Czy to pisane w stanie pełnej świadomości?

Może niejednemu czytelnikowi ten tytuł wyda się nazbyt brutalny, nazbyt napastliwy, niegrzeczny i obraźliwy, ale jakże inaczej można ocenić najnowszy „popis” p. „muzyka-polityka” Pawła Kukiza:

„List do Kamila Stocha

Kochany Kamilu, Złoty Chłopaku!

Na początku chciałbym Cię bardzo przeprosić. Nie widziałem ani jednego Twojego skoku podczas igrzysk w Soczi. Choć jestem pełen podziwu dla Ciebie, choć zawsze wierzyłem, że będziesz osiągał ogromne sukcesy ku naszej chwale, to wybacz: nie mogłem Ci teraz kibicować…”. W tym miejscu p. Kukiz wyjaśnia, że stało się to z powodu jego nadzwyczajnego zaangażowania w sprawy ukraińskie, we wspieranie „Majdanu”, które pochłonęło wszystkie jego myśli i cały jego czas. Cóż, nic szczególnie dziwnego czy też szokującego jeszcze w tych słowach nie ma. Po prostu – taki osobisty wybór p. Kukiza! Sam podwójny złoty mistrz olimpijski na pewno akurat to „muzykowi-politykowi” od ręki wybaczył, zwłaszcza, że telewizyjną widownię miał akurat i tak wprost olbrzymią!

Im bardziej wgłębiamy się jednak w treść tego listu-apelu, tym robi się coraz ciekawiej i osobliwiej. Aż wreszcie p. Kukiz odpala prawdziwą bombę:

„(…)Kamilu, proszę trzymaj kciuki za Ukrainę! Mów o pomordowanych ludziach. Może malutką, ukraińską flagę z kirem namaluj obok naszej szachownicy? Rozmawiaj z innymi sportowcami.

Nie gniewaj się, ale to trochę jak spowiedź potraktuj. Gdy ginęli ludzie, wy fetowaliście zwycięstwa. To nie jest pretensja do Ciebie, przysięgam. Raczej do tej salonowej Europy, do tych skurwysynów, którzy ze strachu przed – jak to pięknie Ziemkiewicz określa – Kacapią dopuściły do pacyfikacji, a nawet wręcz dały Putinowi socjotechniczne narzędzie do gnojenia ruchów narodowo-wyzwoleńczych. Zauważ Kamilu, to samo było w Gruzji. Igrzyska w Pekinie: w tym czasie nastąpił ruski atak. I podobnie było teraz.

Muszę kończyć, Kamilu. Mam cholernie dużo roboty. Dla Nich (Ukraińców, tzn. dla bojowników i zwolenników „Majdanu”), czyli także dla nas. Pomóż nam, błagam! Jak? Nie wiem. Wymyśl coś. Jesteś chłopakiem z Wielkim Charakterem, więc na sto procent wymyślisz coś dobrego.

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Paweł
(„Do Rzeczy”, nr 9/057, 24.02.-02.03.2014 r., s. 14).

Cóż, trudno się czepiać pierwszego zdania. Nic nie stoi na przeszkodzie, by Kamil Stoch trzymał (byle nie zbyt mocno, bo to może mu przeszkadzać w utrzymaniu należytej koncentracji – zwłaszcza gdy staje już na skoczni!) kciuki za Ukrainę. Trudno też znaleźć jakieś przeciwwskazania, żeby mówił temu i owemu o pomordowanych ludziach (w czasie ostatnich tragicznych wydarzeń w Kijowie). Dobrze by jednak było, gdyby mówił także i o tych zlinczowanych ukraińskich milicjantach, i o tych bezbronnych cywilach, którzy zginęli od kul niezidentyfikowanych jeszcze do końca snajperów – a nie tylko o bojówkarzach tzw. Prawego Sektora i afiliowanych organizacji, którzy w pełni świadomie i dobrowolnie rzucili wyzwanie legalnej władzy, zdając sobie dobrze sprawę, że mogą położyć w tej konfrontacji własne głowy!

Jednak już ta sugestia umieszczenia na kasku „malutkiej” ukraińskiej flagi, to jest propozycja czysto kabaretowa – najłagodniej rzecz ujmując. I to niezależnie od tego, o jaką flagę ukraińską konkretnie by tu chodziło. Czy chodziłoby o tę oficjalną, niebiesko-żółtą? Taki zabieg nasuwałby bowiem pewne skojarzenia, że nasz mistrz reprezentuje w istocie dwa państwa. Nie wiem, czy nie jest to zabronione z samych względów proceduralnych i czy Kamilowi nie groziłaby z tego powodu po prostu dyskwalifikacja? A może chodziłoby o tę post-upowską, czerwono-czarną, których to barw było na „Majdanie” przecież wcale nie mniej od niebiesko-żółtych? Ta znowu nie jest powszechnie rozpoznawalna, nie jest dostatecznie czytelna dla większości obywateli krajów położonych na zachód od Polski – zatem nie będzie miała tej siły propagandowego oddziaływania (zakładając nawet, iż potraktują oni UPA tylko jako wzorcowy „ruch narodowo-wyzwoleńczy”)! P. Kukiz, pisząc na gorąco, na przysłowiowym kolanie, pewnie nie przemyślał sobie do końca tej kwestii, bo może najlepszym wyjściem z tego kłopotu byłoby zaproponowanie użycia po prostu klasycznego tryzuba, który jest i symbolem dostatecznie charakterystycznym, i nie niósłby ze sobą żadnych problemów proceduralnych, poza oczywiście zapewnionym blamażem moralnym świeżo upieczonego bohatera narodowego.

Ten wykazał się jednak – nie pierwszy już raz – naprawdę dużą dozą rozsądku, bardzo przytomnie reagując na Facebooku na tę w istocie chamską próbę włażenia mu z buciorami w jego prywatne życie: „Nigdy nie pomagałem nikomu na pokaz, jeśli pomagam to po cichu. Dobrze robię to, na czym się znam. Nie jestem więc bohaterem z kreskówki, który spektakularnie i niezawodnie ratuje świat, nie jestem też specjalistą od spraw zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Jestem sportowcem, jestem skoczkiem narciarskim”.

Odpowiedź jasna i dosadna – Kamil Stoch musi się teraz całkowicie koncentrować i wytężyć wszystkie siły przed decydującymi zmaganiami o zwycięstwo w Pucharze Świata, który jest przecież na wyciągnięcie ręki. Ukrainie i tak nie jest w stanie ani realnie pomóc, ani zaszkodzić! Można się tylko cieszyć, że jest tak bardzo poukładany i że potrafi tak logicznie myśleć. Potwierdza się opinia, że i to mistrzostwo olimpijskie, zwłaszcza na większym obiekcie, nie było w żadnym razie darem szczęśliwego losu – on wygrał wtedy ze swoimi rywalami nie tylko walorami czysto sportowymi, on z nimi wygrał przede wszystkim mentalnie, wygrał dojrzałością, opanowaniem i odpornością psychiczną.

PS. Przepraszam za przeciągnięty wpis. Miało być teoretycznie tylko kilka zdań komentarza, a zrobił się z tego całkiem pokaźny tekst. Ale czasem tak bywa!

J.W.