencie i przy innych okazjach o zamiarze rządu brytyjskiego uznania linii Curzona w tej postaci, w jakiej jest ona interpretowana przez rząd radziecki, to jest z pozostawieniem Lwowa przy Związku Radzieckim. Jego, Churchilla, i Edena bardzo krytykowano za to zarówno w parlamencie, jak też w partii konserwatywnej, ale zawsze uważał on, że po tej tragedii, jaką przeżyła Rosja, broniąc się przed agresją niemiecką, oraz po tych wysiłkach, które Rosja dołożyła dla wyzwolenia Polski, pretensje Rosjan do Lwowa i do linii Curzona opierają się nie na sile, lecz na prawie. Churchill stoi również i obecnie na tym stanowisku.

Jednakże Churchill bardziej interesuje się kwestią polskiej suwerenności, wolności i niezależności Polski aniżeli dokładnym określeniem jej granic. Chciałby, aby Polacy mieli ojczyznę, w której mogliby żyć tak, jak im się podoba. Słyszał on kilkakrotnie jak marszałek Stalin z największą stanowczością proklamował ten sam cel. Ponieważ Churchill zawsze żywił zaufanie do oświadczeń marszałka Stalina na temat suwerenności i niezależności Polski, to nie uważa zagadnienia granic za bardzo ważne (wytł. – JM.); (tamże, s. 146).

Jak z powyższego widać, zaiste piękna i waleczna była ta „obrona” polskości Lwowa w wykonaniu Winstona Churchilla (podczas gdy FD. Roosevelt manewrował wokół tej kwestii niczym pies koło jeża). W tej sytuacji batiuszka Stalin miał bardzo ułatwione argumentowanie: stwierdził, że ZSRR i tak już przecież zrezygnował ze swoich pretensji do Białegostoku, a Lwowa Polsce pozostawić żadną miarą nie może, bo cóż by powiedzieli na to … Ukraińcy. I na tym stanęło.

W ogóle jakim to zresztą sposobem i w imię jakich racji miał Churchill obstawać za polskim Lwowem, skoro w istocie to właśnie dyplomacja brytyjska pierwsza „wyprodukowała” „sowiecką” wersję linii Curzona”. Sięgnijmy tu raz jeszcze po stosowny fragment przywołanej już pracy J. Giertycha:

„W okresie największych polskich klęsk wojennych rząd polski zawarł – dnia 10 lipca 1920 roku – umowę z mocarstwami zachodnimi, wedle której państwa zachodnie zgodziły się pośredniczyć między Polską a Rosją w sprawie zawieszenia broni. Umowa ta przewidywała, że na terenie byłego zaboru rosyjskiego armia polska zatrzyma się na <<linii prowizorycznie wyznaczonej 8 grudnia 1919 roku przez konferencję pokojową w Paryżu>>, a armia sowiecka zatrzyma się w odległości 50 kilometrów od tej linii, zaś w byłym zaborze austriackim linia rozejmowa będzie mieć miejsce wzdłuż faktycznej linii frontu w dniu podpisania rozejmu.

W dniu następnym, 11lipca, rząd angielski, z podpisem angielskiego ministra spraw zagranicznych, lorda George Curzona, wysłał depeszę do rządu sowieckiego, proponując rozejm i linię rozejmu (odtąd zwaną <<linią Curzona>>), wcale nieidentyczną z linią ustaloną w dniu poprzednim, bo na terenie byłego zaboru austriackiego, który dotąd wcale nie był przez wojska sowieckie najechany, proponującą <<linię do Karpat na zachód od Rawy Ruskiej, a na wschód od Przemyśla>>, czyli oddającą w tymczasową władzę wojskową bolszewikom całą Galicję Wschodnią wraz ze Lwowem. Depesza Lorda Curzona była jaskrawym pogwałceniem zawartej w dniu poprzednim umowy, która wpuszczenia wojsk sowieckich do Galicji Wschodniej wcale nie przewidywała. Autorem tej depeszy nie był w istocie lord Curzon, lecz wielki wróg Polski, premier brytyjski Lloyd George. A opracował tę linię jeszcze większy wróg Polski, brytyjski rzeczoznawca od spraw polskich, dopiero niedawno w Anglii osiadły, Lewis Namier (dawniej Bernstein-Namierowski)” (J. Giertych, Tysiąc…, s. 84-85).

Dodajmy jeszcze przy okazji, że już w trakcie konferencji wersalskiej delegacja brytyjska na czele z wyżej wymienionymi usilnie, aczkolwiek bezskutecznie dążyła do tego, żeby Galicja Wschodnia nie znalazła się przypadkiem w rękach polskich, ale – w tamtym wypadku – w ukraińskich. Wspomniany Namier vel Bernstein-Namierowski ( Żyd urodzony na terenie b. Kongresówki) był zresztą bodaj największym, najzacieklejszym antagonistą i przeciwnikiem Dmowskiego w jego dyplomatycznej batalii na Zachodzie, poprzedzającej tę konferencję i po części także w jej trakcie.

(c.d. wkrótce)

Jan Matusiewicz

Część druga tekstu dostępna jest pod adresem: http://piastpolski.pl/czysmy-wygrali-czysmy-przegrali-ii-wojne-swiatowa-c-d-tekstu-z-9-maja-br/