„Chwała Tuskowi, Belce i Sienkiewiczowi” – prof. Giertych o aferze podsłuchowej

W połowie lipca 2014 r. ukazała najnowsza „Opoka w Kraju” (nr 85), redagowana przez prof. Macieja Giertycha, który ustosunkował się w niej do problemu warszawskiej afery podsłuchowej. Oto treść jego krótkiej notki na ten temat, wspierająca omawianą już na Piast Polski[1] tezę, że jednym z możliwych motywów afery podsłuchowej mogła być chęć uniemożliwienia rządowi Tuska obrony polskiego interesu gospodarczego – a w każdym razie interesu gospodarczego elit III RP – przed idącym z Zachodu poważnym kryzysem, a także wspierająca podejrzenie, że za tą aferą stoi zachodnia finansjera:

„W 1997 r. agitowałem przeciwko ratyfikowaniu uchwalonej przez zgromadzenie narodowe 3. IV. 1997 r. konstytucji RP. Zbliżało się referendum w tej sprawie (25 maja 1997 r.). Wśród różnych moich pretensji do zapisów proponowanej konstytucji był też zapis art. 220: „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrycia deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa” . Sugerowałem, że zapis ten jest inspirowany mentalnością masońską, bowiem jednym z celów masonerii jest opanowanie finansów wszystkich państw przez prywatne banki. Proponowany zapis zezwala na pożyczki państwowe tylko w bankach prywatnych. (Pisałem o tym w „Opoce w Kraju” nr 22 z maja 1997[2]).

Uczestniczyłem też wtedy w pewnym panelu dyskusyjnym w Bydgoszczy, gdzie na ten temat starłem się z Radosławem Sikorskim, który bronił tego zapisu.

Ostatnio Polska żyje tzw. aferą podsłuchową. O co chodzi?

We wtorek 17 czerwca [2014] rząd miał omawiać projekt zmiany przepisów, by umożliwić pożyczanie pieniędzy przez państwo od Narodowego Banku Polskiego, czyli jakoś ominąć ów zapis konstytucyjny. Dzień wcześniej, 16 czerwca tygodnik „Wprost” opublikował zapis rozmowy ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką z lipca 2013 r., a więc sprzed roku, dotyczący właśnie tej sprawy. Obecne opublikowanie treści tej rozmowy wydaje się mieć związek z planowanym zajęciem się sprawą przez rząd. Celem „Wprostu”, jak sugeruje okładka, był zamach stanu. Chodziło o obalenie rządu, a w każdym razie o skompromitowanie tego projektu.

Panowie Sienkiewicz i Belka rozmawiali o tym projekcie i obawiali się, że minister finansów Jacek Rostowski w życiu się na to nie zgodzi. Sugerowali, że sprawę trzeba omawiać wprost z premierem, a ministra trzeba zmienić na bardziej spolegliwego. W dniu 27 listopada 2013 r. Rostowski został odwołany z funkcji ministra finansów i na to miejsce powołano młodocianego Mateusza Szczurka. Zestawienie dat sugeruje, że ta zmiana w ministerstwie była rezultatem podsłuchanej rozmowy i właśnie sprawy o prawo państwa do pożyczania pieniędzy z NBP w sytuacji kryzysowej.

Niezależnie od tego czy – jak nam się tłumaczy – Rostowski odszedł na własne żądanie, czy też w wyniku nacisków w sprawie pożyczek z NBP, faktem jest, że proponowane zmiany są korzystne dla Polski i chwała zarówno Tuskowi jak i Belce i Sienkiewiczowi, że się w temat angażowali. Z podsłuchanej rozmowy widać troskę obu rozmówców o Polskę. Jest tam też wzmianka o sensie posiadania własnej waluty, a nie euro. To był przecież jeden z podstawowych postulatów Ligi Polskich Rodzin, by nie przyjmować euro. Dobrze, że dziśœwidzą to decydenci w NBP i rządzie.

W rozmowie tej jest też ciekawe sformułowanie: „hrabia von Rothfeld-Rostowski”. Czemu wypomina mu się nazwisko dziadka, który zmienił je na Rostowski? Chyba tylko po to, by wskazać na żydowskie pochodzenie Rostowskiego. Gdy dodamy do tego informację, że Rostowski był uczestnikiem spotkania Klubu Bilderberg w Chantilly, VA [stan Wirginia], USA w dniach 31.V-3.VI.2012, a więc w czasie, gdy był już ministrem finansów (ale jeszcze nie wicepremierem), stanie się bardziej jasne dlaczego miał opory przeciwko pożyczaniu pieniędzy przez państwo z NBP.

Dla porządku dodajmy, że Belka był wielokrotnie uczestnikiem spotkań Komisji Trójstronnej, a więc też był uznawany w kręgach rządu światowego. Teraz jednak znalazł się pod ostrzałem krytyki. Dzisiaj, po omawianym podsłuchu, amerykańska agencja Bloomberg chce jego dymisji, ocenia go jako najgorszego prezesa banku centralnego w Europie i zarzuca mu, że nie broni niezależności banku od rządu
(http://wiadomosci.wp.pl/kat,139634,title,Amerykanska-agencja-ostro-o-MarkuBelce-najgorszy-szef-bankucentralnego,wid,16699853,wiadomosc.html?ticaid=112f2a).

Za całą sprawą mogą więc stać siły międzynarodowo-bankowe, chcące utrącić próbę wyzwolenia się Polski spod uzależnienia od prywatnych międzynarodowych banków.

Niezależnie od ogólnie pozytywnego, patriotycznego wydźwięku podsłuchanej rozmowy, niedopuszczalny jest rynsztokowy język jakim rozmówcy się posługiwali, szczególnie, że jeden z nich to potomek wielkiego Henryka Sienkiewicza, na którego polszczyźnie wszyscy się wychowaliśmy.

Rozmowy ujawnione przez „Wprost” tydzień później, 23.VI.2014, właściwie nic poważnego do polityki nie wnoszą poza uwagą Sikorskiego, że uważa sojusz z USA za mało wiarygodny. Ujawnienie tej rozmowy może mieć związek z właśnie toczącą się rekrutacją na stanowisko ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej (po p. Ashton), do którego Sikorski aspiruje. Pewno chodziło o to, by jego szanse obniżyć. Na pewno ujawnienie tej wypowiedzi nie było w interesie Polski.

Język także był nie do przyjęcia. Sądzę, że pozytywnym rezultatem tej afery podsłuchowej będzie większa troska o elegancki język, również w rozmowach prywatnych.

Ujawnienie rozmowy Romana Giertycha z redaktorem „Wprost” o wykup praw jego autorskich, to tylko zemsta za działania prawne przeciwko temu tygodnikowi.”

Źródło: M. Giertych, Afera podsłuchowa, „Opoka w Kraju” nr 85(106)/2014, lipiec 2014 r.
http://opoka.giertych.pl/owk_85.htm

[1] – Jaki jest cel afery podsłuchowej? http://piastpolski.pl/jaki-jest-cel-afery-podsluchowej/ (22.06.2014).

[2] – We wspomnianej „Opoce w Kraju” nr 22/1997 prof. Maciej Giertych pisał:

W przeddzień wizyty papieskiej w Polsce zaplanowane jest referendum konstytucyjne. Wrogowie Polski, chrześcijaństwa i normalności mają nadzieję, że ogłupiały naród polski zatwierdzi masońską konstytucję.

Koniecznie trzeba iść głosować i trzeba głosować przeciw tej konstytucji. Jeżeli nie pójdziemy, posłuszni zwolennicy SLD pójdą i ją przegłosują. Absencja będzie działać na ich korzyść. Jeżeli pójdziemy mamy szansę ją odrzucić. Wówczas sprawa uchwalenia Konstytucji się odroczy i jest nadzieja, że powstanie konstytucja lepsza, zgodna z tradycją Narodu i Państwa polskiego.

(…)

Dlaczego twierdzę, że jest to konstytucja masońska? Oto kilka powodów:

Jest to konstytucja podobna tym, które Anglicy piszą dla swoich byłych kolonii. Gdyby nie godło państwowe i stolica, można by ją kserować dla dowolnego kraju.

Konstytucja ta nie zawiera żadnych gwarancji. Praktycznie wszystko (granice, władza nad wojskiem, wolność osobista, prawo do mienia, do działalności gospodarczej, do tajemnicy korespondencji i telefonów, dostęp do teczek UB itd.) może być zmienione przy pomocy ustaw uchwalanych zwykłą większością głosów (kolejne artykuły kończą się sformułowaniem „…ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony” lub podobnym). Obecny Sejm jest w stanie każdy zapis zmienić – zobaczymy zaraz po uchwaleniu [nowej konstytucji]!!!

Konstytucja winna definiować i ograniczać kompetencje Sejmu i innych organów władzy, tymczasem posłowie będą mogli uchylić prawie każdy jej zapis.

Adam Wysocki, mason Wielkiego Wschodu i członek Uniwersalnej Ligi Masońskiej, redaktor pisma Wolnomularz Polski, zapewniał, „że w dyskusji, która się toczy w Polsce nad kształtem nowej konstytucji, masoni mają także swój udział” (Kurier Poranny 2/3.V.96). To widać jak na dłoni.

Dzisiaj masoneria stawia sobie cele, które proponowana konstytucja spełnia.

Cele masonerii:

1. Oddzielić Kościół od Państwa przez usunięcie jego wpływu na politykę, wychowanie i moralność publiczną.

2. Oddzielić Naród od Państwa przez zastąpienie Narodu obywatelstwem, przez zerwanie więzi historycznych, kulturowych i cywilizacyjnych.

3. Ustanowienie Stanów Zjednoczonych Europy, a później Świata oraz Rządu Światowego, połączone z likwidacją państw narodowych.

4. Opanowanie finansów wszystkich państw przez prywatne banki.

5. Ustanowienie ogólnoświatowej religii synkretycznej na bazie „złotej reguły”, czyli zasady „nie rób drugiemu co tobie nie miło”. Priorytet spraw ludzkich, horyzontalnych, przy eliminacji relacji pionowych, do Boga. Indyferentyzm i zrównanie Boga z człowiekiem.

6. Promocja aborcji, antykoncepcji, sterylizacji, eutanazji itd. poprzez „zasadę zrównoważonego rozwoju” promowanej w imię ochrony środowiska.

Zapisy proponowanej konstytucji:

ad 1 – Art. 48: „Rodzice mają prawo do wychowywania dzieci … Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”.

Art. 53. p. 5: „Wolność … religii może być ograniczona …”.

ad 2 – W preambule: „my Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”, „przekazać przyszłym pokoleniom … co cenne z … tysiącletniego dorobku”.

ad 3 – Art. 90 zezwala na rezygnację z suwerenności Polski. Art. 91: „prawo przez nią (organizację międzynarodową do której przystąpimy) stanowione … jest stosowane … mając pierwszeństwo”.

ad 4 – Art. 220: „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrycia deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa”. Ale u prywatnych może!

ad 5 – Preambuła: „wierzący … i nie podzielający tej wiary”, „odpowiedzialni przed Bogiem lub przed własnym sumieniem”.

ad 6 – Art. 5 „…zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju”.

Art. 38 o ochronie życia bez definicji człowieka, a więc – dopuszcza zabijanie nienarodzonych i nieprzydatnych. Zagrożony jest byt narodu.

Osobiście stoję na gruncie Konstytucji Marcowej z 1921 r. Była ona uchwalona przez Sejm Ustawodawczy powołany z woli Narodu i żadna partia polityczna nie kwestionowała jego ważności. Uważam, że wszystkie późniejsze zmiany konstytucyjne, łącznie z obecnym projektem, nie posiadały zgody Narodu, były narzucane przez sprawujących władzę, bez liczenia się z głosem opozycji. Nie wolno dopuścić by autorzy obecnego projektu mogli się legitymować poparciem uzyskanym w referendum. Nowa konstytucja musi mieć autentyczne poparcie Narodu. Musi wynikać z jego ducha i tradycji. Innej nam nie potrzeba.

(…) Episkopat zajął wyraźne stanowisko, określając zapisy tego projektu jako moralnie nie do przyjęcia. Prymas Glemp w homilii wygłoszonej 3 maja [1997] w Częstochowie zdecydowanie skrytykował ten projekt konstytucji. Nareszcie mamy sprawę, która logicznie i klarownie dzieli scenę polityczną na lewą i prawą stronę. Unia Wolności znalazła się wraz z Unią Pracy i postkomunistami w tym samym obozie. Chwała Bogu Najwyższemu! Ten projekt musimy odrzucić!!!”

Źródło: M. Giertych, Pokonać Papieża własnym narodem!, „Opoka w Kraju” nr 22(43)/1997, maj 1997 r. http://opoka.giertych.pl/owk22.htm

Komentarz

Każdy rząd warszawski musi działać w ramach tzw. porządku konstytucyjnego, wyznaczanego przez ustawę konstytucyjną z 1997 r., a także, co najmniej od 2004 r., przez przepisy przyjmowane na forum Unii Europejskiej. Konstytucja RP z 1997 r. przygotowana została i uchwalona przez sejm wybrany w 1993 r. przez zaledwie 52 % uprawnionych do głosowania, w którym najwięcej mandatów miały partie socjalistyczne: SLD – 37,2 %, PSL – 28,7 %, UD/UW – 16,1 % i Unia Pracy – 8,9%, przy czym dwie pierwsze z nich tworzyły także rząd pod kierunkiem Włodzimierza Cimoszewicza (SLD), działający w okresie: luty 1996 – październik 1997 r. i posiadający wsparcie urzędującego od grudnia 1995 r. do grudnia 2005 r. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, współtwórcy Socjaldemokracji RP i SLD, a w l. 1993-1995 szefa komisji konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Rząd ten dopilnował zakończenia prac nad tekstem konstytucji na początku 1997 r., zatwierdzenia jej projektu przez Zgromadzenie Narodowe (451 głosów „za” i tylko 40 „przeciw”) i referendum konstytucyjne (tylko 22,58 % uprawnionych do głosowania „za”), podpisania jej przez prezydenta i ogłoszenia w „Dzienniku Ustaw” (16.07.1997).

Konstytucja 1997 roku weszła w życie po trzech miesiącach od ogłoszenia, a więc na początku kolejnej kadencji sejmu, w którym „opozycja”, wspierana od początku kampanii wyborczej przez ks. Rydzyka i innych duchownych, posiadała łącznie 58 % mandatów (AWS, UW, ROP), zaś ówczesna partia dzisiejszego premiera Donalda Tuska, czyli Unia Wolności (której p. Tusk wtedy wiceprzewodniczył i reprezentował ją w senacie), wchodziła w skład powołanego przez tą „opozycję” rządu, posiadając w nim m.in. stanowisko ministra finansów (a zarazem wicepremiera) i de facto nim kierując. Owa większość parlamentarna i jej rząd nie pokusiły się wówczas o zmianę antysuwerennościowego art. 220 konstytucji, zmuszającego rząd warszawski do zadłużania państwa w nie-polskich bankach prywatnych, lecz skupiły się na wtłoczeniu naszego kraju do NATO (akcesja 12.03.1999) i przygotowywaniu wtłoczenia go do UE (rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych 31.03.1998).

Trudno jest zatem dziś uwierzyć – i to pomimo przysłowia: „mądry Polak po szkodzie” – że obecna koalicja rządowa, składająca się z tych partii (lub ich mutacji), które szkodliwe zapisy konstytucji 1997 roku projektowały, uchwalały i wdrażały, będzie dzisiaj skłonna (i zdolna), na dodatek przy obecnym prezydencie, który był sekretarzem generalnym i posłem UD/UW w l. 1993-1997 oraz posłem AWS w l. 1997-2001 – odwrócić bieg wydarzeń i zlikwidować główną przyczynę aktualnych nieszczęść Polski, jaką jest zniesienie suwerenności narodu polskiego, a przede wszystkim jego suwerenności w dziedzinie finansowo-gospodarczej, usankcjonowane (bez)prawnie w ustawie konstytucyjnej z 1997 roku.

Przypomnijmy tutaj (za A. Morozowskim), że „Konstytucję uchwalono 2 IV 1997 r. około 17. Po ogłoszeniu wyników głosowania czekająca w kuluarach orkiestra wojskowa zagrała hymn. Członkowie Zgromadzenia Narodowego wstali i zaśpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła…”. Tak kończyła się ponadtrzyletnia praca nad nową konstytucją. (…) Aleksander Kwaśniewski – zanim został prezydentem – był szefem komisji konstytucyjnej. Jej obrady bywały potwornie nudne. Debatowano np. godzinami, czy zapisać w konstytucji, że poseł ma prawo za darmo jeździć komunikacją miejską. Pamiętam, że gdy siedziałem na obradach komisji, z nudów przeglądałem jakiś tygodnik z artykułem o trendach w damskiej bieliźnie. Zauważył to przewodniczący komisji. Przysłał mi kartkę z prośbą o pożyczenie pisma. Potem przez dłuższą chwilę wymienialiśmy na kartkach, niczym w szkole, uwagi dotyczące nie artykułu konstytucyjnego, lecz bieliźnianego.”[*].

Czy mając w Polsce takie partie, takie rządy, takich posłów i takich szefów konstytucyjnych komisji – finansjera zachodnia ma prawo czegoś się obawiać i musi uciekać się do wykorzystywania kawiarnianej inwigilacji?

Jeśli tak, to chyba tylko w celu zdalnego dyscyplinowania tych „elit” i propagandowego uzasadniania okresowej rotacji stanowisk.

GG.

[*] – A. Morozowski, Konstytucja (nie)zgody http://historia.focus.pl/polska/konstytucja-niezgody-1085 (18.06.2012).

Zob. także:

Sprawozdanie Stenograficzne z 3 posiedzenia Zgromadzenia Narodowego w dniach 21 i 22 marca 1997 r., część II, Warszawa 1997.

Sprawozdanie Stenograficzne z 4 posiedzenia Zgromadzenia Narodowego w dniu 2 kwietnia 1997 r., Warszawa 1997.

R. Chruściak, Przygotowanie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. – przebieg prac parlamentarnych, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 1997.

K. Strzelczyk, Prace nad Konstytucją w latach 1989-1997, /w:/ Tenże, Dobro wspólne jako naczelna zasada Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 r., „Środkowoeuropejskie Studia Polityczne” nr 1-2/2009 (wyd. UAM w Poznaniu), s. 248-255.
https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/4759/1/
K.%20Strzelczyk.pdf