Czyśmy wygrali, czyśmy przegrali II wojnę światową – c.d. tekstu z 9 maja br.

Jak fałszywi „sojusznicy” chcieli sprowadzić Polskę do roli kadłubowego państewka

sikorski-i-churchillOstatecznie, po stosunkowo krótkiej oficjalnej dyskusji w temacie, uczestnicy konferencji w Jałcie doszli zgodnie do wspólnej konkluzji vs. powojennych granic Polski i w ogóle w kwestii polskiej. Jest ona ujęta w oficjalnym Komunikacie (całkowicie miarodajnym i pewnym w swej treści) z tejże konferencji, w rozdziale piątym:

„Zebraliśmy się na Konferencji Krymskiej, by załatwić nasze różnice zdań co do Polski. Przedyskutowaliśmy dokładnie wszelkie strony tego zagadnienia. Ponownie stwierdzamy nasze wspólne pragnienie ujrzenia Polski państwem silnym, wolnym, niepodległym i demokratycznym. W wyniku naszych rozmów uzgodniliśmy warunki, na jakich ma być utworzony nowy Polski Rząd Tymczasowy Jedności Narodowej, tak aby uzyskał uznanie trzech głównych mocarstw. Osiągnięte porozumienie brzmi, jak następuje:

<<Nastała nowa sytuacja w Polsce na skutek jej pełnego wyzwolenia przez Armię Czerwoną. Wymaga to utworzenia Tymczasowego Rządu Polskiego, który będzie mógł być oparty na szerszej podstawie, niż to było możliwe przed niedawnym wyzwoleniem Polski zachodniej. Działający obecnie w Polsce Rząd Tymczasowy powinien być wobec tego zreorganizowany na szerszej podstawie demokratycznej z włączeniem przywódców demokratycznych z samej Polski i Polaków z zagranicy. Ten nowy rząd powinien otrzymać wtedy nazwę Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej.

Panowie Mołotow, Harriman (Wiliam Averell Harriman – polityk i dyplomata amerykański; ambasador USA w Moskwie w latach 1943-1946; uczestnik wszystkich trzech konferencji „Wielkiej Trójki”) i Sir A. Clark Kerr (John Archibald Kerr-Clark – brytyjski arystokrata i dyplomata; w okresie 1942-1946 ambasador Wlk. Bryt. w Moskwie) są upoważnieni, żeby, jako Komisja, porozumieli się w Moskwie przede wszystkim z członkami obecnego Rządu Tymczasowego i z innymi polskimi przywódcami demokratycznymi z samej Polski i z zagranicy w celu zreorganizowania obecnego rządu w powyższym duchu. Ten Polski Rząd Tymczasowy Jedności Narodowej będzie miał obowiązek przeprowadzenia możliwie najprędzej wolnych i nieskrępowanych wyborów, opartych na głosowaniu powszechnym i tajnym. W wyborach tych będą miały prawo uczestniczenia i wystawiania kandydatów wszystkie partie demokratyczne i antynazistowskie.

Z chwilą gdy zgodnie z powyższym zostanie utworzony należycie Polski Rząd Tymczasowy Jedności Narodowej, Rząd Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, który obecnie utrzymuje stosunki dyplomatyczne z dotychczasowym Rządem Tymczasowym Polski, oraz Rządy Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych Ameryki nawiążą stosunki dyplomatyczne z nowym Polskim Rządem Jedności Narodowej i wymienią ambasadorów, których sprawozdania będą informowały odnośne rządy o sytuacji w Polsce.

Szefowie trzech rządów uważają, że wschodnia granica Polski powinna biec wzdłuż linii Curzona z odchyleniami od niej w pewnych okolicach o pięć do ośmiu kilometrów na korzyść Polski. Uznają oni, że Polska powinna uzyskać istotny przyrost terytorialny na północy i na zachodzie. Uważają oni, że we właściwym czasie trzeba będzie zasięgnąć opinii nowego Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej co do wielkości tego przyrostu oraz że ostateczne ustalenie zachodniej granicy Polski będzie odroczone do konferencji pokojowej>>; (Teheran-Jałta-Poczdam. Dokumenty konferencji szefów rządów trzech wielkich mocarstw, W-wa 1972, s. 206-208).

Pozwoliłem sobie przytoczyć nie tylko sam fragment Komunikatu dotyczący granic, ale całość uzgodnień jałtańskich dotyczących powojennego losu Polski, jako że są to kwestie organicznie powiązane ze sobą. Wyłania się z nich w gruncie rzeczy pełna zgoda Anglosasów na oddanie Polski w sowiecką strefę wpływów, zaklajstrowana i okraszona obłudnymi frazesami o jej niby pożądanej „wolności”, „niepodległości”, „demokratycznym” ustroju itp. Było doprawdy wielkim ewenementem i kpiną z prawa międzynarodowego, że w ustępach dotyczących zasad tworzenia wspomnianego tzw. Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej pominięto całkowitym milczeniem istnienie Rządu RP na Uchodźctwie (londyńskiego), z którym przecież i Wielka Brytania, i także Stany Zjednoczone wciąż utrzymywały stosunki dyplomatyczne, uznając go w tym momencie formalnie za legalny rząd polski. Ów TRJN miał być zaś tworzony na bazie marionetkowego Rządu Tymczasowego (istniejącego formalnie od 31 grudnia 1944 r.) i poszerzony jedynie o pewne, wybiórczo dobrane osobistości i środowiska polityczne – a nie na zasadzie fuzji obydwu rządów – co już góry przesądzało jego kształt. Z drugiej wszak strony wysoce nierealistyczna, skrajnie doktrynerska i ostentacyjnie ignorująca zaistniały układ sił w świecie, a zwłaszcza wewnątrz koalicji antyhitlerowskiej linia polityczna ówczesnego premiera rządu londyńskiego Tomasza Arciszewskiego (od 29 listopada 1944 r., po dymisji S. Mikołajczyka) – notabene zasłużonego weterana socjalistycznego, w swoim czasie członka Organizacji Bojowej PPS Piłsudskiego, paradoksalnie tylko jeszcze ułatwiła dyplomacji brytyjskiej (i po części amerykańskiej) tak bezpardonowe i bezwstydne porzucenie niedawnego cennego sojusznika. Ta polityka, polityka pryncypialnych i stanowczych – co prawda – ale całkowicie beznadziejnych, bezproduktywnych, całkowicie jałowych protestów pomogła nawet umyć Churchillowi ręce w tym sensie, że podmyła poparcie i wiarygodność polskiego rządu emigracyjnego w licznych kręgach angielskiej opinii publicznej, które dotąd Polsce sprzyjały i broniły jej interesów, jako skrajnie nieprzejednanego, nieobliczalnego, nieracjonalnego itd. Co znamienne, Arciszewski nie tylko ostro protestował przeciwko granicy wschodniej na linii Curzona, co trudno mieć mu za złe, ale również wyrażał oficjalne obiekcje co do ewentualnego przesunięcia granicy z Niemcami zbyt daleko na zachód. Np. już 17 grudnia 1944 r. pozwolił sobie wprost oświadczyć: „Nie chcemy rozszerzać naszej granicy na zachód, tak aby wchłonąć osiem do dziesięć milionów Niemców. Nie chcemy Wrocławia i Szczecina”. Było to stwierdzenie nader nieszczęśliwe, uprzedzające niepotrzebnie przyszłe wypadki w kwestii losu ludności niemieckiej mieszkającej na terytorium niemieckim przekazanym ostatecznie Polsce, idące przy tym bardzo na rękę, jak to za chwilę zobaczymy, Churchillowi i jego pokrętnej antypolskiej argumentacji. Nasuwać się może nawet tu pytanie, czy premier Arciszewski nie był czasem w tym zakresie zręcznie i perfidnie manipulowany przez jakieś utajone antypolskie siły, np. przez masonerię, zainstalowane w jego najbliższym otoczeniu.

Powróćmy jednak do sedna kwestii. Ostateczna batalia o kształt zachodniej granicy Polski rozegrała się na Konferencji w Poczdamie (17 lipca – 2 sierpnia 1945 r.). Kwestia ta stanęła na porządku dziennym po raz pierwszy na drugim posiedzeniu przywódców trzech mocarstw w dniu 18 lipca. Przytoczmy bardzo ciekawy jej fragment:

„(…)Churchill: Chcę zadać tylko jedno pytanie. Zauważyłem, że używa się tutaj słowa <<Niemcy>>. Co oznacza obecnie termin <<Niemcy>>? Czy można go rozumieć w takim sensie, jak to było przed wojną?

Truman: Jak rozumie tę kwestię delegacja radziecka?

Stalin: Niemcy są tym , co zostało po wojnie. Żadnych innych Niemiec teraz nie ma. Tak rozumiem tę kwestię.

Truman: Czy można mówić o Niemczech, jakimi były one do wojny, w 1937 roku?

Stalin: Jakimi one są w 1945 roku.

Truman: W 1945 roku straciły one wszystko. Niemcy teraz faktycznie nie istnieją.

Stalin: Niemcy są, jak to się u nas mówi, pojęciem geograficznym. Na razie będziemy tak to rozumieć. Nie można abstrahować od rezultatów wojny.

Truman: Tak, ale przecież trzeba dać jakąś definicję pojęcia <<Niemcy>>. Uważam, że Niemcy z 1886 roku czy z 1937 roku – to nie to co obecne Niemcy, w 1945 roku.

Stalin: Zmieniły się one w wyniku wojny, tak więc je przyjmujemy.

Truman: W pełni zgadzam się z tym, ale mimo to powinna być dana jakaś definicja pojęcia <<Niemcy>>.

Stalin: Na przykład, czy zamierza się wprowadzić niemiecką administrację w sudeckiej części Czechosłowacji? Jest to obszar, z którego Niemcy wypędzili Czechów.

Truman: Może jednak będziemy mówić o Niemczech, jakimi były one przed wojną, w 1937 roku?

Stalin: Formalnie rzecz biorąc, można tak rozumieć, w rzeczywistości jednak tak nie jest. Jeżeli w Królewcu pojawi się niemiecka administracja, to przepędzimy ją, bezwzględnie przepędzimy.

Truman: Na konferencji krymskiej ustalono, że sprawy terytorialne winny być rozwiązane na konferencji pokojowej. Jak więc określimy pojęcie <<Niemcy>>?

Stalin: Określmy zachodnie granice Polski i wówczas sprawa Niemiec stanie się jaśniejsza. Jest mi bardzo trudno powiedzieć, czym są teraz Niemcy. Jest to kraj, który nie rządu, który nie ma określonych granic, ponieważ nasze wojska granic nie wytyczają. (…) Jest to kraj rozbity.

Truman: Może przyjmiemy jako punkt wyjściowy granice Niemiec z 1937 roku?

Stalin: Za punkt wyjścia można wziąć wszystko. W tym sensie można wziąć również 1937 rok.

Truman: Były to Niemcy po traktacie wersalskim.

Stalin: Tak, można przyjąć Niemcy z 1937 roku, ale tylko jako punkt wyjściowy. Jest to po prostu hipoteza robocza dla udogodnienia naszej pracy.

Churchill: Tylko jako punkt wyjściowy. Nie znaczy to, że ograniczymy się do tego” (tamże, s. 240-242).

Była to jednak tylko wstępna przygrywka do zażartych przetargów miedzy „Wielką Trójką” w kwestii polskiej: te zaczęły się na dobre na piątym posiedzeniu konferencji, 20 lipca. Przytoczmy znowu obszerny fragment gorącej dyskusji i wymiany zdań w łonie „Wielkiej Trójki”:

„(…) Truman: Pozwólcie mi złożyć oświadczenie na temat zachodniej granicy Polski. Na mocy porozumienia jałtańskiego ustalono, że terytorium niemieckie będzie okupowane przez wojska czterech mocarstw – Wielkiej Brytanii, ZSRR, USA i Francji, z których każde otrzyma swoją strefę okupacyjną. Sprawa granic Polski była poruszana na konferencji, ale w uchwale stwierdzono, że ostatecznie kwestia ta powinna być rozwiązana na konferencji pokojowej. Na jednym z naszych pierwszych posiedzeń postanowiliśmy, że za punkt wyjścia do omawiania przyszłych granic Niemiec przyjmujemy granice Niemiec z grudnia 1938 roku.

Wytyczyliśmy nasze strefy okupacji oraz granice tych stref. Wycofaliśmy swe wojska do naszych stref, jak to postanowiono. Ale obecnie, najwidoczniej, jeszcze jeden rząd otrzymał strefę okupacyjną, i to uczyniono bez konsultacji z nami. Jeżeli zakładano, że Polska powinna stać się jednym z mocarstw, któremu wyznacza się swoją strefę okupacyjną, to należało się zawczasu porozumieć w tej kwestii. Trudno nam zgodzić się z takim rozwiązaniem zagadnienia , skoro nie przeprowadzono z nami żadnej konsultacji na ten temat. Odnoszę się przyjaźnie do Polski, i, być może, całkowicie zgodzę się z wnioskiem rządu radzieckiego co do jej granic zachodnich, ale nie chcę tego robić obecnie, albowiem będzie ku temu inne miejsce – konferencja pokojowa.

Stalin: W uchwałach konferencji krymskiej stwierdzono, że szefowie trzech rządów uzgodnili, że wschodnia granica Polski powinna przebiegać wzdłuż Curzona, tak więc wschodnia granica Polski na konferencji została ustalona. Co się zaś tyczy granicy zachodniej, to w uchwale konferencji stwierdzono, że Polska powinna otrzymać istotny przyrost swego terytorium na północy i na zachodzie. Dalej powiedziano tam: uważają one, tzn. trzy rządy, że w sprawie rozmiarów tego przyrostu w odpowiednim terminie zasięgnie się opinii nowego polskiego Rządu Jedności Narodowej i że w ślad za tym definitywne wytyczenie zachodniej granicy Polski zostanie odłożone do konferencji pokojowej.

Truman: Ja również tak zrozumiałem. Ale nie mieliśmy i nie mamy jakiegokolwiek prawa przyznawania Polsce strefy okupacji.

Stalin. Polski Rząd Jedności Narodowej wyraził swoją opinię na temat granicy zachodniej. Jego opinia jest obecnie nam wszystkim znana (mowa o Memorandum Rządu Jedności Narodowej, w składzie m.in. z S. Mikołajczykiem, do rządów trzech wielkich mocarstw odnośnie polskiego stanowiska w sprawie granicy zachodniej, przekazanym ambasadorowi USA w Moskwie W. A. Harrimanowi 10 lipca 1945 r.).

Truman: Na temat zachodniej granicy nigdy nie złożono oficjalnego oświadczenia.

Stalin: Mówię teraz o opinii rządu polskiego. Obecnie jest ona znana nam wszystkim. Możemy teraz porozumieć się na temat zachodniej granicy Polski, a definitywnie sprawa tej zachodniej granicy powinna być formalnie załatwiona na konferencji pokojowej.

Truman: Pan Byrnes (James Francis Byrnes – sekretarz stanu USA od lipca 1945 r. do stycznia 1947 r.) dopiero dzisiaj otrzymał oświadczenie rządu polskiego. Nie zdążyliśmy jeszcze zapoznać się z nim należycie.

Stalin: Nasza propozycja sprowadza się do tego, abyśmy wypowiedzieli swe zdanie odnośnie do życzenia rządu polskiego posiadania takiej właśnie granicy zachodniej. Czy wyrazimy swe stanowisko dziś, czy jurto – to nie ma żadnego znaczenia.

Co się zaś tyczy kwestii, że oddaliśmy Polakom strefę okupacyjną, nie mając na to zgody rządów sojuszniczych, to sprawę tę postawiono nieściśle. W swych notach rząd amerykański oraz rząd brytyjski proponowały nam kilkakrotnie, aby nie dopuszczać polskiej administracji do rejonów zachodnich, dopóki nie zostanie definitywnie rozstrzygnięta kwestia zachodniej granicy Polski. Nie mogliśmy tego uczynić, gdyż ludność niemiecka odeszła w ślad za wycofującymi się na zachód wojskami niemieckimi. Natomiast ludność polska szła naprzód, na zachód, a potrzeby naszej armii wymagały, aby na jej zapleczu, na terytorium, które zajmowała nasza armia, istniała miejscowa administracja. Armia nasza nie może jednocześnie tworzyć administracji, walczyć i oczyszczać terytorium od wroga. Nie jest ona do tego przyzwyczajona. Dlatego wpuściliśmy Polaków.

W tym właśnie duchu odpowiedzieliśmy wówczas naszym amerykańskim i angielskim przyjaciołom. Poszliśmy na to tym bardziej, że wiedzieliśmy, iż Polska otrzymuje przyrost swych ziem na zachód od swej poprzedniej granicy. Nie wiem, jaką szkodę można wyrządzić naszej wspólnej sprawie, jeżeli Polacy organizują swoją administrację na terytorium, które i tak ma zostać przy Polsce. Skończyłem.

Truman: Nie mam żadnych zastrzeżeń wobec wypowiedzianej opinii o przyszłej granicy Polski. Ale umówiliśmy się, że wszystkie części Niemiec powinny się znajdować pod zarządem czterech mocarstw. Będzie też bardzo trudno uzgodnić sprawiedliwe rozwiązanie sprawy reparacji, jeżeli ważne tereny Niemiec będą znajdować się pod okupacją państwa, które nie wchodzi w skład tych czterech mocarstw. (…)

Churchill: Czy nie można by tego zagadnienia pozostawić bez rozstrzygnięcia?

Stalin: Kiedyś trzeba je rozstrzygnąć.

Churchill: Jest jeszcze kwestia dostaw. Kwestia dostaw artykułów żywnościowych – nader ważne zagadnienie, albowiem rejony te są podstawowymi rejonami dostarczającymi artykułów żywnościowych dla ludności niemieckiej.

Stalin: A kto tam będzie pracował, uprawiał zboże? Oprócz Polaków nie tam kto pracować.

Truman: Możemy osiągnąć porozumienie. Sądzę, iż istota zagadnienia, które stoi przed nami i nas niepokoi, polega na tym, jaka będzie administracja w tych rejonach, Interesuje nas również kwestia, czy te rejony będą częścią Niemiec, czy też częścią Polski w okresie okupacji. Kwestia polega na tym. My mamy strefę okupacyjną, Francja ma strefę okupacyjną, strefę okupacyjną mają Anglicy i Związek Radziecki. Chcę wiedzieć, czy rejony, o których obecnie jest mowa, wchodzą w skład radzieckiej strefy okupacyjnej. Sadzę, że w odpowiednim czasie będziemy mogli osiągnąć porozumienie w sprawie przyszłych granic Polski, ale obecnie mnie interesuje kwestia tych rejonów na okres okupacji.

Stalin: Na papierze jest na razie terytorium niemieckie, w rzeczywistości – jest to de facto terytorium polskie.

Truman: Co się stało z ludnością? Było jej tam, prawdopodobnie ze trzy miliony.

Stalin: Ludność odeszła.

Churchill: Jeżeli tak to wygląda, to wynika z tego, że będzie się ona żywić w rejonach, do których odeszła, o ile opuszczone przez Niemców tereny nie zostaną Niemcom przekazane i nie będą się znajdowały w dyspozycji Niemiec. Rozumiem w ten sposób, że zgodnie z planem rządu polskiego, który cieszy się poparciem, jak zrozumiałem, rządu radzieckiego, jedna czwarta wszystkich gruntów uprawnych Niemiec z 1937 roku zostanie od nich oderwana.

Co się tyczy ludności, to okazuje się, że trzy lub cztery miliony Polaków zostanie przesiedlonych ze wschodu do rejonów zachodnich. Przedwojenna ludność Niemiec w tych rejonach, według danych rosyjskich, liczyła osiem i ćwierć miliona. A więc, mimo poważnych trudności związanych z przesiedleniem tak wielkiej liczby ludności, nieproporcjonalnie wielkie brzemię zostanie złożone na inne części Niemiec, a mimo to problem żywnościowy nie zostanie rozwiązany.

Truman: Francja zechce otrzymać Saarę i Ruhrę, a jeżeli oddamy Francji Saarę i Ruhrę, to co wówczas zostanie Niemcom?

Stalin: W tej sprawie nie podjęto decyzji, a odnośnie do zachodniej granicy Polski decyzja jest, decyzja – że terytorium Polski powinno uzyskać przyrost na północy i zachodzie. (…)

Churchill: Zgodziliśmy się dać rekompensatę Polsce kosztem Niemiec za to terytorium, które odeszło od niej na wchód od linii Curzona. Ale jedno powinno równoważyć drugie. Obecnie Polska żąda dla siebie znacznie więcej, aniżeli oddaje na wschodzie. Nie uważam, aby to było z pożytkiem dla Europy, nie mówiąc już o sojusznikach. O ile trzy lub cztery miliony Polaków zostaną przesiedlone z terenów na wschód linii Curzona, to trzy lub cztery miliony Niemców można by przesiedlić na zachód, aby ustąpić miejsca Polakom. Natomiast przesiedlenie w tej chwili 8 milionów ludzi jest sprawą, której nie mogę poprzeć. Rekompensata winna się równać stratom, w przeciwnym razie nie byłoby to korzystne również dla samej Polski. Jeśli, jak mówił generalissimus Stalin, Niemcy porzucili ziemie na wschód i zachód od Odry, to należałoby ich zachęcić do powrotu tam.

W każdym bądź razie Polacy nie mają prawa doprowadzać do katastrofalnej sytuacji w zaopatrzeniu żywnościowym ludności niemieckiej. (…)Nie życzymy sobie, aby w naszych rękach pozostała ogromna liczba ludności niemieckiej bez żadnych zasobów żywnościowych. (…)

Stalin: Tak czy tak, Niemcy nie obchodziły się i nie obejdą bez importu zboża.

Churchill: Tak, oczywiście, ale tym bardziej nie będą one miały możliwości wyżywienia się, jeżeli zostaną im odebrane ziemie wschodnie.

Stalin: Niech kupują zboże od Polski.

Churchill: Nie uważamy, aby te terytoria były terytoriami Polski.

Stalin: Tam mieszkają Polacy, uprawili oni pola. Nie możemy żądać od Polaków, aby uprawiali pola, a zboże oddali Niemcom.

Churchill: Oprócz tego muszę podkreślić, że warunki w rejonach zajętych przez Polaków w ogóle są bardzo dziwne. Na przykład poinformowano mnie, że Polacy sprzedają śląski węgiel Szwecji. Robią to w tym samym czasie, kiedy u nas, w Anglii, odczuwa się brak węgla i czeka nas najzimniejsza i surowa zima bez opału. Wychodzimy z ogólnej zasady, że zaopatrzenie Niemiec w granicach 1937 roku w żywność i paliwo powinno rozkładać się proporcjonalnie do ilości ich ludności oraz niezależnie od tego, w jakiej strefie znajduje się ta żywność i ten węgiel.

Stalin: A kto będzie wydobywał ten węgiel? Niemcy nie wydobywają, wydobywają go Polacy, oni pracują.

Churchill:. Ale pracują oni na Śląsku

Stalin: Stamtąd uciekli wszyscy właściciele.

Churchill: Odeszli stamtąd dlatego, ponieważ przestraszyli się działań wojennych, ale skoro się wojna skończyła, mogliby tam powrócić.

Stalin: Nie chcą, a Polacy z tego powodu niezbyt ubolewają. (…)

Truman: Widocznie jest to już fakt dokonany, że znaczną część Niemiec przekazano Polsce pod okupację. Co wobec tego pozostaje nam do ściągania reparacji? (…)Sądzę, że ta cześć Niemiec, a mianowicie zagłębie węglowe, powinna być uważana jako pozostająca w granicach Niemiec, zarówno jeśli idzie i reparacje, jak też zaopatrzenie w żywność. Uważam, że Polacy nie mają prawa zabierać tej części Niemiec. Obecnie omawiamy kwestię przyszłych granic Polski. Ale uważam, że tu nie możemy rozstrzygnąć tego zagadnienia, powinno ono być rozstrzygnięte na konferencji pokojowej.

Stalin: A kto będzie tam wydobywał węgiel? Nam, Rosjanom, brak jest robotników dla własnych przedsiębiorstw. U Niemców wszyscy robotnicy poszli do wojska – propaganda Goebbelsa osiągnęła swój cel. Pozostaje albo wstrzymać wszelką produkcję, albo przekazać sprawę Polakom. Innego wyjścia nie ma. Co się tyczy węgla, muszę powiedzieć, że Polacy w starych granicach mieli własne zagłębie węglowe, bardzo bogate. Do tego zagłębia węglowego przyłączono rejon węglowy Śląska, który należał do Niemców. Pracują tam Polacy. Nie możemy zabrać węgla, który wydobyli Polacy.

Churchill: Kopalnie węgla na Śląsku są eksploatowane, o ile rozumiem, przez polskich robotników. Nie ma zastrzeżeń przeciwko temu, aby te kopalnie działały jako agendy rządu radzieckiego w radzieckiej strefie okupacyjnej, ale nie agendy rządu polskiego w strefie, której nie przydzielono Polsce do okupowania.

Stalin: Zakłóciłoby to wszelkie stosunki między dwoma zaprzyjaźnionymi państwami. (…)

Attlee (Clement Richard Attlee – polityk brytyjski, wieloletni przewodniczący Labour Party; wicepremier w gabinecie wojennym W. Churchilla; uczestnik konferencji poczdamskiej – od 28 lipca zastąpił Churchilla w roli przewodniczącego delegacji brytyjskiej po wygranych przez Partię Pracy wyborach i w konsekwencji objęciu stanowiska premiera Wielkiej Brytanii): Chcę powiedzieć kilka słów w sprawie rzeczywistej sytuacji z punktu widzenia mocarstw okupacyjnych. Okładając kwestię ostatecznej granicy między Polską a Niemcami, widzimy przed sobą kraj, w którym panuje chaos, a który poprzednio stanowił jednostkę gospodarczą. Uważam, że zasoby całych Niemiec z 1937 roku powinny być wykorzystane do utrzymywania i zaopatrzenia całej ludności niemieckiej, i jeżeli część zostanie uprzednio oderwana, to w strefach zachodniej i południowej wywoła to wielkie trudności dal mocarstw okupujących.

Jeżeli potrzebna jest siła robocza dla rejonów wschodnich, to należy ją znaleźć wśród ludności niemieckiej, która została zdemobilizowana lub zwolniona z pracy w przemyśle zbrojeniowym. I ta siła robocza powinna być skierowana tam, gdzie może przynieść największą korzyść, aby sojusznicy nie znaleźli się w trudnej sytuacji w ciągu najbliższych miesięcy.

Stalin: Być może, pan Attlee weźmie po uwagę, że Polaka również cierpi od następstw wojny i także jest sojusznikiem?

Attlee: Tak, ale znalazła się w korzystniejszej sytuacji.

Stalin: W porównaniu z Niemcami. Tak właśnie powinno być.

Attlee: Nie, w porównaniu z pozostałymi sojusznikami.

Stalin: Bynajmniej tak nie jest”(tamże, s. 302-313).

Dodajmy w tym miejscu, że sprawa była wałkowana prawie do samego końca konferencji poczdamskiej, przy czym delegacja amerykańska grała przez pewien czas zwyczajnie na zwłokę, dążąc do odwleczenia jej do konferencji pokojowej, której ewentualne zwołanie już wtedy stawało się coraz to bardziej wątpliwe, wobec coraz większych napięć między ZSRR a mocarstwami zachodnimi Jednakże Churchill, widząc determinację Stalina w prezentacji i obronie zajętego stanowiska w tym zakresie i słusznie przewidując, że w tej sytuacji sporne ziemie znajdą się tak czy tak, za pełnym jego przyzwoleniem i poparciem, w polskich rękach na zasadzie faktów dokonanych, wpłynął na Trumana w kierunku osiągnięcia mimo wszystko jakiegoś doraźnego porozumienia. Ostatecznie, po dalszych przetargach w sprawie ostatecznego kształtu granicy (delegacje brytyjska i amerykańska usiłowały jeszcze bronić dla Niemiec linii Nysy Kłodzkiej oraz Wrocławia i Szczecina), po wysłuchaniu zdania w tej kwestii zaproszonej na wniosek sowieckiego dyktatora delegacji Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w składzie m.in. prezydenta Bieruta, premiera E. Osóbki-Morawskiego, wicepremiera i ministra rolnictwa Mikołajczyka, ministra spraw zagranicznych W. Rzymowskiego i wiceprzewodniczącego tzw. Krajowej Rady Narodowej S. Grabskiego, i wreszcie po korzystnym załatwieniu (z punktu widzenia interesów Wlk. Bryt. i USA) sprawy poziomu i warunków reparacji wojennych z terenu zachodnich Niemiec dla ZSRR, na jedenastym posiedzeniu konferencji odbytym w dniu 31 lipca 1945 r. osiągnięto w końcu porozumienie w sprawie ostatecznego kształtu powojennej granicy polsko-niemieckiej (było faktem bardzo ważnym, że zdefiniowano ją jako granicę w pełnym tego słowa znaczeniu, a nie np. jakąś linią tymczasową czy tym podobnie).

I jeśli można wyrazić opinię, do czego przydał się polskiej racji stanu kompromis z rządem lubelskim i przyjazd do Polski Stanisława Mikołajczyka i jego współpracowników, a także takich osób, jak np. Stanisław Grabski – to wydaje się, że właśnie do tego. Z ich udziałem głos delegacji reprezentującej oficjalnie Polskę w Poczdamie był z pewnością znacznie bardziej wiarygodny i istotny, zwłaszcza, że rząd emigracyjny Arciszewskiego już wcześniej został praktycznie wyeliminowany z gry dyplomatycznej. Pora sobie to uświadomić.

Przyznasz chyba, czytelniku, że lektura tych stenogramów, choćby nawet oddawały przebieg dyskusji wielkich tego świata w sposób nie do końca autentyczny i miarodajny, wprost poraża. Widać z nich jak na dłoni, że „nasi” zachodni „sojusznicy” robili w Poczdamie co tylko było w ich mocy, by Polska wyszła z wojennej zawieruchy możliwie jak najsłabsza, pozbawiona większych perspektyw rozwojowych, a najlepiej w postaci typowego państewka kadłubowego. Już wcześniej gładko, w gruncie rzeczy bez żadnych politycznych oporów i moralnych skrupułów przyzwolili na aneksję całych b. Kresów Wschodnich przez ZSRR, teraz walczyli z całym sił, by terytorium przyznane Polsce jako rekompensata na Zachodzie było możliwie jak najmniejsze zaś Niemcy jak najmniej „pokrzywdzone”. Usiłowali kwestionować nie tylko objęcie przez Polskę Szczecina, Wrocławia i biegu granicy nowej polskiej granicy zachodniej na linii Odry i Nysy Łużyckiej, ale nawet terytoriów, które już wcześniej zgodzili się przynajmniej milcząco przyznać Polsce – nawet przedwojennej niemieckiej części Górnego Śląska!!! Nawet, jeśli były to tylko warunki brzegowe, tak by można było potem z czego ustąpić i skutecznie się potargować, świadczy to o co najmniej ambiwalentnym, lekceważącym, jeśli nie wprost wrogim stosunku do Polski i jej elementarnych interesów narodowych i państwowych. Cóż, Polacy zrobili swoje i przestali być już potrzebni. Jak to wycedził poirytowany Churchill bez ogródek Andersowi: „Może pan zabrać te swoje dywizje. My ich nie potrzebujemy”. Zaczęła się natomiast wielka gra o Niemcy, postrzegane już wtedy perspektywicznie jako cenny członek koalicji „antykomunistycznej”. Nie dziwmy się zatem linii argumentacji Trumana i Churchilla/Attleego, przepojonej artykułowaną na każdym kroku troską o to, by „biedni” Niemcy mieli co jeść i czym się ogrzać i by zbytnio nie uszczuplać ich terytorialnie. To, że prowadziło to potencjalnie do jeszcze większego osłabienia i marginalizacji Polski wewnątrz obozu sowieckiego, zupełnie ich nie obchodziło.

To więc, że Polska uzyskała pożądaną granicę zachodnią i nie wyszła tym samym z wojny z zupełnie pustymi rękami, pokonana i pognębiona w każdym aspekcie życia, zawdzięcza twardości i determinacji przywódców ZSRR, a ściśle mówiąc osobiście Stalina (gdyby na jego miejscu był np. Beria, rezultat tych rokowań mógłby być dla niej zgoła inny, znacznie mniej korzystny). Oczywiście, Stalin nie był ani „dobrym wujaszkiem”, ani szczerym przyjacielem Polski, ani człowiekiem sumienia. Był jednak, co by o nim nie mówić, niezwykle trzeźwym i przenikliwym politykiem. Po pierwsze więc, skoro powojenny los Niemiec był jeszcze zupełnie niepewny, zaś Polska była już trwale i nieodwołalnie przypisana do strefy wpływów ZSRR, był naturalnie zainteresowany, by przesunąć granice tej strefy jak najdalej na zachód, mając też na względzie aspekty strategiczne. Dlatego tak walczył – zresztą niezbyt czysto, ale czy jego brytyjscy i amerykańscy rozmówcy byli cokolwiek czyściejsi i uczciwsi – i upierał się przy granicy na Odrze i Nysie. I w końcu postanowił na sobie. Po drugie, co nie mniej ważne, rzeczywiście chciał i wręcz musiał dać Polakom elementarną rekompensatę za ziemie zabrane im na wschodzie i dodatkowo za podporządkowanie, a nawet zniewolenie polityczno-ideologiczne. W przeciwnym razie miałby w Polsce do czynienia z masowym oporem i sprzeciwem, także zbrojnym, ze strony całej masy zdesperowanych i pozbawionych jakichkolwiek perspektyw życiowych ludzi, tak że nowe prosowieckie władze mogłyby się trzymać tylko na sowieckich bagnetach, i to w wielkiej liczbie (przywódcy zachodni oczywiście bardzo by się cieszyli, jak Polacy i Rosjanie wzajemnie się wykrwawiają).

Obiektywnie jednak patrząc, piastowską granice na zachodzie zawdzięczamy właśnie – poza własnym nieugiętym trwaniem w szeregach koalicji antyhitlerowskiej – głównie sowieckiemu dyktatorowi, a jeszcze bardziej olbrzymiemu wysiłkowi zbrojnemu Armii Czerwonej, z dominującym komponentem rosyjskim. Gdyby jakimś zrządzeniem losu Berlin i wschodnie tereny Niemiec zostały wcześniej zajęte przez naszych „gorących” sojuszników brytyjskich i amerykańskich, o tak szczodrej terytorialnej kompensacie nie byłoby najmniejszej mowy. Mamy więc naprawdę powody i nawet moralny obowiązek pielęgnować groby tych setek tysięcy żołnierzy radzieckich (rosyjskich), którzy w walce o te ziemie oddali swoje życie. Nie ulegajmy prymitywnej propagandzie pseudopatriotów.

(dok. wkrótce)

Wytłuszczenia i dopiski w cytowanym tekście – JM.

Jan Matusiewicz

Część pierwsza tekstu dostępna jest pod adresem: http://piastpolski.pl/czysmy-wygrali-czysmy-przegrali-ii-wojne-swiatowa/