Casus Leppera

Od dłuższego już czasu zapanowała medialna moda atakowania na wszystkie możliwe sposoby szefa „Samoobrony”, Andrzeja Leppera. Stało się dobrze widziane wyciąganie bardziej lub mniej prawdziwych enuncjacyj na jego temat. Ostatnio eksploatowanym takim przykładem jest cytowana w „Życiu Warszawy” z dnia 14-go kwietnia br. wypowiedź Leppera o Hitlerze: „Miał naprawdę dobry program. Postawił Niemcy na nogi, zlikwidował bezrobocie, stworzył szeroki front prac.” To wyrwane z kontekstu zdanie ma ostrzec nas przed szefem „Samoobrony” jako pogrobowcem nazizmu. Dodatkowo przytoczenie niektórych przeczytanych przezeń książek, m.in. „Mein Kampf” ma to ostrzeżenie uwiarygodnić. Szum medialny wokół tego fragmentu wypowiedzi powstał wielki, a jego trwanie w czasie jest usilnie przedłużane. Czytelnikom pozostaje póki co się cieszyć, iż ich lektury nie są jak na razie sprawdzane.

W kontekście tego ciężkiego grzechu Leppera warto przytoczyć cytat z rubryki „Obraz tygodnia” z „Tygodnika Powszechnego” nr 36 z września 2000 roku: „Kandydat na prezydenta Janusz Korwin-Mikke powiedział w Bielsku-Białej, że Adolf Hitler wyzyskiwał Polaków dwa razy mniej niż nasi obecni okupanci z UW, SLD, PSL i AWS”. Przy okazji tej wypowiedzi też było trochę szumu, a raczej tylko szumku, i nie był on tak nachalnie przedłużany. Wspomniany Korwin-Mikke już wcześniej dostarczył prasie powodów do radości. Znane slangowe wyrażenie: „rżnąć głupa”, czyli udawać głupiego bądź nieświadomego zrobiło karierę za sprawą jego właśnie wypowiedzi. Stwierdził on ni mniej, ni więcej, że „rząd rżnie głupa”. Wywołało to wówczas pewną sensację, zwieńczoną jednak zachwytem nad finezją wypowiedzi. Zwrot ten często był powtarzany wśród „elit” dziennikarskich na dowód bądź to polotu jego autora, bądź trafności sformułowania.

Kilka miesięcy później w Sejmie Lepper również użył tego zwrotu, ale w odniesieniu do p. Kwaśniewskiego: „pan prezydent rżnie głupa”. Tym razem nie było jednak zachwytów, lecz atak polityków, dziennikarzy i całej skisłej śmietanki intelektualnej na autora tej wypowiedzi. Zarzut brzmiał: „Lepper obraził prezydenta RP.” Warta zastanowienia jest kwestia – dlaczego ta sama wypowiedź: „rżnąć głupa” – raz jest przedmiotem zachwytu, a raz oburzenia – i to tych samych opiniotwórczych środowisk.

Jeden ze sposobów wyjaśnienia brać może pod uwagę osobę wypowiadającą kwestię o „rżnięciu głupa”. W pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia z politykiem – co prawda prawicy, ale eleganckiej, salonowej. Ten polityk – publicysta traktowany był jako enfant terrible sceny politycznej w Polsce, a po trosze jako postać kabaretowa. Z Lepperem sprawa jest inna – nijak nie pasuje na lwa salonowego, intelektualistę z lewa czy prawa, a próby uczynienia zeń figurki kabaretowej nie powiodły się. Jego wypowiedzi są zbyt serio i zamiast ośmieszać ich autora, wywołują postrach wśród adresatów.
Innym wytłumaczeniem odmiennych reakcyj na te same słowa może stanowić różnica między adresatami owego zwrotu. W pierwszym przypadku wyrażenie dotyczyło rządu. Ponieważ nie wywołało to krytyki stróżów „poprawności” politycznej, przeto można przyjąć, że rząd /premier et consortes / mogą podlegać krytyce, nawet ośmieszającej. W drugim przypadku zwrot ów dotyczył prezydenta. I tu okazuje się, że nie wolno, że krytyka sięgnęła zbyt wysokiego pułapu. Powyżej premiera w III RP krytykować „nie nada”, czy, jak po zmianie ukierunkowania towarzyszy, powiedzielibyśmy: „it is forbidden”.

Jakie byśmy jednak wytłumaczenie odmienności reakcyj „elit” przyjęli – osobę autora czy adresata, to przyznać trzeba, że podział na równych i równiejszych, pomimo zmiany ustroju został zachowany. Demokracja – czy to w wydaniu socjalistycznym, czy liberalnym, zachowuje pozory zasad na które się powołuje. A „elity” i ich medialne pieski bez żenady rżną głupa.

Ale przypadek Leppera, to coś więcej niż utarczki słowne z samokreującymi się autorytetami. Fakt zaistnienia „Samoobrony” na scenie politycznej i rosnące według sondaży poparcie o czymś świadczy. Zmasowane ataki na Lepppera i furia z jaką są przeprowadzane świadczą tylko o słabości jego przeciwników i przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Z jednej strony zdaje się to potwierdzać przewrotność charakterologiczną rodaków, uodpornionych jak widać na zabiegi propagandowe, a z drugiej dowodzą wyczulenia społeczeństwa na autorów tych zabiegów.
Ataki na Leppera pochodzą od tzw. „elit okrągłostołowych”. Bez względu na aktualną nazwę partii politycznej łączy je odpowiedzialność za skutki społeczne przemian, rozkład państwa, aprobata dla utraty suwerenności politycznej i ekonomicznej. Coraz uboższe społeczeństwo jest na dodatek niemym /bo media jeśli jeszcze jakieś są w polskich rękach, to na usługach obcych interesów/ świadkiem powstawania nielicznych, acz znacznych fortun powstających wskutek rozgrabiania przez te elity resztek majątku ogólnonarodowego. W dodatku przy bezsilności organów mających stać na straży prawa. Gorycz utraconych piętnastu lat, zmarnowanych nadziei na zapowiadaną wolność i dostatek, przy jednoczesnej arogancji władzy i wyobcowaniu owych elit wolność zapowiadających – musiała znaleźć ujście. Ludzie intuicyjnie poczęli szukać wsparcia, obrony.

Wobec braku doświadczenia politycznego, permanentnie sączonego przez media zakłamania, zawiedzeni ludzie poszukiwania swoje prowadzili poza formacjami rządzącymi w Polsce po roku 1989. Dużego wyboru nie mieli. Utkwiwszy zmęczony wzrok w ekrany telewizorów szukają nadziei w opozycji. Ale ta tkwi w rozkroku – krytykuje rząd i niby chce przyspieszonych wyborów, ale tylko niby, bo obawia się utraty obecnego nikłego stanu posiadania. Wpatrzeni w telewizory zwykli obywatele ze zdziwieniem obserwują porażkę za porażką opozycji, doznawane na własne niejako życzenie. Sami pozbawieni już odwagi, rozglądają się za kimś kto ma odwagę publicznie i mocno krytykować wszystkie ekipy rządzące od lat piętnastu. A skoro dotychczas rządzący i ich „intelektualne” zaplecze tak zaciekle atakują Leppera, to tym łatwiej jest mu uwierzyć, pomimo iż „Samoobrona” też uwikłana jest w parlamentarnych układach.

Niektórzy już dostrzegają, że prawdziwa opozycja znajduje się poza parlamentem, że stanowi ją ta „milcząca większość” szukająca nowej alternatywy – pomiędzy Lepperem, a… czymś co może się wyłonić, i jeśli już nie spełnić pragnienia „chleba i wolności”, to przynajmniej dać nadzieję na lepsze któreś jutro. I gdzieniegdzie wyłania się… hybryda narodowo-socjalistyczna. Jako że socjalizm będąc formacją internacjonalistyczną pozostaje w sprzeczności z interesem narodowym, znów ktoś z zewnątrz próbuje nam serwować iluzje. Ich wszczepienie na polski grunt staje się o tyle realne, o ile w parlamencie nie da się odnaleźć prawdziwej opozycji. Skoro obecnie nikt w tym gremium nie potrafi zaakcentować troski o Polskę i Polaków i przebić się do świadomości obywateli z ofertą ratunkową – to pozostaje Lepper. Nie ma więc co się zżymać na fakty, wpierw należy wyzbyć się swej nieudolności.

Post scriptum. Tak widziałem casus Leppera pisząc powyższy tekst 8. grudnia 2004 r. Od tego czasu wiele się zmieniło. Nasz bohater doszedł do wysokich stanowisk państwowych, jego kariera polityczna sięgnęła szczytów. Tym boleśniejszy był z tych szczytów upadek – w atmosferze oskarżeń o udział w seksaferze i aferze gruntowej. Co prawda, pewne powiedzonko mówi, że „jak spaść z konia to z dużego…” ale nikt nie przewidywał, że upadek skończy się śmiercią. Zapewne nie dowiemy się już prawdy o aferach i ewentualnym w nich udziale Leppera. Jeśli ta śmierć faktycznie była samobójstwem, to decyzja o zakończeniu żywota zapadła wskutek przeliczenia się z możliwościami. Trudno jednak uwierzyć, że człowiek twardo stąpający po ziemi zapomniał iż dwa razy do tej samej rzeki się nie wejdzie. Po bolesnym upadku nie mógł już liczyć iż zdoła ponownie wejść do układu okrągłostołowego i od wewnątrz z nim walczyć. Jednak w nadchodzących wyborach zamierzał zacząć od nowa swoją walkę, zapewne bez szans. W najbliższym czasie spodziewać się można – z jednej strony łez krokodylich tych którzy zaleźli mu za skórę, a z drugiej kontynuacji opluwania tych których od tej czynności nawet czyjaś śmierć nie powstrzyma. Tym pierwszym nie należy wierzyć, tych drugich bojkotować, a ze swej strony roztropniej głosić opinie o ludziach. Tylko tyle możemy zrobić w obliczu tej śmierci.

Kazimierz Murasiewicz